W lutym 1974 roku operacja zneutralizowania Sołżenicyna wyszła na ostatnią prostą. 6 lutego 1974 roku W.M. Czebrikow i F.D. Bobkow przedstawili Andropowowi (Jurij Andropow, w tamtym czasie szef KGB – red.) notatkę na temat pisarza, w której stwierdzali:

„Jesteśmy w posiadaniu wielu dowodów świadczących o tym, że publikowanie przez Sołżenicyna swoich utworów na Zachodzie spotyka się ze wsparciem i wzbudza do niego sympatię pewnej części twórczej i naukowo-technicznej inteligencji, szczególnie w tak zwanym środowisku okołoliterackim. Pojawiają się też wypowiedzi o tym, że niezależnie od tego, jak ciężkie są jego oszczercze utwory, jest w nich część prawdy, a to zmusi organy kierownicze do zwrócenia uwagi na poprawę pracy z inteligencją. I chociaż część z antyradziecko nastawionych ludzi Sołżenicyn zszokował swoim nieokiełznanym szkalowaniem i otwartą wrogością, to nadal widzą w nim człowieka, którego chcą naśladować. Pewne osoby liczą w związku z tym na otrzymanie stosownych honorariów w zagranicznej walucie, inni natomiast próbują znów aktywować tak zwany samizdat.

Z uwagi na to, że Sołżenicyn w różnych latach był krytykowany przez opinię społeczną, przy czym miało to charakter kampanii, za którymi nie podążały środki ukrócające jego działalność, to stał się on swojego rodzaju przykładem bezkarności. Rodzi to plotki, że i tym razem nic mu się nie stanie. Stąd bierze się wniosek, że wszyscy ci, którzy otwarcie występują przeciwko Związkowi Radzieckiemu, znajdują się pod solidną ochroną Zachodu, jak to się dzieje w przypadku Sołżenicyna. Wiele antyradzieckich elementów z uwagą śledzi, co będzie z Sołżenicynem, postrzegając nasz stosunek do niego przez pryzmat ustosunkowania się do prowadzonej przez nich działalności antyradzieckiej (...).

Czytaj więcej

Piekielny komunistyczny eksperyment

Wrogi wpływ Sołżenicyna i inspirowanie przez niego antyspołecznych manifestacji wyrażają się w różny sposób. Zdarza się, że wprost instruuje, z jakimi tematami należy występować w burżuazyjnej prasie. Sacharowa, na przykład, wzywał, aby przygotować dokument o rzekomo obecnym w naszym kraju ukrytym bezrobociu. Stosowne konsultacje otrzymywały też inne osoby, które występowały z oszczerczymi dokumentami (Barabanow, Czukowska, Borisow i inni). (...) Antyspołeczne elementy lgną do niego, prosząc o rady.

W ostatnich miesiącach odnotowano wiele zajść powodowanych bezpośrednio przez jego działania. W Moskwie i Leningradzie rozpowszechnione zostały ulotki nawołujące do obrony pisarza i zawierające antyradzieckie przytyki. Pod wpływem Sołżenicyna i jego publikacji rodzą się niezdrowe nastroje również o bardziej szerokim zasięgu. (...)

W ten sposób Sołżenicyn i jego książki stają się w znacznej mierze czynnikami łączącymi zarówno opętanych ludzi o nastawieniu antyradzieckim, jak i wszelkiego rodzaju narzekających elementów, a nawet osób mało świadomych politycznie. W wyniku tego powstaje dość szeroki krąg”.

KGB: nie odkładać decyzji

W tamtych czasach władza radziecka najwyraźniej widziała w nobliście większe niebezpieczeństwo niż w jakimkolwiek innym ruchu dysydenckim. Możliwe, że nawet wyolbrzymiała jego rzeczywiste wpływy zarówno w ZSRR, jak i za granicą. Dlatego właśnie gorączkowo szukała sposobu, aby się go pozbyć.

Bazując na tej notatce, 7 lutego Andropow pisał do Breżniewa (Leonid Breżniew, sekretarz generalny KC KPZR 1964–1982 – red.):

„(…) Książka Sołżenicyna, mimo poczynionych przez nas kroków mających na celu zdemaskowanie jej antyradzieckiego charakteru, tak czy inaczej wywołuje określone współczucie u niektórych przedstawicieli inteligencji twórczej. Przykładowo, niektórzy wybitni pisarze, potępiając antyradziecki charakter »Archipelagu GUŁag«, mówią, że fakty opisane w tej książce rzeczywiście miały miejsce i że ten utwór powinien uczulić radzieckie kierownictwo, które jakoby realizuje proces »restalinizacji«. Niektórzy widzą »użyteczność« książki Sołżenicyna w tym, że »z pewnością zwróci uwagę Komitetu Centralnego na inteligencję, przede wszystkim twórczą«.

