- Jeśli chodzi o kwestie formalne dalej się nic nie zmieniło. Nie dotarł do nas formalny wniosek o usunięcie z partii, ani żadne uzasadnienie - mówił na krakowskim rynku Raś.
- Paweł Zalewski w rozmowie z sekretarzem (generalnym PO Marcinem) Kierwińskim usłyszał, że się uzasadnienie pisze. Najpierw podjęto decyzję, a potem pisano uzasadnienie - oburzał się poseł.
Raś podkreślił, że jedynym uzasadnieniem do decyzji, jakie on usłyszał, były słowa rzecznika PO Jana Grabca o "porządkach wiosennych".
- I to chyba zabolało nie tylko mnie, ale te setki osób, które do nas dzwoniły. To jest przyrównanie nas do śmieci, ten język jest absolutnie językiem rynsztoku - mówił poseł.
- To jest język niedopuszczalny - dodał Raś.
Raś mówił też, że Sąd Koleżeński PO jest "jedynym ciałem statutowym, które powinno sprawę (wykluczenia posłów - red.) rozstrzygnąć".
- Zapis z którego skorzystał pan przewodniczący Budka, to jest przycisk atomowy, którego Platforma używała, gdy komuś stawiano poważne zarzuty, np. korupcyjne - zauważył poseł z Krakowa.
- Dzisiaj to jest pozbycie się nas za to, że polwiedzieliśmy parę słów, że nam się nie podoba, że PO zjeżdża do 12 proc. pod rządami przewodniczącego - mówił Raś.
- Nie chcę skrętu w lewo PO, to jest nieskuteczne - mówił też poseł.
Z kolei Zalewski mówił o sprzeciwie wobec "prywatyzacji PO przez Borysa Budkę i sekretarza Kierwińskiego".
- Dziś ludzie odchodzą od PO. To jest fakt. Od czasu, gdy pan Borys Budka został przewodniczącym partii, ludzie odchodzą - kontynuował.
- Rządy Budki pokazały, że nie jest on w stanie zjednoczyć opozycji w Sejmie, nawet w kwestii ustawy ws. ratyfikacji Funduszu Odbudowy - mówił też poseł.
Zalewski ocenił też, że przywództwo Budki jest niedojrzałe.