Zelwerowicz prowadził tzw. etiudy aktorskie. Z minimum tekstu (albo zupełnie bez niego) należało wycisnąć maksimum akcji, dramatu lub komedii. Zelwerowicz był wymagający, nie zadowalało go byle co. Słynny był sposób, w jaki otwierał wnętrze „delikwenta", jak nazywał studentów. Jednym z jego ulubionych ćwiczeń było naśladowanie zwierząt. Kura, kot i małpa paradowały po Miodowej. W tych miniwystępach chodziło o pozbycie się uczucia wstydu – nie tylko przed samym sobą, także przed kolegami, z którymi przychodziło potem „delikwentom" odgrywać sceny daleko bardziej intymne. Wyobraźnia pracowała na zdwojonych obrotach.

Zbliża się sesja. Zbiegła się jakoś z imieninami Zelwera. Rok III postanowił zrobić rzecz dowcipnie. Bo też były na tym roku filary późniejszych kabaretów – Wiesław Gołas, Zdzisław Leśniak, Jerzy Dobrowolski. Jako materiał do ćwiczeń chłopcy wzięli zdanie: „Pani czeka".

Scena I. Wytworna pani przechodzi przez scenę. Wchodzi uwodziciel. Lokaj na pytanie: „Pani?", wskazuje zapraszającym gestem salonik i odpowiada – „czeka".

Scena II. Wytworna pani na scenie. Wchodzi uwodziciel. Pani: „Pan?". Pan wyjmuje z kieszeni kwit – „i czek". Pani z aprobatą: „Aaa".

Scena III. Pani robi na drutach. Wpada przerażony służący: „Pani! Czeka!".

Scena IV. Staruszka w łachmanach, widać, że z dawnej służby dworskiej. Przez scenę przechodzi młodzieniec. Staruszka przypada mu do nóg i całuje: „Paniczek!...". Panicz otrząsa się i wyciera rękę: „Aaa".

Nie wiem, jak to wygląda dziś. Kilka lat temu pożegnałem się ze szkołą na dobre. Teraz etiud, przynajmniej oficjalnie, już nie ma. Ale jak wyglądają elementarne zadania aktorskie, chętnie bym jeszcze kiedyś zobaczył. Ciekawe, jaką wyobraźnię ma pokolenie, które rozmawia przez e-maile, esemesy i inne elektroniczne wynalazki.

W każdym razie 60 lat temu etiuda „Pani czeka" zrobiła furorę. Zelwerowicz ze śmiechu prawie spadł z krzesła. Ale przecież to były imieniny, więc na tym się nie skończyło. Na finał wystąpił chór rewelersów. Zaśpiewali do własnej melodii:

„Nasz drogi Zelwerze,

Kochamy cię szczerze!".

W chórze wyróżniał się szczuplutki blondynek z I roku z pięknym głosem. Wszyscy się potem pytali: „Kto to jest?", „Kto to jest?".

Odpowiedź była prosta – Jerzy Połomski!