Nawet jeśli przeżyła coś takiego jak zakochanie, to krótko, bo on się zaraz oświadczył. Oboje chcieli mieć dzieci, co do innych uczuć, to on bardzo się spieszył do ślubu, żeby nie kończyło się na delikatnych pocałunkach, bo – jak mówiła jego babka – „jurny był zawsze jak ojciec i dziadek".
Ta rozmowa odbyła się na weselu, kiedy pan młody obtańcowywał inne kobiety, bo dziewczyna zmęczyła się już po drugim tańcu. Od dziecka była słabowita. Stare kobiety mówiły o niej „rusałka", bo chuda była jak rybka i cerę miała prawie białą. Nie lubiła tego przezwiska. Czuła się katoliczką, a takie „rusałki" to poganie czcili. Dlaczego on nie poszedł za którąś z krewkich dziewczyn? Bo za chętne były. Tylko ona jedna mu się oparła, i to z taką dumą i strachem jak u dawnych dziewcząt. Zakochał się nieprzytomnie i z prawdziwą żarliwością powtarzał słowa małżeńskiej przysięgi. Ona zresztą też.
Bóg postawił przed nią wielkie wyzwanie. Czuła głęboko, że nie ma w sobie ani „żony", ani „matki", ale ksiądz przy spowiedzi powiedział, że to przyjdzie samo, przy małżeńskich obowiązkach. Potem często chodziła do spowiedzi, bo mąż te obowiązki spełniał każdej nocy, a ona dalej zachowywała się jak panna, więc co noc staczał z nią walkę. Nie miał żalu. Wiedział, że Paulinka chorowita, że leczyli ją na serce, ale męskich sił nie umiał powstrzymać, kiedy ukochana kobieta była tak blisko.
Kiedy zdarzyła się pierwsza ciąża, lekarz nie miał dobrych wiadomości. Choroba matki jest poważna, poród zagraża jej życiu. O naturalnym rodzeniu nie ma mowy, a cesarka też jest ryzykiem. Kobieta słuchać nawet nie chciała o jakiejkolwiek ingerencji w prawo naturalne i ustąpiła dopiero, kiedy kolejni lekarze zapewnili, że możliwa jest tylko cesarka, bo inaczej dziecko straci matkę.
Radość z pierwszego syna była wielka. Mąż jednak nie bardzo rozumiał, że kobieta w połogu jest nietykalna. Nie wytrzymał. Po kilku dniach podszedł do żony „przytulić się tylko". Zaszła w drugą ciążę, kiedy tylko biologia na to pozwoliła. Mąż ciągle nie zgadzał się na osobne spanie. Nie po to ma żonę, żeby nie korzystać z małżeńskich praw.