Sokrates chodził boso. I nawet jeśli już tu o tym kiedyś wspominałem, to brak obuwia na nogach odkrywcy duszy jest tego rodzaju faktem, o którym należy przypominać z kartagińską częstotliwością. „A poza tym pamiętajmy, że Sokrates chodził boso”. Mało tego: chodził bez przerwy. „Państwo”, dialog, do którego przypisem lub polemiką z nim jest większość zachodniej filozofii, zaczyna się od wyliczenia dystansu, który Ateńczyk właśnie przebył piechotą. A na początku „Fajdrosa” Sokrates chłodzi gołe, znużone marszem stopy w strumieniu. Od tego wszystko się zaczyna, jak budowla od fundamentów, tak myślenie od chodzenia. Najlepiej boso.