Zzaciekawieniem przyglądam się pustym przestrzeniom zza okna samochodu. Większą część swojego życia spędziłam nad polskim morzem, więc rozległe równinne tereny, przeplatane niewielkimi pagórkami, bez ludzkich zabudowań, nie są dla mnie czymś zaskakującym. Tutaj jednak wydają się czymś nie tyle niezwykłym, o ile nie na miejscu. Coś jest wyraźnie nie tak. Na horyzoncie zaczyna majaczyć niewielki kościół, wyglądający dziwnie krzywo, otoczony przez całkowite pustkowie. Właśnie, nie sterczący pośrodku niczego, lecz okrążony przez nicość, pustkę, brak życia. Wrażenie to potęguje jeszcze to, że jedynym śladem ludzkiej obecności wydaje się znajdujący się w pewnym oddaleniu cmentarz.