Mężczyzna miał spięcie z trzema podpitymi panami, zaczepiającymi ludzi na bystrzyckim osiedlu. Byli agresywni. „Mężczyzna wrócił do domu, zostawił psa, wziął karabinek automatyczny, wyszedł z domu i ponownie spotkał tych trzech mężczyzn” – relacjonował prokurator. „Znów doszło do kłótni. Mężczyzna oddał strzał ostrzegawczy, a później oddał kolejne strzały w kierunku 26-latka, który zginął na miejscu”. Pozostała dwójka uciekła. Mężczyzna miał pozwolenie na broń, był instruktorem strzelectwa. Usłyszał zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim.

Zaatakowany ma prawo użyć broni palnej, gdy zagrożone jest jego życie

Obrona konieczna to temat rzeka. Powraca raz na jakiś czas w sprawach kontrowersyjnych. Emocjonuje szczególnie, gdy broniący się użyje broni palnej. Zgodnie z przepisami, człowiek nie musi uciekać. Kodeks karny nie przewiduje, by prawo ustępowało przed bezprawiem. Zaatakowany ma prawo użyć broni palnej, gdy zagrożone jest jego życie. Jeśli napastnicy mają przewagę, niebezpieczeństwo zamachu jest większe niż w sytuacji „jeden na jednego”.

Powzięcie zamiaru zabicia napastnika nie jest złe, jeśli jest reakcją obronną na zamach zagrażający życiu. Ważne, by sposób użycia broni był adekwatny do sytuacji.

prof. Mikołaj Małecki, UJ

Powzięcie zamiaru zabicia napastnika nie jest złe, jeśli jest reakcją obronną na zamach zagrażający życiu. Ważne, by sposób użycia broni był adekwatny do sytuacji. Prawo do obrony koniecznej ocenia się przed faktem. Wszystkie przepisy podkreślają ten aspekt obrony koniecznej: „zamach”, „niebezpieczeństwo zamachu”, „obrona”, „sposób obrony”. Pojęcia te kładą akcent na to, co dzieje się „tu i teraz”, gdy napastnik atakuje, gdy jest zagrożenie i gdy napadnięty podejmuje działania obronne. O współmierności obrony decyduje sposób obrony, a nie jej skutek. Kluczowe jest więc to, czy oddanie strzałów było w tamtym momencie – wtedy, gdy strzały padły – proporcjonalne i racjonalne.

Strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej. Co zrobił samozwańczy szeryf?

Sprawa jest dziwna, bo mężczyzna ewidentnie z własnej woli wrócił do strefy konfliktu. Po pierwszej sprzeczce odprowadził do domu psa, wziął karabinek i postanowił drugi raz „spotkać się” z agresorami, tym razem wyposażony w śmiercionośną broń. Ten aspekt sprawy wymaga dokładnego wyjaśnienia, ponieważ prawo do obrony koniecznej nie upoważnia do robienia porządku z pijakami awanturującymi się na osiedlu. A już na pewno nie uprawnia do robienia z nimi porządku za pomocą karabinu.

Czytaj więcej

Kolejne zatrzymanie po strzelaninie w Bystrzycy. Mężczyzna nawoływał do zbrodni

To prawda, że spokój publiczny jest dobrem chronionym prawnie. Jednak dobro w postaci ludzkiego życia jest o wiele cenniejsze niż spokój na osiedlu. Od pilnowania porządku jest policja i straż miejska. Samoobrona nie może być samosądem. Wyjście z domu, by zrealizować zamiar zabójstwa pod pozorem obrony (niejako czekając na zaczepkę, na okazję) nie będzie usprawiedliwione i taki sprawca powinien odpowiadać za zabójstwo.

Jednak powrót mężczyzny na miejsce starcia sam w sobie nie wyklucza zastosowania obrony koniecznej. Instruktor miał przecież prawo pójść ponownie na spacer. Czy miał prawo nosić przy sobie broń – to należałoby wyjaśnić. Jednak sam fakt chodzenia z bronią nie równa się bezprawnemu zamachowi na życie człowieka. Przestrzeń publiczna nie jest własnością agresywnych pijaków. Ich zaczepki stanowiły bezprawny zamach na dobra o charakterze ogólnym. Jeśli dodatkowo w krytycznym momencie skierowaliby się w stronę mężczyzny, by go zaatakować (uderzyć, pobić), byliby autorami jeszcze groźniejszego zamachu, który można odpierać. Byleby proporcjonalnie do zagrożenia.

Jak gdyby policjant. Jak interpretować art. 231b kodeksu karnego

Sprawa ma jeszcze jeden wątek, który może diametralnie zmienić percepcję czynu mężczyzny strzelającego do napastników. Zgodnie z art. 231b k.k.: „Osoba, która w obronie koniecznej odpiera zamach na jakiekolwiek cudze dobro chronione prawem, chroniąc bezpieczeństwo lub porządek publiczny, korzysta z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych”. W doktrynie prawa karnego nikt do końca nie przesądził jeszcze, co to znaczy korzystać z ochrony prawnej przysługującej funkcjonariuszom.

Czytaj więcej

Piotr Kosmaty: Czasami ściganie gróźb karalnych leży w interesie społecznym

Ochrona prawna funkcjonariuszy publicznych to także przepisy kompetencyjne i proceduralne, określające na przykład to, kiedy i jak wolno używać broni palnej. Przepisy te chronią funkcjonariuszy przed zarzutem sprowadzenia zagrożenia dla życia – jeśli postępują z bronią lege artis, nie grozi im odpowiedzialność karna.

Jedną z przesłanek użycia broni palnej jest konieczność przeciwstawienia się osobie, która usiłuje bezprawnie odebrać broń palną uprawnionemu lub innej osobie uprawnionej do jej posiadania (art. 45 pkt 2 lit. b ustawy z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej). Natomiast od szczegółowej procedury ostrzegania o oddaniu strzału można odstąpić, jeżeli jej zrealizowanie „groziłoby bezpośrednim niebezpieczeństwem dla życia lub zdrowia uprawnionego lub innej osoby” (art. 48 ust. 3 pkt 1 ustawy).

Korzystanie z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy to także odpowiednie stosowanie wspomnianych przepisów o użyciu broni. Strzelający korzysta z ochrony prawnej przysługującej funkcjonariuszom, czyli z ochrony kontratypu interpretowanego tak jakby stosował go funkcjonariusz. Brzmi sensownie. Jeśli więc agresywni napastnicy ruszyli w kierunku mężczyzny z karabinkiem, by spróbować mu go odebrać, aktualizowały się warunki użycia broni. A jeśli zagrożone było jego zdrowie (groźba pobicia), nie musiała być nawet realizowana procedura ostrzegania o oddaniu strzału.

Dajmy czas śledczym i sądowi, by wyjaśnić detale. Finalny osąd – zabójca czy legalnie broniący się przed zamachem – zależy od niuansów faktograficznych oraz rzetelnego stosowania kodeksu karnego.

Autor jest doktorem habilitowanym, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzi portal DogmatyKarnisty.pl.