Jeśli pominąć małżonkę prezydenta – Brigitte, nikt inny nie miał podobnego przywileju. W każdy poniedziałek rano Gerard Collomb wychodził z pałacu Beauvau, przechodził na drugą stronę rue du Faubourg Saint-Honore i wchodził do Pałacu Elizejskiego, aby sam na sam zjeść z prezydentem śniadanie.
W ten sposób między 71-letnim weteranem francuskiej sceny politycznej i 30 lat młodszym od niego przywódcą państwa wytworzyła się niezwykła więź. Pierwszy imponował doświadczeniem, talentem do zarządzania, trzeźwą oceną sytuacji. Drugi wzbudzał podziw odwagą podejmowania decyzji, niekonwencjonalnym sposobem myślenia. Rozmowa często schodziła też na literaturę, filozofię, teksty klasycznych, greckich autorów – zamiłowanie obu polityków.