O remisie w meczu piłki nożnej mówi się czasem, że to sytuacja, w której nie ma zabitych (czyli całkowicie przegranych), ale jest dwóch rannych. I sprawa kryptowalut, która nagle znalazła się w centrum polskiej polityki, może być taką sytuacją dla rozgrywających polityczny mecz drużyn koalicji rządzącej i PiS-u do spółki z prezydentem Karolem Nawrockim.

Obrona weta Karola Nawrockiego w wykonaniu PiS to polityczna gimnastyka, którą postronnemu obserwatorowi trudno zrozumieć

Polityczne koszty dla PiS-u i Karola Nawrockiego są oczywiste. Poza twardym elektoratem tej partii i wyborcami Konfederacji, dla których nadmierne regulacje (a te zarzuca się rządowej ustawie regulującej rynek kryptowalut) są gorsze od braku regulacji, pozostali, nawet nieśledzący na co dzień z wypiekami na twarzy polskiej polityki, w upartym wetowaniu przez Nawrockiego tej ustawy, zwłaszcza w sytuacji, gdy coraz głośniej mówi się o kłopotach Zondacrypto, dostrzegą niezrozumiałą obstrukcję.

Czytaj więcej

Marek Kutarba: Ustawa rządu Donalda Tuska nie ochroniłaby klientów Zondacrypto

Rząd może tu łatwo narzucić narrację, w której w małym pałacu pracują w pocie czoła nad rozwiązaniami, które mają chronić Polaków przed oszustami i naciągaczami, a być może nawet rosyjskimi służbami, a w tym czasie duży pałac, z czystej politycznej złośliwości, wkłada im kij w szprychy nie bacząc, na koszty społeczne. Dla dużej części elektoratu PiS niezrozumiała może być też sama obrona kryptowalut, które dla starszego elektoratu (a ten stanowi dziś o sile tak PiS, jak i KO) są czymś raczej podejrzanym niż pożądanym. Nie tylko zresztą dla elektoratu – wszak sam prezes Jarosław Kaczyński mówił, że osobiście jest zwolennikiem zakazu obrotu kryptowalutami. Zresztą kryptowaluty nijak się mają do etatystycznej wizji państwa prezentowanej przez PiS, w której obrona złotego przed euro jest niemal tak ważna jak obrona niepodległości – więc gdzie w tej wizji mają być kryptowaluty znajdujące się poza jakąkolwiek kontrolą, nad emisją których nie tylko Polska, ale w ogóle żadna instytucja nie ma kontroli? W tej sytuacji PiS uprawia skomplikowaną gimnastykę polityczną jednocześnie sprzeciwiając się, ustami swojego prezesa, samej idei kryptowalut, a jednocześnie broniąc wolnoamerykanki na tym rynku. Gdy jeszcze do tego dojdzie ów przelew od prezesa Zondacrypto na rzecz instytutu stworzonego przez Zbigniewa Ziobrę, trudno to wszystko racjonalnie wytłumaczyć każdemu, kto nie jest przekonany, iż Jarosław Kaczyński to polityczny geniusz, który za każdym razem rozgrywa partię szachową w pięciu wymiarach, w związku z czym zwykły śmiertelnik jej nie zrozumie i musi mu wierzyć na słowo, że to wszystko ma sens. Ostatnie sondaże PiS wyraźnie wskazują, że większość Polaków nie ma jednak takiego przekonania – i po całej awanturze o prezydenckie weto raczej go nie nabierze.

Przerzucanie odpowiedzialności na opozycję po ponad dwóch latach sprawowania władzy może nie być przesadnie skuteczne

Dlaczego rząd Donalda Tuska też może ucierpieć przez sprawę kryptowalut?

Ale koalicja rządząca też może wyjść z całej sprawy poobijana. Po pierwsze – jeśli sprawa jest tak pilna, w tle ma przestępczość, pranie brudnych pieniędzy, finansowanie dywersantów, Rosjan, a i inni szatani byli tu czynni, to dlaczego rozporządzenie obowiązujące w UE od połowy 2024 r. implementujemy dopiero po upływie półtora roku? Jeśli – jak mówi Donald Tusk – regulacja miała „chronić Polki i Polaków przed nadużyciami albo utratą swoich pieniędzy”” – to łatwo, zestawiając ze sobą daty przyjęcia unijnej regulacji i próby przeszczepienia jej na nasze podwórko, dojść do wniosku, że przesadnego pośpiechu w tym temacie nie było. To samo wrażenie można odnieść zresztą w sprawie Zondacrypto. Znów, jak w przypadku historii słynnej działki w Zabłotni niezbędnej do budowy CPK, niby wszyscy o wszystkim wiedzieli, ale działać zaczynają dopiero po nagłośnieniu sprawy przez media (nota bene w obu przypadkach przez Wirtualną Polskę).

Czytaj więcej

Waldemar Żurek: Wszczynamy postępowanie karne ws. giełdy Zondacrypto

Owszem, rząd może mówić, że nie miał narzędzi, bo prezydent mu złośliwie wetuje ustawę, ale jeśli – a tak sugeruje Tusk i jego ministrowie – w sprawie Zondacrypto pojawiają się w tle i piramidy finansowe, i rosyjska mafia, i nawet rosyjskie służby, a wszystko dzieje się od lat, to jednak przerzucanie odpowiedzialności na opozycję po ponad dwóch latach sprawowania władzy może nie być przesadnie skuteczne. To jak w przypadku Beaty Szydło i jej „Polkach i Polakach, którzy przez osiem lat...”. Strategia zrzucania wszystkiego co złe na poprzedników stosowana zbyt długo zaczyna być postrzegana raczej jako symbol własnej niemocy niż chytry polityczny plan. Jest bowiem jak w kawale o przekazywaniu władzy w KPZR, gdzie ustępujący I sekretarz przekazuje następcy trzy koperty, które ma otwierać w czasie kryzysów. W pierwszej jest rada: „zrzuć wszystko na mnie”, w drugiej: „obiecaj poprawę i wyciągnięcie wniosków”, w trzeciej: „przygotuj trzy koperty”. W demokracji, po dwóch i pół roku sprawowania władzy, w ręku ma się zazwyczaj już tylko kopertę numer trzy.