Reklama

Dzieła Najgodniejsze

„Tej książki nie można tylko czytać – ją się przeżywa" – pisał kardynał Stefan Wyszyński. „Powstała z pasji i pedanterii" – dodawał Antoni Słonimski. Wśród 1500 publikacji Władysława Bartoszewskiego trudno znaleźć takie, które nie byłyby przynajmniej znaczące.

Aktualizacja: 02.05.2015 22:52 Publikacja: 30.04.2015 21:10

Dzieła Najgodniejsze

Foto: EAST NEWS

Wiele z jego tekstów stanowiło element przedziwnego splątania losów. Już pierwszy „dorosły" tekst młodego Bartoszewskiego, spisana po powrocie z Auschwitz relacja z życia w obozie, został przezeń złożony w roku 1941 na ręce łączniczki Hanny Czaki z Wydziału Informacji BiP AK. Autor zapisków nie mógł wówczas wiedzieć, że trzy i pół roku później, po tragicznym w skutkach zatrzymaniu Czaki przyjdzie mu wraz z dwoma kolegami z oddziału włamywać się w nocy do opieczętowanego przez Gestapo mieszkania jej rodziców na żoliborskiej ul. Słowackiego i w mdłym świetle latarek szukać zamaskowanej pod skrzynią z węglem skrytki z mikrofilmami. Albo – że jego relacja zostanie opracowana i „zbeletryzowana" przez Halinę Krahelską, kuzynkę Krystyny.

Zapis cenzury

Najważniejszy jego reportaż napisany w Powstaniu Warszawskim traktował o zdobyciu tzw. małej Pasty przy ul. Piusa IX (dzisiejszej Pięknej), przedsięwzięciu wyjątkowym nawet jak na zmagania powstańcze. Jeden z pierwszych reportaży, jakie napisał dla „Gazety Ludowej", organu PSL, w niemal zapomnianym dziś już czasie „mikołajczykowskiej kohabitacji" z komunistami, dotyczył uroczystości pochowania ośmiu ton prochów zabitych i ekshumowanych w zachodnich dzielnicach Warszawy i jest jedną z pierwszych w prasie polskiej wzmianek o rzezi Woli.

Jako jedynemu udało mu się w roku 1957 opublikować krytyczne recenzje wychwalanych wówczas przez partyjną krytykę „Kolumbów" Bratnego, potrafił wytknąć uproszczenia propagandowe również wielbionemu wówczas za „Kanał" Wajdzie.

W normalnych okolicznościach autor tak poczytny, piszący o tematyce poruszającej wszystkich, nie mógłby się opędzić od propozycji wydawców. W PRL Bartoszewskiemu nie udało się wydać drukiem kronik Powstania aż do ostatecznego upadku systemu. Udało mu się co innego: w dniach karnawału pierwszej „Solidarności", na antenie III Programu PR od 30 lipca do 4 października 1981 roku emitowano skomponowane przez kronikarza Bartoszewskiego słuchowisko „Dni walczącej stolicy". Audycja, w której wiersze i komunikaty z epoki czytał Zbigniew Zamachowski, a swoje przeżycia relacjonowali m.in. Stanisław Broniewski „Orsza", Wiesław Chrzanowski, Aleksander Gieysztor, Stefan Kisielewski i Jan Józef Lipski, cieszyła się rekordową popularnością. Trzy lata później wywiezione przez autora na Zachód nagrania wyemitowało ponownie... Radio Wolna Europa, w Polsce zaś zapis audycji ukazał się w drugim obiegu.

Równie trudna okazała się publikacja kronik ukazujących całość wysiłku i ofiar okupowanej Warszawy. Praca „Działo się w Warszawie. Z notatnika kronikarza 1939–1944" miała się ukazać nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego w roku 1957. Okazało się jednak, że obowiązuje na nią zapis cenzury. O tę samą przeszkodę potknął się Znak pięć lat później – wówczas jednak zapiski „Powszednie dni Warszawy" zmieściły się na bocznych szpaltach „Tygodnika Powszechnego".

