Oto wciąż można usłyszeć w Oksfordzie, że college'e bez Brukseli przetrwają (udaje im się to od z górą 800 lat), podobnie jak City, Premier League czy filmy z Jamesem Bondem, co z perspektywy ochrony brytyjskiej substancji wydaje się najważniejsze. Jednak coraz częściej do zakochanych w sobie Brytonów dociera, że zabawa w Brexit to niebezpieczne majstrowanie przy zapłonie ładunku wybuchowego, który może wysadzić w powietrze Europę, jaką znamy.
A co będzie po niej? Nie wiadomo. Oczywiście wypada szanować brytyjską odrębność, powtarzać za Margaret Thatcher: „Gdyby Bóg chciał, żebyśmy byli w Unii Europejskiej, nie żłobiłby kanału w tym miejscu", i podobne bon moty, ale czy odrębność to cecha wyłącznie brytyjska? Czyż nie mniej odrębne w sensie kulturowym, etnicznym czy ekonomicznym są Francja, Niemcy i Hiszpania, nie mówiąc już o Węgrzech czy Albanii?