Jak pisze Reuters porażka byłego premiera, Binalego Yildirima, kandydata rządzącej krajem Partii Sprawiedliwości i Rozwoju to bolesny cios dla prezydenta kraju Recepa Tayyipa Erdogana. Porażka ma wymiar polityczny i ekonomiczny - Stambuł, jako największe miasto w Turcji, dysponuje ogromnym budżetem.

Reuters zwraca przy tym uwagę, że porażka w powtórzonych wyborach, znacznie większą różnicą głosów niż w wyborach z 30 marca (wtedy różnica wynosiła ostatecznie kilkanaście tysięcy głosów - obecnie ok. 800 tysięcy) pozbawia Erdogana aury niezwyciężoności.

Po pierwszej porażce Yildirima w Stambule protesty wyborcze złożyła partia Erdogana (AKP). Doprowadziło to najpierw do ponownego przeliczenia głosów w części okręgów, a potem do powtórzenia wyborów co wywołało protesty opozycji alarmującej, że decyzja ws. wyborów w Stambule wskazuje, iż demokracja w Turcji jest zagrożona.

W niedzielę, po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów, na ulice Stambułu wyszły tysiące zwolenników Imamoglu, którzy świętowali zwycięstwo nad kandydatem partii władzy.

- W tym mieście, dziś, naprawiamy demokrację. Dziękuje Stambule! - mówił Imamoglu do swoich zwolenników.

Burmistrz-elekt obiecał, że "zbuduje demokrację i sprawiedliwość w mieście".

Gratulacje zwycięzcy złożyli Erdogan i Yildirim.

Ostateczna porażka w Stambule oznacza, że Erdogan - rządzący krajem od 2003 roku - i jego partia stracili na rzecz opozycji trzy największe miasta w kraju: oprócz Stambułu również Ankarę i Izmir.