Już wtedy były dziełem szczególnym. O zabitych napisano już wówczas, 20 lat po wojnie, niemało: Komisja ds. Badania Zbrodni Hitlerowskich ustalała kolejne fakty i wytaczała procesy. Bartoszewski odtwarza jednak – wielowątkowo, „polifonicznie" – całą rzeczywistość okupacyjnego dnia. Otwórzmy te zapiski na pierwszej na chybił trafił wybranej stronie: co działo się w stolicy 7–8 stycznia 1941 roku? „Teatrzyk »Nowości«, Mokotowska 73. Premiera rewii w 15 obrazach »Serwus Dymsza« z Adolfem Dymszą i Ziutą Buczyńską na czele zespołu. Przydziały żywności: 7 I – 500 g chleba żytniego, 9 I – 400 g chleba, 11 I – 500 g chleba. Do 8 I – po 500 g cukru na karty grudniowe. Pomiędzy 3 i 18 I – po 80 g mydła toaletowego. Dalszy wzrost cen mięsa, słoniny, cukru, mąki, chleba, kartofli, opału. Gestapo aresztuje szereg członków organizacji tajnej: »Polska niepodległa«, w tym m.in. jej komendanta Józefa Sulińskiego".

Męka Miasta

Kroniki okupacyjne ukazały się w postaci książkowej pod tytułem „1859 dni Warszawy" dopiero podczas kolejnej odwilży, za wczesnego Gierka, w roku 1974. A i wówczas spotkały się z ostrą krytyką partyjną: nieżyczliwie komentowano je na łamach „Trybuny Ludu", „Z Pola Walki", w „Wojsku Ludowym" zaś wskazywano wręcz: „Zasadniczym mankamentem omawianej książki jest, że życie codzienne Warszawy (...) ukazuje ona przez pryzmat działalności podziemia związanego z rządem emigracyjnym, przy czym czyni to w sposób jednostronny, gdyż z reguły eksponuje fakty o antyhitlerowskiej, patriotycznej, obywatelskiej wymowie".

Reklama
Reklama

Podporucznik „Teofil" mógł jednak nie przejmować się zbytnio krytyką tow. Bohdana Hillebrandta. Czytał bowiem w tym samym czasie w skierowanym doń odręcznym liście Stefana kardynała Wyszyńskiego: „Drogi Panie – Proszę wybaczyć mi, że dotychczas nie podziękowałem za darowany mi pierwszy egzemplarz Jego Książki »1859 dni Warszawy«. Dzieło to zawiera tak wielką ilość faktów »z codziennego życia, cierpień i walk mieszkańców Warszawy w latach wojny i okupacji niemieckiej«, że budzi podziw i wzruszenie dla wytrwałości Autora. Przebrnąć przez te 854 kartki z należną uwagą i czcią – jest rzeczą niełatwą. Nie wchodzi tu w grę sprawa stylu kronikarskiego, ale ten olbrzymi ładunek Męki Miasta – wstrząsa do głębi. Książki nie można tylko czytać – ją się przeżywa. (...) Wyrazy czci i oddania przesyłam i z serca błogosławię" – pisał Wyszyński. „Czytam dzień cały, przeżywam tysiąc osiemset pięćdziesiąt dziewięć dni i dopiero późną nocą odkładam tę książkę, która powstała z pasji i pedanterii" – dodawał Antoni Słonimski.

Słonimskiego łączyły z autorem „1859 dni Warszawy" więzi szczególne. To bowiem spór o brzmienie tytułu kolejnej, najważniejszej może książki w dorobku Bartoszewskiego sprawił, że przeleżała ona w cenzurze sześć lat. Znak deklarował wydanie montażu relacji „Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939–1945" już w roku 1961, okazało się jednak, że wiersze Słonimskiego (fraza „ Ten jest z ojczyzny mojej" to zarazem tytuł i koda jednego z późnych jego utworów) są w tym czasie źle widziane. Bartoszewski i współautorka zbioru relacji Zofia Lewinówna (redaktorka w PIW i PWN, więziona w czasach stalinowskich) postanowili przeczekać.

