Reklama

Życie na Krymie cztery lata po rosyjskiej aneksji

Krym wciąż bardziej przypomina wyspę niż półwysep, a utrudniony dostęp do stałego lądu wpływa na poziom życia. Mieszkańcy starają się głównie przystosować do nowych warunków. Muszą, bo Rosja prowadzi politykę faktów dokonanych, którym towarzyszy ostra retoryka.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Prorosyjska demonstracja w Sewastopolu tuż przed aneksją Krymu. Według ukraińskiego spisu powszechne

Prorosyjska demonstracja w Sewastopolu tuż przed aneksją Krymu. Według ukraińskiego spisu powszechnego w 2001 r. 90,6 proc. mieszkańców tego miasta uważało język rosyjski za ojczysty

Foto: Ria Novosti/AFP/ Vasiliy Batanov

Reklama
Reklama
Reklama

Osiemnastego marca odbędą się w Rosji wybory prezydenckie. Data jest nieprzypadkowa, bo dzień, kojarzący się Rosjanom z triumfem ich państwa, przynieść ma Władimirowi Putinowi jeszcze wyższą wygraną wyborczą. Cztery lata temu, gdy 18 marca 2014 r. Putin parafował aneksję Krymu, na fali „krymnaszyzmu" (neologizm utworzony od hasła „Krym nasz!") poparcie dla niego osiągnęło rekordowe 85 proc. (wcześniej było to „zaledwie" 65 proc.).

Refat Czubarow, przewodniczący Medżlisu, rady krymskich Tatarów, mówił mi dwa lata temu w Kijowie, że ostatecznym celem Moskwy jest wyrzucenie wszystkich jego rodaków i totalna rusyfikacja półwyspu. Działacze krymskotatarscy zwracają uwagę nie tylko na represje polityczne, ale też na odbieranie Tatarom co większych biznesów przez osiedlających się tam Rosjan, co ma ich skłonić do wyjazdu. Krym pozostawał jednak zrusyfikowany nawet wtedy, gdy kontrolowały go władze ukraińskie.

Pozostało jeszcze 95% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama