Paweł ze swoją gęstą, siwą czupryną i w grubych okularach w czarnej oprawie nie wygląda na budowlańca. Nie mówi też jak budowlaniec. W przegrzanej kabinie swojej białej furgonetki rozprawia o komunizmie, literaturze, polityce i szachach, o tym wszystkim, co utracił w 1981 roku, kiedy jako dysydent został uchodźcą politycznym. Tęskni za tamtymi czasami, za swoją pierwszą pracą w budowlance.
–?Wiesz, jak wtedy było? W latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych, kiedy zaczynałem, wasz malarz pokojowy był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Wy kazaliście mu zrywać tapetę i trzy warstwy farby, a on zaczynał opowiadać o polskim minimalizmie. Wasz murarz był socjologiem i w czasie przerwy śniadaniowej robił wykład o Hayku.