Bogusław Chrabota: Muszą to zrozumieć w Tel Awiwie i Ramallah

Jest miejsce na Bliskim Wschodzie na państwo izraelskie i na państwo palestyńskie. Muszą to w końcu zrozumieć zarówno w Tel Awiwie, jak i w Ramallah.

Publikacja: 13.10.2023 17:00

Protestujący przeciwko Izraelowi trzymają zdjęcie Jasera Arafata

Protestujący przeciwko Izraelowi trzymają zdjęcie Jasera Arafata

Foto: AFP

Ten świat jest podzielony na dobre od dawna i nie da się go dziś połączyć. Czas drążył przepaści miedzy narodami przez ponad 100 lat, więc nadzieja, że w przewidywalnym czasie uda się je zasypać, jest mniej niż iluzoryczna. Każdy ma swoje dzieje, swoje męczeństwo, swoich bohaterów. I zapiekłe pretensje. Zarazem tylko za jednym z mocujących się na Bliskim Wschodzie stoi prawdziwa siła. To Izrael, ofiara podjętej przez Hamas prowokacji nazwanej „Burza Al-Aksa”. Ale czy do końca ofiara? Czy na pewno ofiara?

Stoimy w Polsce za Państwem Izrael od przemian w 1989 roku zazwyczaj nieugięcie. Załamania relacji przydarzają się rzadko. Choć trudno nie mieć wrażenia pewnej nierównoległości we wzajemnych relacjach. Polska od trzech dekad próbuje odbudować stosunki. To po części czysty racjonalizm; sojusznicy naszych sojuszników są naszymi sojusznikami. Izrael istnieje i ma siłę dzięki Stanom Zjednoczonym. Skrajnie proamerykańska Polska musi więc stać po stronie Tel Awiwu, to wynika z logiki polityki. Ale pewnie ważniejsza jest druga, dużo głębsza część relacji z Izraelem. To silne i pomieszane emocje; jest tu i dziedzictwo Holokaustu, który odbył się głównie na ziemiach polskich, jest i świadomość tego, że państwo izraelskie zakładali polskojęzyczni Żydzi znad Wisły. Jest i poczucie wstydu za przedwojenny polski antysemityzm, ogrom nazistowskich zbrodni z czasów wojny, jak i potępienie sprowokowanych przez komunizm czystek z końca lat 60. Innymi słowy, pragniemy jako ludzie odrobić lekcję, którą podyktowała nam historia. To nasza, polska strona. W Izraelu jest inaczej. Polska wciąż budzi skojarzenie z wielkim cmentarzyskiem, a Polacy z uczestnikami zbrodni. Choćbyśmy mieli i milion drzewek w Yad Vashem, zbudowali dziesięć muzeów Polin, póki żyją bezpośredni następcy ofiar, Polacy nie będą budzili zaufania, co wychodzi przy wielu wewnętrznych i międzynarodowych sporach i konfrontacjach.

Czytaj więcej

Czy Hezbollah przyjdzie na odsiecz Hamasowi. Wielka wojna z Izraelem to realny scenariusz

Po co o tym piszę? By na tym tak skomplikowanym tle pokazać wielokrotnie większą skalę napięć między Izraelem i Arabami. Skoro w młodym państwie izraelskim w relacjach z taką Polską dominuje wciąż napięcie związane z cudzymi zbrodniami sprzed ponad pół wieku, to jak mocne i zapiekłe muszą być relacje z żywiołem arabskim? Tu, w Tel Awiwie, przypomina się i analizuje każdy atak, każdą wojnę, każdy zamach, każdą indywidualną ofiarę. A krótka historia państwa założonego w 1948 roku to niemal same konflikty. Mimo iż początkowo liderzy arabscy nie widzieli w migracji Żydów do Palestyny większego zagrożenia, to po ogłoszeniu niepodległości w większości nie zaakceptowali istnienia nowego politycznego bytu. Tym bardziej że zgodnie z rezolucją ONZ nr 181 z 29 listopada 1947 roku Palestyna miała być podzielona na dwa państwa: żydowskie i arabskie. Już sama, niezaakceptowana przez świat arabski, rezolucja wywołała pierwsze walki. Rok później doszło do krwawej wojny, która wyzwoliła gigantyczne uchodźstwo Palestyńczyków. Kolejne wojny to lata 1967 i 1973.

Skoro w młodym państwie izraelskim w relacjach z taką Polską dominuje wciąż napięcie związane z cudzymi zbrodniami sprzed ponad pół wieku, to jak mocne i zapiekłe muszą być relacje z żywiołem arabskim? 

Poza typowymi konfliktami militarnymi równolegle środowiska palestyńskie prowadziły z  różnym nasileniem działalność terrorystyczną wobec Żydów na terenie Izraela i poza jego obszarem. W tej drugiej, permanentnej wojnie, prócz chwilowego osłabienia bądź nasilenia ataków, nie było chwili przerwy. To zaś miało i wciąż ma tragiczne skutki. Z jednej strony, dla wielu organizacji palestyńskich radykalizm antyizraelski stał się jedyną możliwą doktryną, z drugiej zaś, w państwie stanu wyjątkowego, jakim jest dziś Izrael, margines pokojowego kursu wobec Palestyńczyków jest bardzo wąski. Co więcej, zwłaszcza po masowej emigracji rosyjskich Żydów w latach 90. na Bliski Wschód w Izraelu nasilił się antyarabski rasizm i system, który można bez przesady porównywać z apartheidem.

Gdzie jesteśmy 75 lat po narodzeniu się odnowionego państwa żydowskiego? Permanentnie balansujemy na granicy konfliktu wojennego na Bliskim Wschodzie. Miliony Palestyńczyków, zwłaszcza na wychodźstwie, pałają nienawiścią i żądzą odwetu. Hamas, który rządzi 2-milionową Gazą, stał się fabryką broni i mobilizuje armię terrorystów. Islamski Dżihad na Zachodnim Brzegu, choć mniej radykalny, kieruje się tą samą ideologią. Obie grupy mają wsparcie świata arabskiego. A jeszcze większe arabskiej ulicy. Gdy politycy stracą nad nią kontrolę, musi nastąpić wybuch.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Requiem dla Nahal Oz

W Izraelu też nie sprzyja się pokojowi. Izolacja Gazy jest nieludzka. Apartheid nieznośny. Prowokacje radykalnych środowisk żydowskich się nie kończą. Wciąż giną ludzie, statystycznie częściej po stronie palestyńskiej. To rzeczywistość dzisiejszego Izraela. To świat skazany na konflikt. „Burza Al-Aksa” to, niestety, tylko ogniwo w łańcuchu agresji. Nawet jeśli ten konflikt zostanie spacyfikowany, to będą następne. Światowa opinia publiczna ma tego świadomość.

Ile jeszcze pokoleń zajmie proces porozumienia? Ile ofiar przyniesie? Zapewne bardzo dużo. Dlatego nie należy mieć iluzji w sprawie szybkiego pojednania. Natomiast dla wspólnego bezpieczeństwa my, ludzie wolnego świata, powinniśmy wymuszać na obu stronach kurs na rozmowy i negocjacje. Jest miejsce na Bliskim Wschodzie na państwo izraelskie i na państwo palestyńskie. Nie ma innego rozwiązania. Muszą to w końcu zrozumieć zarówno w Tel Awiwie, jak i w Ramallah.

Ten świat jest podzielony na dobre od dawna i nie da się go dziś połączyć. Czas drążył przepaści miedzy narodami przez ponad 100 lat, więc nadzieja, że w przewidywalnym czasie uda się je zasypać, jest mniej niż iluzoryczna. Każdy ma swoje dzieje, swoje męczeństwo, swoich bohaterów. I zapiekłe pretensje. Zarazem tylko za jednym z mocujących się na Bliskim Wschodzie stoi prawdziwa siła. To Izrael, ofiara podjętej przez Hamas prowokacji nazwanej „Burza Al-Aksa”. Ale czy do końca ofiara? Czy na pewno ofiara?

Pozostało 91% artykułu
Plus Minus
(Nie)chciany prezydent
Plus Minus
Ksawery Szlenkier: Tęsknię za beatem 4/4
Plus Minus
Jan Maciejewski: Stało się
Plus Minus
Jan Bończa-Szabłowski: Badał kapitalizm metodą obserwacji uczestniczącej
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Plus Minus
Tomasz Terlikowski: Spór między chrześcijany