Nasz poczciwy Sopot, ze swym miejskim muzeum, wziął na siebie trud dokumentowania fenomenu mody na morskie kurorty. Nic dziwnego, że sopockie muzeum z uwagą przyjęło wydanie monografii „Nadbałtyckie Zakopane – Połąga", pióra Małgorzaty Omilanowskiej. Na bazie tej książki powstała wystawa o pierwszej próbie wykreowania własnego, polskiego kurortu nadmorskiego.

Istotnie – gdy nadchodziły wieści o katowaniu polskich dzieci we Wrześni czy o antypolskiej mowie kajzera Wilhelma w Malborku – wielu naszym przodkom odeszła ochota do spędzania wakacji w niemieckich kurortach i nabijania kabzy Prusakom.

Na łamach pisma „Zdrowie" dr Józef Jaworski w 1908 roku pisał: „Wobec tego co zaszło w Poznańskiem, wobec stanowiska narodowej reprezentacji niemieckiej względem Polaków – dwóch zdań być nie może, że rodacy nasi w miejscowości niemieckiej w żadnym wypadku spokoju potrzebnego przy leczeniu nie znajdą". A „Kurier Warszawski" w tym samym czasie dodawał: „Prusak dzisiejszy oszalał, a morze pruskie zamiast uleczyć ich chory organizm, potarga tylko ich nerwy".

Alternatywą wskazywaną przez patriotycznych publicystów była polska Połąga na żmudzkim wybrzeżu Bałtyku. Przez ponad 30 lat od lat 80. XIX wieku aż do 1914 roku właśnie tu – podobnie jak w Zakopanem – spotykali się polscy letnicy z wszystkich trzech zaborów. Dodajmy, że nie widzieli oni żadnej obcości między sobą a napotkanymi tutaj żmudzkimi rybakami i chłopami, których dobrocią i wrodzoną godnością zachwycali się letnicy z Warszawy, Wilna, Krakowa czy Poznania.

Pamiętnikarz Kazimierz Kamiński wspominał: „Połąga była letnim salonem dla Polaków, gdyż uznawali oni Bałtyk za morze polskie, a brzeg jego w Połądze najbardziej bliski dla siebie". I o fenomenie tego pierwszego polskiego kąpieliska, które dziś należy do Litwy, opowiada wystawa w  Sopocie.

Biruta, która wygnała Niemca

Być może stosunkowo krótki kawałek litewskiego brzegu Bałtyku między Lipawą, którą władali niemieccy kawalerowie mieczowi, a krzyżacką Kłajpedą nie utrzymałby się w rękach Litwinów, gdyby nie to, że właśnie tu, w Połądze, tuż przy brzegu morza, Litwini czcili święty ogień na nadmorskim wzgórzu. Kapłanka tego miejsca Biruta została żoną Kiejstuta Giedyminowicza, wielkiego księcia litewskiego. Dzięki świętemu charakterowi góry, a potem wskutek pamięci o dzielnej Birucie – Litwini bronili zaciekle swego skrawka morza i nie dopuścili, aby zakon kawalerów mieczowych z północy i Krzyżacy od południa połączyli w tym miejscu swoje włości. Po chrzcie Litwy na szczycie świętego wzgórza w Połądze wzniesiono kaplicę ku czci św. Jerzego, ale jeszcze w 1840 roku krajoznawca Ludwik Jucewicz spotkał wieśniaczkę modlącą się na nadmorskim wzgórzu. Jucewicz pisze: „Zapytana przeze mnie, dlaczego się tu modli, odpowiedziała: »W czasie mojej choroby uczyniłam ślub, jeśli tylko przyjdę do zdrowia, odwiedzę grób świętej Biruty«. Jucewicz zaznacza: „Starałem się, ile możności, ją przekonać, że Biruta była poganką, a zatem nie możemy i nie powinniśmy uważać ją za świętą, że taka ofiara nie podoba się Bogu. Usłuchała mnie przecie i natychmiast odeszła". W 1869 roku dla ostatecznego wyrugowania neopogańskich sentymentów dawną drewnianą kaplicę św. Jerzego zastąpiła nowa murowana konstrukcja.

Ale kurortu Połągi nie byłoby bez potężnego rodu Tyszkiewiczów, którego przedstawiciel Michał Tyszkiewicz w 1820 roku kupił spory majątek przylegający w Połądze do morza. Jego syn Feliks zbudował tu okazały pałac i zaczął patronować idei stworzenia tu kąpieliska jako konkurencji dla zagranicznych badów. Zaczęło się od wizyt arystokratycznych krewnych w pałacu, ale zakochani w urodzie Połągi budowali sobie tu własne wille. Potem letnicy zaczęli znajdować noclegi w chatach rybackich, a wreszcie zaczęły powstawać budynki typowe dla nadmorskiej miejscowości. Tyszkiewiczowie nieco zaniepokojeni pogańskimi reminiscencjami dodatkowo zchrystianizowali wzgórze Biruty, aranżując u jej podstawy grotę ku czci Matki Boskiej z Lourdes. W pałacowym parku umieszczono też sporą figurę Jezusa, w przedstawieniu kultu Najświętszego Serca Jezusowego. Propagatorzy Połągi szybko przypomnieli, że na kąpiele przyjeżdżał tu już Adam Mickiewicz, który wspomniał o Połądze w „Konradzie Wallenrodzie". Kolejnym propagatorem żmudzkiej miejscowości był Stanisław Witkiewicz, którego rysunki z Połągi ukazujące życie żmudzkich rybaków wzbudziły chęć spędzania wakacji nad polskim morzem. Witkiewicz jako miłośnik stylu zakopiańskiego, który uważał za „styl narodowy", planował nawet zbudowanie nowego domu zdrojowego właśnie w manierze  zakopiańskiej. A w miejscowym kościele Tyszkiewiczowie umieścili duży obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Wszystkie te elementy powodowały, że polscy letnicy czuli się tu trochę jak na kawałku wolnej ojczyzny.

Dyrektor sopockiego muzeum p. Małgorzata Bucholz-Todoroska wskazuje, że aby dotrzeć z wszystkich trzech zaborów do Połągi, trzeba było się wykazać determinacją. – Do Połągi nie docierała kolej, więc trzeba było z dwiema przesiadkami dojeżdżać pruską koleją do Kłajpedy albo, także z przesiadkami, koleją rosyjską do Libawy. Stamtąd powozy konne, jadące po piasku podmywanym przez morze, przewoziły turystów do Połągi. Taka dwugodzinna przejażdżka była niezapomnianą frajdą.

Ale pomimo trudów podróży liczba kuracjuszy powiększała się z roku na rok. Niegdyś cicha żmudzka wioska zamieniała się w prawdziwy kurort. Połąga miała własne molo, zbudowane co prawda przez Tyszkiewiczów do wyładunku towarów ze statków, ale uczęszczane przez ciekawskich kuracjuszy. W 1886 roku przybyło na wywczasy 179 rodzin, w 1894 roku było 685 gości, w 1901 r. oceniano liczbę gości na 2750, a w 1908 roku lato spędziło tu ponad 4 tysiące osób.

Parada znakomitości

Obok Mickiewicza poczet słynnych gości Połągi otwiera Józef Ignacy Kraszewski, który, jak wiele wskazuje, był tu w latach  30. XIX wieku i w 1836 roku opublikował poemat „Biruta". W czasie powstania listopadowego patrioci z zachodu próbowali statkiem przewieźć do Połągi broń, a w walkach o tę miejscowość brał udział Wincenty Pol. W 1905 roku wakacje spędził tu Władysław Reymont, który pisał do przyjaciół: „Siedzimy już od przeszłej środy w Połądze i jest nam nadzwyczajnie. Morze cudowne, lasy, piaski cieszą. Ja robię z taką aktywnością, jak dawniej nie robiłem. Dość, że prócz »Chłopów« i inne rzeczy zacząłem skrobać". Rok później Połągę odwiedził Tadeusz Miciński, a latem 1908 roku Połągę uwiecznił na licznych obrazach Leon Wyczółkowski. Ważną, patriotyczną atrakcją Połągi był teatr letni – jedyna scena na Litwie, na której można było grać po polsku. Wykorzystano pewien zbieg okoliczności: Rosjanie włączyli miasto do guberni kurlandzkiej, gdzie nie obowiązywał zakaz gry aktorskiej po polsku, tak jak działo się to w guberni wileńskiej. Nic dziwnego, że do Połągi ściągały najlepsze nazwiska polskiego teatru. W 1909 roku wystawiał tu swoje sztuki zespół Aleksandra Zelwerowicza,  od 1911 roku przez trzy kolejne sezony teatrem letnim kierował reżyser Karol Hoffman.

Połąga była też ważnym miejscem dla litewskich narodowców, czyli, jak wtedy mawiali Polacy, „litwomanów". Tu w  1899 roku odbyło się pierwsze przedstawienie w języku litewskim – sztuka „Z  Ameryki" braci Antanasa i Juozasa Vilkutajtisów. W Połądze pisał wiersze twórca współczesnej poezji litewskiej Maironis,  tu malował swoje obrazy symbolista Mikołaj Ciurlionis. Dziś tylko te postacie uwiecznione są w litewskim już kurorcie Połąga. Po 1918 roku Palanga, jak nazywają ją Litwini, stała się głównym kurortem oddzielonej od Polski Litwy. Swoją rezydencję miał tu prezydent Antanas Smetona. Gdy dziś odwiedzamy miejskie muzeum w domu Jonasa Szliupasa, pierwszego litewskiego burmistrza – o polskiej epoce w dziejach kurortu nie znajdziemy zbyt wiele, a w miejscowym kościele litewski ksiądz pytany o obraz Matki Boskiej Częstochowskiej informuje, że obraz jest średniowieczny i że pochodzi ze Szwecji. Rzut oka na dwie rysy na policzku, charakterystyczne dla wyobrażenia Jasnogórskiej Pani wskazuje, że o polskości obrazu chce się tutaj raczej zapomnieć.

Ale jednocześnie na potrzeby sopockiej wystawy obrazy i wizerunki Połągi zostały użyczone przez parę litewskich muzeów. Pozostaje wierzyć, że pamięć o polskich rozdziałach historii Połągi zostanie jakoś przyjęta do wiadomości także i w tym, dziś litewskim, kurorcie. Na razie warto zawitać do muzeum miasta Sopotu i przypomnieć sobie, że przed snem o Gdyni był sen o własnym kurorcie.

A sentyment do litewskich legend przetrwał I wojnę światową i ujawnił się, gdy w końcu lat 20. wybudowano nowe kąpielisko na Mierzei Helskiej. W konkursie na nazwę kurortu wygrała nazwa Jurata – imię żmudzkiej boginki morskiej.

Wystawa „Połąga Tyszkiewiczów. Kąpielisko bałtyckie na przełomie XIX i XX wieku" potrwa w muzeum Sopotu ul. Poniatowskiego od 8 do 30 września 2012.

Autor jest publicystą?„Uważam Rze"