Odnotowaliśmy wypowiedzi pośród konkretnych robotników i studentów o tym, że Sołżenicyn nawołuje radzieckie kierownictwo do obniżenia cen towarów konsumpcyjnych, wstrzymania pomocy dla Kuby i krajów rozwijających się w interesie zwiększenia dobrobytu narodu radzieckiego. Tych myśli nie zawiera książka »Archipelag GUŁag«, ale są one obecne, jak Pan pamięta, w sławetnym liście Sołżenicyna »Do przywódców Związku Sowieckiego«. Według naszych danych Sołżenicyn, rezygnując z myśli o publikacji w najbliższym czasie tego dokumentu, jednocześnie poprzez swoje otoczenie nadaje rozgłos jego treści.

Mając to wszystko na uwadze, Leonidzie Iljiczu, wydaje mi się, że dalsze odkładanie decyzji w sprawie Sołżenicyna, przy całej naszej chęci, aby nie zaszkodzić sprawom międzynarodowym, jest po prostu niemożliwe, ponieważ przedłużająca się zwłoka może pociągnąć za sobą skrajnie niekorzystne dla nas konsekwencje wewnątrz kraju.

Czytaj więcej

Jak wyglądała odwilż w ZSRR

Jak informowałem Pana telefonicznie, Brandt (Willy Brandt, kanclerz RFN w latach 1969–1974 – red.) oświadczył, że Sołżenicyn może mieszkać i swobodnie pracować w RFN. Dzisiaj, 7 lutego, tow. Kieworkow wylatuje na spotkanie z Bahrem (Egon Bahr, w tamtym czasie minister bez teki w rządzie RFN – red.) w celu omówienia praktycznych kwestii wydalenia Sołżenicyna ze Związku Radzieckiego do RFN. Jeśli w ostatniej chwili Brandt się nie zawaha i pertraktacje Kieworkowa zakończą się pomyślnie, to już 9−10 lutego będziemy mieć zatwierdzone rozwiązanie, o czym niezwłocznie Pana poinformuję.

Jeśli wspomniana umowa dojdzie do skutku, to wydaje mi się, że najpóźniej 9−10 lutego należałoby przyjąć Uchwałę Prezydium Rady Najwyższej ZSRR o pozbawieniu Sołżenicyna obywatelstwa radzieckiego i wydaleniu go za granice naszej Ojczyzny (projekt Uchwały w załączniku). Samą operację wydalenia Sołżenicyna w tym przypadku można by przeprowadzić 10−11 lutego. Ważne, aby wszystko to zrobić szybko, dlatego że, jak wynika z dokumentacji operacyjnej, Sołżenicyn zaczyna domyślać się naszych zamiarów i może wystąpić z publicznym dokumentem, który postawi zarówno nas, jak i Brandta w niewygodnej sytuacji.

Jeśli z jakichkolwiek przyczyn przedsięwzięcie wydalenia Sołżenicyna się nie uda, to sądzę, że należałoby najpóźniej do 15 lutego wszcząć przeciwko niemu postępowanie karne (z aresztowaniem). Prokuratura jest na to gotowa (...)”.

Oskarżony o zdradę ojczyzny

Brandt nie zawiódł. Rozmowy z nim zostały zakończone pomyślnie. W notatce dla Biura Politycznego z dnia 9 lutego Andropow konkretyzował plan odesłania noblisty:

„(…) Doszliśmy do następującego rozwiązania, które zasugerował przedstawiciel RFN. 12 lutego wieczorem radziecki ambasador w Bonn, towarzysz Falin, zwraca się do sekretarza stanu Paula Franka (konkretnie do niego) z prośbą o przyjęcie go w pilnej sprawie o 8:30 13 lutego.

13 lutego o 8:30 towarzysz Falin zostanie przyjęty przez Franka, któremu powinien przedłożyć oświadczenie odnośnie do wydalenia Sołżenicyna. (Tekst oświadczenia przedstawiamy oddzielnie wspólnie z MSZ). O 10:00 rozpoczyna się posiedzenie gabinetu. Brandt poleca Bahrowi, Frankowi i przedstawicielowi MSW podjęcie pozytywnej decyzji. Na prośbę władz zachodnioniemieckich Sołżenicyn powinien przylecieć samolotem rejsowym i winien przybyć do Frankfurtu nad Menem o godzinie 17:00 czasu lokalnego 13 lutego. Od chwili wyjścia Sołżenicyna z samolotu przedstawiciele radzieccy nie biorą już udziału w przeprowadzanej akcji.

