Były prawnik prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego będzie przewodniczył pracom komisji śledczej powołanej do wyjaśnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy. A czeka go nie lada przeprawa, bo PiS skierowało do tej komisji jedną z najbardziej drapieżnych posłanek obecnej kadencji Beatę Kempę. Co prawda SLD oprotestowało tę kandydaturę. W zamian PiS zakwestionowało jednak kandydaturę Kalisza. Wacław Martyniuk, sekretarz Klubu LiD, nie ma jednak wątpliwości, że oboje zasiądą w komisji śledczej.
– Zdecyduje o tym Prezydium Sejmu i jestem przekonany, że w głosowaniu przejdą oboje – mówi Martyniuk.
Kalisz był już członkiem komisji śledczej, i to tej najbardziej medialnej, ds. afery Lwa Rywina, której członkowie: Jan Rokita i Zbigniew Ziobro, zrobili błyskotliwe kariery.
Kalisz jednak szybko zrezygnował z zasiadania w tej komisji. Zastąpiła go Anita Błochowiak, która wsławiła się pytaniem o pionowe korytarze i wypowiedzią na temat kolorowych skarpetek. Media spekulowały wówczas, że Sojusz chce obniżyć rangę komisji, skoro wycofał Kalisza. Sam zainteresowany tłumaczył, że zasiadał w innych komisjach i nie był w stanie pogodzić wszystkich obowiązków.
– A poza tym jako adwokat nie akceptowałem sposobu zadawania pytań w tej komisji – mówił Kalisz w „Rz”.
Niektórzy politycy Sojuszu uważają jednak, że komisja ds. Rywina przestała bawić Kalisza w momencie, gdy okazało się, że nie będzie przewodniczył jej pracom.
Po raz pierwszy nazwisko Kalisza zagościło na łamach prasy w 1993 roku, gdy został wiceprzewodniczącym Trybunału Stanu. Dziennikarze nic na jego temat nie wiedzieli poza tym, że jest blisko związany z ówczesnym liderem SdRP Aleksandrem Kwaśniewskim. W 1996 roku, gdy Włodzimierz Cimoszewicz formował swój rząd, wymieniano Kalisza jako kandydata na szefa Ministerstwa Sprawiedliwości. Ale wówczas to stanowisko przeszło Kaliszowi koło nosa. Rok później został prezydenckim prawnikiem. Nie ustrzegł się wpadek na tym stanowisku. Gdy w 1997 roku w prasie pojawiły się informacje o udziale głowy państwa w reklamie mebli Forte, Kalisz był tym oburzony.
Dziś w SLD nikt nie mówi źle o Kaliszu, choć kiedyś nie cieszył się sympatią kolegów
Sądził, że nazwisko prezydenta zostało wykorzystane w tej reklamie bez wiedzy właściciela i uznał to za skandal. Postawił tym samym prezydenta w niezręcznej sytuacji, bo Kwaśniewski o wszystkim wiedział. Prezydent tłumaczył później dziennikarzom: „Mój prawnik został złapany na niewiedzy. Powinien odpowiedzieć, że nie wie, że reklamy nie widział. A ponieważ jest młodym ministrem, dał się zaskoczyć”.
Nigdy później Kalisz nie dał się zaskoczyć dziennikarzom, ale i tak musiał odejść z Kancelarii Prezydenta. Kwaśniewski w 2001 roku odesłał go do Sejmu. Dlaczego? W Pałacu Prezydenckim plotkowano, że Kalisz, który po odejściu rzecznika prasowego stał się ustami prezydenta, zaczął świecić zbyt jasnym światłem. I Kwaśniewski, który nie znosił konkurencji, postanowił się go pozbyć. Ostatnią rolą Kalisza przy Kwaśniewskim była funkcja szefa sztabu wyborczego w 2000 roku. W tamtej kampanii prezydencki prawnik wsławił się tym, że oskarżył sztab Mariana Krzaklewskiego o organizowanie uzbrojonych bojówek zakłócających wiece wyborcze Kwaśniewskiego. Wiesław Walendziak, szef sztabu Krzaklewskiego, pozwał Kalisza za tę wypowiedź do sądu w trybie wyborczym i wygrał sprawę. Kalisz musiał przeprosić sztab Krzaklewskiego.
Jowialny Kalisz jest jedną z najbardziej lubianych postaci polskiej lewicy. Koledzy z klubu parlamentarnego co prawda nie lubią występować z nim na konferencjach prasowych, bo Kalisz ma zwyczaj dominować. Ale to właściwie jedyny zarzut, jaki stawiają temu popularnemu politykowi.
Dzisiaj w SLD na temat Kalisza nikt nie powie złego słowa. Jednak nie zawsze tak było. Działacze lewicy bardzo się zdziwili, gdy w gronie kilkunastu członków założycieli nowej partii, która w 1999 roku powstała na gruzach komitetu wyborczego SLD, znalazł się niespodziewanie prezydencki prawnik. Leszek Miller, ówczesny lider SdRP, tłumaczył wówczas, że jest to wyraz sympatii prezydenta do nowej partii.
W 2001 roku, gdy Kalisz prosto z Kancelarii Prezydenta wskoczył na dobre miejsce na liście wyborczej SLD do Sejmu, partyjni weterani już nie kryli swojej niechęci do niego – Kalisz był dla nich obcym ciałem, przyczółkiem Kwaśniewskiego. W 2004 roku Kalisz, wówczas szef MSWiA, nie został wybrany do rady wojewódzkiej SLD. Na 227 osób głosujących jego kandydaturę poparły zaledwie 64.
– Jest powszechnie nielubiany w SLD – tłumaczyli zgodnie delegaci. Za co?– Nigdy nikomu nie załatwił żadnej posady i za to go nie lubią – oceniał członek mazowieckiego SLD.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.olczyk@rp.pl