W ten sposób katalońscy secesjoniści chcą stworzyć wrażenie, że odpowiadają na „prowokację” premiera Mariano Rajoya, na jego politykę „odrzucenia dialogu”. Prawda jest jednak inna. W obozie katalońskich nacjonalistów zwyciężyła frakcja najbardziej radykalna, która liczy na konfrontację z hiszpańskim państwem. Ma nadzieję, że w ten sposób uda jej się zyskać sympatię świata i międzynarodowe uznanie nowego państwa.

Jeszcze w czwartek była szansa na kompromis. Przewodniczący rządu regionalnego Carles Puigdemont chciał rozpisać nowe wybory regionalne i uratować katalońską autonomię. Ale toczona przez niego samego populistyczna gra wymknęła się spod kontroli. Oczekiwania radykalnych secesjonistów był tak rozbudzone, że o wstrzymaniu deklaracji niepodległości nie było mowy. Puigdemont uległ mieszance marksistów i anarchistów z Esquerra Republicana i CUP, które do tej pory wspierały jego rząd. Ale zamiast samemu ogłosić niepodległość i ryzykować więzienie do końca życia za zdradę stanu wolał postawić na tajne głosowanie w parlamencie.

W ten sposób Puigdemont przechodzi do historii jako postać tragiczna i mało odważna. Ale ofiarą tej polityki staje się też sama idea katalońskiej niepodległości. Ogłoszona przy poparciu ledwie 40 proc. ludności, już doprowadziła do ruiny gospodarczej prowincji, która do tej pory była niemal tak bogata, jak Mazowsze. Z Katalonii uciekło 1,5 tys. przedsiębiorstw zatrudniających 1/3 mieszkańców prowincji. Ale to tylko początek exodusu bo perspektyw na stabilizacji sytuacji nie widać.

Ryzyko kryzysu jest przecież ogromne. Madryt musi teraz niezmiernie umiejętnie przejąć kontrolę nad lokalną policją, administracją, mediami. Postarać się zneutralizować radykalną mniejszość popierającą rozwód z Hiszpanią. Przy tej okazji może łatwo dojść do zajść, rannych, nawet ofiar śmiertelnych. Rosja tylko na to czeka aby rozbić jedno z najważniejszych państw zachodniej Europy.

Ale nawet jeśli nie dojdzie do takiej eskalacji, bardzo realne jest powstanie dwóch równoległych struktur, rodzaju podziemnego państwa, które nie identyfikuje się z Hiszpanią, chce jej osłabienia. Katalonia, do tej pory jeden z głównych celów wyjazdów turystycznych świata, przemieni się w ten sposób w niespokojny, coraz bardziej ubogi region, bez szans na uznanie przez jakikolwiek kraj świata.

Sondaże pokazują, że w razie nowych wyborów regionalnych, secesjoniści nie zdobędą już większości. Taka jest cena rozbicia ich obozu na radykałów i umiarkowanych oraz jakże negatywnego bilansu ich rządów w ostatnich dwóch latach. Właśnie dlatego idea katalońskiej niepodległości ma realną szansą na sukces dopiero za 20-30 lat, w następnym pokoleniu. Kiedy decyzje z tego piątku pójdą w niepamięć.