W celu surowego przestrzegania przepisów wydaje się zasadne, aby prokuratura ZSRR 11 lutego tego roku wszczęła przeciwko Sołżenicynowi sprawę karną (uzgodniono z tow. Rudienko R.A.). Następnie 12 lutego tego roku powinna zostać przyjęta Uchwała Prezydium Rady Najwyższej ZSRR o pozbawieniu obywatelstwa ZSRR i wydaleniu za granicę ZSRR Sołżenicyna A.I. (tekst Uchwały i komunikat prasowy o niej w załączeniu). Tego samego dnia Sołżenicyn zostanie zatrzymany i doprowadzony do izolatki śledczej, gdzie prokurator poinformuje go o wszczęciu przeciwko niemu sprawy karnej za prowadzenie działalności antyradzieckiej. Planujemy przy tym, aby nie wypuszczać Sołżenicyna do domu, a 13 lutego zakomunikować mu Uchwałę Rady Najwyższej i po kilku godzinach dokonać wydalenia”.

Wszystko, co nastąpiło później, zostało przeprowadzone stricte według tego planu.

Śledczy Zwieriew, który prowadził sprawę pisarza, wspominał:

„(…) Polecono mi doprowadzić Sołżenicyna, zamiast do mojego gabinetu w budynku prokuratury, do śledczej izolatki KGB ZSRR w Lefortowie. (…) Sołżenicyn rzeczywiście spodziewał się aresztowania i miał wszystko przygotowane. Szybko się ubrał i wszystkie uprzednio przygotowane rzeczy, które widocznie służyły mu już w obozie, włożył do worka z naszytą szwedzką flagą. Poprosiłem, aby wywrócił worek flagą do wewnątrz, co zrobił bez sprzeciwu. (…)

Polecono mi wszcząć wobec Sołżenicyna sprawę karną z oskarżeniem nie o antyradziecką agitację i propagandę, ale o zdradę Ojczyzny. (…) Udowodnienie, że Sołżenicyn w »Archipelagu GUŁag« oczernił Władzę Radziecką, było niemożliwe nawet w tamtych czasach. A zadanie polegało na tym, aby wydalić go z ZSRR. Jak? Oskarżając Sołżenicyna o cięższe przestępstwo, czyli zdradę Ojczyzny, prokuratura paradoksalnie złagodziła sytuację. Władza polityczna, ingerując i pozbawiając go obywatelstwa, usuwała wszystkie problemy prawne, nie może bowiem zdradzić Ojczyzny człowiek, który nie jest już jej obywatelem. Tym samym sprawa karna automatycznie została umorzona. (…) O wszystkim tym nie decydowałem oczywiście ani ja, ani – jak sądzę – Rudienko, ale właśnie on moim zdaniem mógł podpowiedzieć taki wariant”.

Wtedy, w 1974 roku, sprawa została umorzona „w związku z brakiem podstaw do rehabilitacji” i dopiero w 1991 roku uzasadnienie zostało przekwalifikowane na „w związku z brakiem znamion przestępstwa”.

12 lutego 1974 roku Sołżenicyn został aresztowany, oskarżony o zdradę Ojczyzny i pozbawiony radzieckiego obywatelstwa, a 13 lutego wbrew swojej woli wysłany samolotem do Niemiec Zachodnich. Emerytowany pułkownik KGB A. Pietrienko, były naczelnik izolatki więziennej w Lefortowie – wówczas przedstawił się pisarzowi innym nazwiskiem, jako pułkownik Komarow (zapewne podświadomie czuł, że uczestniczy w czymś niechwalebnym) – wspominał:

„W chwili aresztowania Sołżenicyn nie podejrzewał wydalenia. Myślał, że trafi do zony. Stosownie do sytuacji nałożył więc sponiewierane spodnie, garbowany stary kożuch i czapkę kubankę. Pomyślałem wtedy, że dlaczego mamy go wysyłać w tym stanie? Dlaczego dawać Sołżenicynowi możliwość sprzedawania tych jego szmatek na Zachodzie jak relikwie? Poleciłem dostarczyć Sołżenicynowi nowe ubranie zgodnie z rozkazem Andropowa. Przyniesiono wszystko jak trzeba, tylko czapka z królika była strasznie znoszona. Dzwonię do Andropowa. Rozkazał, aby się nie wygłupiać. Krótko mówiąc, wydano Sołżenicynowi nową czapkę z piżmaka. Stare ubranie zostało spalone”. (...)

