Grzesiowski sygnalizował potrzebę rozszerzenia możliwości prawnych, w kontekście egzekucji przestrzegania norm sanitarnych, po to, by zmniejszyć transmisję COVID-19.
- W czasie wojny - a pandemia jest rodzajem wojny - nie można przedkładać indywidualnych korzyści nad zdrowie publiczne. Jeśli ktoś świadomie, lub nie rozprzestrzenia zagrożenie epidemiczne, to podlega karze. Mamy narzędzia w obecnym prawodawstwie, które mogłyby skłonić do tego, aby testy były wykonywane obowiązkowo u pacjentów z podejrzeniem COVID-19. Oczywiście późniejsza kwestia egzekwowania tego obowiązku to jest zupełnie inna sprawa. Czy będzie tak, jak w tej chwili, gdzie mamy teoretycznie jakieś zakazy, ale są nieegzekwowane - nie ma nic gorszego niż prawo, które nie działa. Najpierw trzeba zbudować model według którego będziemy egzekwować prawo, a dopiero potem zastanawiać się na jego rozszerzeniem, np. w kontekście testów, szczepień i innych działań, które mają na celu przerwać transmisję wirusa - stwierdził ekspert.
Aktywność władz w zakresie promocji szczepień (na COVID-19) właściwie zanikła
Lekarz przekonywał także, że obecny brak zdecydowania decydentów ws. wprowadzania obostrzeń "covidowych" jest spowodowany ich obawą przez protestami społecznymi.
- Jest to jakaś forma rachunku dokonanego przez władze: rachunku korzyści płynących z tego, że nie wprowadza żadnych ograniczeń i szkód, które poczyni wirus. Widocznie według władz ten rachunek wychodzi na korzyść społeczeństwa, ale mam ogromne wątpliwości co do tego. Jest to działanie wysoce niebezpieczne, ponieważ ludzkie życie to najwyższa wartość, a to, ze jakieś grupy będą protestować i wyjdą na ulicę, to nie jest powód na to, by przyzwolić na śmierć wielu tysiącom ludzi - ocenił gość Onetu.
Czytaj więcej
Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 15 904 nowych przypadkach koronawirusa SARS-CoV-2, śmierci 39 osób z powodu COVID-19 i zgonach 113 osób z powo...
Grzesiowski skrytykował następnie działania polskiego rządu ws. promocji szczepień przeciwko COVID-19.
- Aktywność władz w zakresie promocji szczepień (na COVID-19) właściwie zanikła. Słyszmy jedynie apele o to, by ludzie się szczepili, ale apelami nie da się nic zdziałać, kiedy mamy sytuację wojenną. To trochę tak jakby ludzie, którzy powinni być ewakuowani z jakiegoś terenu odmówili ewakuacji i rząd by na to przyzwolił. Po to, by ludzie słuchali się w tak nadzwyczajnej sytuacji trzeba użyć nadzwyczajnych środków, w tym momencie takich nie widzę - podkreślił ekspert.