Reklama

„Taco Hemingway”. Czym żyje rapowa scena

Pamiętam sprzed 12 lat bitwę freestyle'ową (zawody w rapowej improwizacji), o której Pivot wolałby zapewne zapomnieć. Wypełniony po brzegi klub muzyczny Graffiti w Lublinie. Za mikrofon chwyta chudy, krótko obcięty dwudziestoletni chłopak. Losuje temat, na jaki ma rapować, DJ puszcza muzykę. Po chwili próbuje coś z siebie wydusić. Szybko się zacina. Odkłada mikrofon i jak niepyszny zeskakuje ze sceny.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Kamil Pivot, „Tato Hemingway"

Kamil Pivot, „Tato Hemingway"

Foto: Rzeczpospolita

Reklama
Reklama
Reklama

Nikt wśród publiczności nie gwizdał. Może okazano mu współczucie. A może źle zapamiętałem, bo po prostu to mnie zrobiło się przykro. Słyszałem, jak ten chłopak rapował w pociągu, i spodobały mi się jego błyskotliwe porównania. Ale już wtedy nie dało się nie zauważyć, że przy każdym nieśmiało wyrzucanym z siebie wersie Pivot walczy nie tyle z tematem, ile z samym sobą.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama