Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Najpiękniej było w ogrodzie. Szczepienie drzew, okopywanie grządek, zrywanie owoców na przemian z czytaniem i pisaniem stanowiło jakąś boską, samowystarczalną pełnię. Nic więcej ponad to, co konieczne. Bez żadnej ujmy dla tego, co najważniejsze. W bibliotece też nie było źle. Brakowało tam co prawda słońca i wiatru, ale cisza i spokój tworzyły niewiele gorszy ekosystem. Na dobrą sprawę tylko ich dwóch potrzeba do duchowej fotosyntezy. Nawet jeśli są jedynie wyszarpywane, wykradane innym obowiązkom z narażeniem – co najmniej – posady. A tak to właśnie musiało wyglądać na jednej z wielkich, socjalistycznych budów. Najmniej sprzyjającym, a zarazem tym miejscem pracy, z którym najdłużej związany był Béla Hamvas. Kilka godzin przed świtem i późną nocą, a także wszystkie te chwile, w których nikt nie patrzył. Kiedy narzędzia pracy zostały już wydane robotnikom, gdy wyciągał spod stołu książkę i zeszyt. Spotykał się z Heraklitem, Buddą, Lao-cy albo Szekspirem i robił notatki, szkice do jednych z najbardziej niesamowitych esejów, jakie powstały w Europie w XX wieku. A potem zazwyczaj zbierał naganę za zaniedbywanie swoich obowiązków. Mimo to przetrwał na stanowisku magazyniera tak długo, bo tak bardzo nieszkodliwy wydawał się swojemu otoczeniu.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: