Po tym jak talibowie zajęli Kunduz, w którym wcześniej przez dekadę stacjonowali niemieccy żołnierze i gdzie niemiecka armia straciła najwięcej żołnierzy od czasu II wojny światowej, niektórzy niemieccy politycy zaczęli wzywać władze w Berlinie, by te zdecydowały się na udział w interwencji wojskowej przeciw talibom.

W ciągu ostatnich czterech dni talibowie zajęli sześć stolic afgańskich prowincji. Ich ofensywa przybrała na sile kilka miesięcy temu, po ogłoszeniu przez obecną administrację USA decyzji o wycofaniu się amerykańskich żołnierzy z Afganistanu do września tego roku.

"Doniesienia z Kunduz i z innych miejsc w Afganistanie są gorzkie i bolesne" - napisała na Twitterze Annegret Kramp-Karrenbauer.

Jednocześnie minister obrony Niemiec zaznaczyła, że jeśli niemieckie społeczeństwo "nie jest gotowe" na to, aby wysłać swoich żołnierzy na wojnę, na której pozostaliby oni przez co najmniej pokolenie, wówczas decyzja o wycofaniu żołnierzy niemieckich i żołnierzy innych państw NATO z Afganistanu była słuszna.

Odpowiedzialnością za obecną sytuację w Afganistanie niemiecka minister obarczyła Donalda Trumpa, byłego prezydenta USA - pomimo że ostateczną decyzję ws. terminu wycofania żołnierzy amerykańskich z tego kraju podjął następca Trumpa, Joe Biden.

"Niefortunny układ Trumpa z talibami był początkiem końca" - podkreśliła nawiązując do porozumienia zawartego przez Trumpa z talibami w 2020 roku, które przewidywało wycofanie się wojsk amerykańskich z Afganistanu.