Czytaj więcej

Irena Lasota: Czy Pugaczowa złamie reżim Putina?

O 21:15 Natalia Sołżenicyna usłyszała w słuchawce oschły komunikat: „Pani mąż został aresztowany”. A już o 22:00 Andriej Sacharow informował radio kanadyjskie:

„Mówię z mieszkania Sołżenicyna. Jestem wstrząśnięty jego aresztowaniem. Zebrali się tutaj przyjaciele Sołżenicyna. Jestem przekonany, że aresztowanie Aleksandra Isajewicza jest zemstą za jego książkę. (…) Postrzegamy aresztowanie Sołżenicyna nie tylko jako zniewagę literatury rosyjskiej, ale też jako znieważenie pamięci milionów, które zginęły, a w których imieniu on przemawia”.

Wycofać z bibliotek

Na lotnisku we Frankfurcie nad Menem na Sołżenicyna czekał jego przyjaciel Heinrich Böll, który w 1972 roku również otrzymał Nagrodę Nobla „za twórczość, w której szeroki ogląd rzeczywistości łączy się z wysoką sztuką tworzenia charakterów i która stała się cennym wkładem w odrodzenie literatury niemieckiej”. Pierwsze dni na Zachodzie Sołżenicyn spędził w domu Bölla pod Kolonią.

Aleksander wspominał:

„W ciągu kilku godzin przeleciałem jak wicher z lefortowskiego więzienia, z całej Wielkiej Zony Sowieckiej do wiejskiego domku Heinricha Bölla pod Kolonią, i otoczony stuosobowym pierścieniem dziennikarzy, którzy czekali na moje druzgocące oświadczenia, odpowiedziałem nieoczekiwanie dla samego siebie: »Dość mówiłem w Związku Radzieckim, teraz pomilczę«”.

W następujący sposób opisywał swój stan w pierwszych godzinach w wolnym świecie:

„I oto wreszcie jestem wolny, jak nigdy, bez topora nad głową, i dziesiątki mikrofonów największych światowych agencji zbliżają mi do ust – mów! To nawet nienaturalne nie mówić! Teraz można złożyć najważniejsze oświadczenia – i rozniosą się one, rozniosą, rozniosą… A w moim wnętrzu coś się przełamało. (…) nagle wydało mi się to niegodne: wymyślać z bezpiecznego miejsca, tam mówić, gdzie mówią wszyscy, gdzie wolno”.

Böll opowiedział natomiast, jak najpierw zadzwoniono do niego z zachodnioniemieckiego MSZ, a później zadał mu pytanie sam kanclerz Willy Brandt: „Czy przyjmie Pan gościa?”. „Oczywiście, jeśli będzie chciał”. Kiedy przywieziono Sołżenicyna, dom był otoczony, dziennikarze zaglądali przez okna i szczeliny w okiennicach. Do ochrony trzeba było zaangażować oddział policji.

Już 14 lutego szef Głównego Zarządu do spraw Ochrony Tajemnic Państwowych w Druku przy Radzie Ministrów ZSRR wydał rozkaz „O wycofaniu z bibliotek i sieci księgarń utworów Sołżenicyna A.I.” (...).

Fragment książki Borisa Sokołowa, „Prorok i dysydent. Aleksander Sołżenicyn”, przeł. Marta Głuszkowska, która ukaże się za kilka dni nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, Warszawa 2022

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Boris Sokołow jest niezależnym rosyjskim historykiem, literaturoznawcą i tłumaczem. Zwolniony w 2008 roku z funkcji kierownika Katedry Antropologii Społecznej na Rosyjskim Społecznym Uniwersytecie Państwowym po tym, jak skrytykował Putina za atak na Gruzję. Jest autorem książek m.in. o Bułhakowie, Jesieninie i Gogolu

Aleksander Sołżenicyn jest laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1970 rok) za całokształt twórczości. Z wykształcenia matematyk. W swoim najważniejszym dziele, trzytomowym „Archipelagu GUŁag” (1973 rok), zdemitologizował postać Stalina i zdemaskował sowiecki system zniewolenia i terroru. W stalinowskich więzieniach przesiedział osiem lat (1945–1953)