W zimową noc w końcu 1227 roku z zamku Wartburg wygnano księżnę Turyngii Elżbietę wraz z trójką dzieci.
Czarne chmury się zbierały nad jej głową od dawna. Na dworze krytykowano jej demonstracyjną pomoc dla biednych i rygorystyczną religijność. Póki na zamku panował kochający ją mąż -landgraf Turyngii Ludwik IV-krytyka Elżbiety ze strony jego braci kończyła się na korytarzowych sarkaniach. Jednak latem 1227 roku Ludwik w ślad za cesarzem Fryderykiem II wyruszył na krucjatę, przekazując władzę nad Turyngią bratu Henrykowi zwanemu Raspe. We wrześniu 1227 roku, we włoskim porcie Brindisi Ludwik zmarł na febrę. Gdy wieść o jego śmierci doszła na wartburski zamek, od dawna niechętny Elżbiecie Henryk uznał, że może wyrównać porachunki z dumną księżną. Szczególnie krzywo Henryk patrzył na Hermana, pięcioletniego syna Elżbiety, jako na przyszłego konkurenta do tronu. Według tradycji, wyrzuconej w czasie grudniowych mrozów Elżbiecie nie pozwolono na zabranie żadnych rzeczy. Na dodatek mieszkańcy leżącego u stóp Wartburga miasta Eisenach, bojąc się gniewu nowego księcia, odmawiali noclegu wygnańcom. Ostatecznie właściciel jednej z gospód pozwolił im przenocować w chlewiku.