Reklama

Solidarność zniewolonych

Kiedyś ukraińscy działacze ruchu dysydenckiego przykładali rękę do rozpadu Związku Sowieckiego. Dziś wierzą w to, że podobnie przegra putinowska Rosja, bo jak mówią, czuć już trupi zapach Imperium Rosyjskiego.
Ukraiński dysydent z czasów ZSRR Wiaczesław Czornowił (na zdjęciu pierwszy z lewej; w środku Mustafa

Ukraiński dysydent z czasów ZSRR Wiaczesław Czornowił (na zdjęciu pierwszy z lewej; w środku Mustafa Dżemilew) z dystansem odnosił się do rosyjskich opozycjonistów. Miał mówić, że „oni pozostają demokratami, póki nie wejdzie się na tematy narodowościowe”

Foto: Muzeum Szistdesiatnyctwa w Kijowie

Ruch dysydencki w obozie komunistycznym przyjmował różne oblicza. W Czechosłowacji jego korzenie sięgają muzycznego undergroundu, w Polsce – fabryk, a w Ukrainie – wieczorków literackich. W 1975 r. środowiska te otrzymały wspólny mianownik w postaci porozumień helsińskich i ochrony praw człowieka. Czechosłowaccy dysydenci stworzyli Kartę 77, Polacy powołali Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO). W tym czasie w Związku Sowieckim zaczęły powstawać grupy helsińskie – w Moskwie, Erywaniu, Tbilisi, Wilnie i Kijowie.

Pozostało jeszcze 96% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama