- Jeśli kogokolwiek dotknąłem, czy to jest prezes PiS, czy szef EKR Zahradil, oczywiście nie mam żadnego problemu z tym, żeby powiedzieć przepraszam, nikogo nie chciałem dotknąć - powiedział premier.

Podkreślił, że to nie jest jego opinia, tylko cytat. Tłumaczył, że "w europarlamencie zasiada wielu eurosceptyków, a także polityków czy europarlamentarzystów sceptycznych na przykład wobec dużego budżetu czy wspólnej polityki rolnej".

- Są to bardzo często także politycy z frakcji, w jakiej zasiadają europarlamentarzyści PiS. Cytowałem wypowiedzi parlamentarzystów spoza tej frakcji, ale nie twierdziłem, że oni są członkami tej frakcji - zaznaczył Tusk.

Premier podkreślił, że "źle się dzieje, kiedy polscy europarlamentarzyści współpracują z innymi europarlamentarzystami przeciwko ewidentnym interesom Polski". - I tutaj zdania nie zmienię - dodał.

Skąd te przeprosiny?

Przeprosiny zapowiedział szef kampanii wyborczej PO.

Przeprosin domagał się prezes PiS Jarosław Kaczyński, który na swoim blogu zamieścił list czeskiego eurodeputowanego Jana Zahradila. Szef frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów poczuł się dotknięty przemówieniem Tuska na konwencji PO, podczas której nawiązywał on do debaty po swoim wystąpieniu w europarlamencie. Czytaj więcej

- Faktem jest, że ta debata, którą ja pamiętam, zeszła na manowce za sprawą niepotrzebnych i nierozsądnych wypowiedzi europosłów PiS, a także kilku skandalicznych, przykrych dla nas wypowiedzi eurosceptycznych polityków (...) Na pewno europejscy konserwatyści są za mniejszym budżetem, to jest fakt - mówił w Radiu Zet szef kampanii PO, eurodeputowany PO Jacek Protasiewicz.

Na pytanie, czy konserwatyści są przeciwko "brudnym Rumunom i żebrzącym Polakom", odpowiedział: Pewnie nie.

Dopytany o przeprosiny, powiedział: - Jestem przekonany, dla premiera powiedzieć przepraszam to nie jest takie wielkie zadanie jak dla prezesa Kaczyńskiego. (...) Nie będzie problemu z tym, żeby powiedzieć "I'm sorry" - zapewnił.