Pierwsze wydanie w nakładzie 7 tys. egzemplarzy ukazało się w roku 1967 i zniknęło z księgarń w ciągu tygodnia. Jako pierwszy przyznał książce nagrodę Zarząd Główny Związku b. Żołnierzy AK w Londynie i fundacja Jurzykowskich, ale po piętach deptało im Radio Wolna Europa: „Zgodziliśmy się wszyscy, że największą, najgodniejszą książką (...) jest książka Bartoszewskiego i Lewinówny »Ten jest z ojczyzny mojej«" – wspomina zasiadający w kapitule nagrody RWE przyznawanej najlepszej książce wydanej w kraju kompozytor Roman Palester.

Bo też jest to – co widać może jeszcze wyraźniej w blisko pół wieku po jej napisaniu – książka niezwykła i niezwykle potrzebna. „Kto wie za granicami Polski, że Polska była jedynym krajem, w którym za podanie szklanki mleka Żydowi, za udzielenie schronienia, groziła kara śmierci. Czytamy szereg przykładów wymordowania całych polskich rodzin za przechowywanie jednego starca czy jednego dziecka. Bartoszewski, sam współorganizator Rady Pomocy Żydom, w ciągu całej wojny sprawie tej duszą i ciałem oddany, przekazuje tu zbierane przez lata materiały" – napisał o niej, w szkicu nie przypadkiem datowanym „Niedziela Wielkanocna, 14 kwietnia 1968" – Józef Czapski.

Pseudonim ZZZ

Wspominamy tu o dwóch najważniejszych książkach z 50. Swoje losy miała niemal każda. „Konspiracyjne varsaviana poetyckie 1939–1944" to przecież w gruncie rzeczy skrócona wersja pracy magisterskiej Bartoszewskiego, który po wyjściu z więzienia trafił na seminarium wybitnego polonisty, prof. Juliana Krzyżanowskiego. Na miesiąc przed obroną relegował go jednak z uczelni na dyskretny wniosek z KC partyjny rektor UW Stanisław Turski... „PSL w latach 1945-6 – dokumenty do dziejów niezależnego ruchu ludowego w Polsce" ukazały się powielaczowo w okresie solidarnościowego karnawału; „Syndykat zbrodni. Kartki z dziejów UB i SB w czterdziestoleciu PRL", pracę wydaną pod łotrzykowskim pseudonimem ZZZ, opublikowano pięć lat później równocześnie w Londynie i w Paryżu. I tak aż po (również wydany podziemnie) „Dziennik z internowania. Jaworze 15.12.1981 – 19.04.1982".

A przecież to tylko dorobek Bartoszewskiego pisarza i historyka. Jeśli dodać do tego jego sekretarzowanie polskiemu Pen Clubowi w latach 1972–1983, przyznaną mu w 1986 Nagrodę Pokojową Księgarzy Niemieckich czy wreszcie działalność w Towarzystwie Przyjaciół Książki, organizacji groźniejszej chyba niż przysłowiowi cykliści, z której wywodzili się działacze KOR i sygnatariusze kolejnych listów protestacyjnych do władz PRL – widać wyraźnie, że żył również w świecie książek, dla książek. I te pozostaną po nim na pewno.

Reklama
Reklama

Pisząc artykuł, wykorzystałam m.in. wstęp Andrzeja K. Kunerta do I tomu „Pism wybranych" Władysława Bartoszewskiego oraz materiały ze strony http://wladyslawbartoszewski.blox.pl

Plus Minus
Ksiądz pedofil wykorzystywał Monikę jak tylko mógł. Zmowa milczenia i zaniedbania biskupów
Plus Minus
„Źródło czerni”: Polska w ciemnościach
Plus Minus
„Cartaventura: Lhasa”: Wyprawa po kartach
Plus Minus
„Jay Kelly”: Ostatnia gwiazda kina
Plus Minus
„Wysokie i niskie tony”: Bracia z różnych światów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama