Reklama

FIFA, lekkoatleci, tenisiści – czy każdy bierze?

Zawodowy sport jest chory i zepsuty. Korupcja w FIFA, politycznie sterowany doping w lekkoatletyce, a teraz jeszcze poważne podejrzenia, że tenisiści sprzedają mecze pod dyktando bukmacherów. W olimpijskie ideały już chyba nikt nie wierzy.

Aktualizacja: 23.01.2016 14:09 Publikacja: 21.01.2016 23:16

Fot. Alan Crowhurst

Fot. Alan Crowhurst

Foto: Getty Images

Tenisem – kiedyś grą dżentelmenów i dam w białych strojach – dziś rządzi coraz częściej czarna kasa. To łatwa do znieprawienia dyscyplina sportu, wystarczy złamać jedną osobę, by sfingować mecz. Według portalu BuzzFeed oraz BBC na procederze takim miały korzystać gangi z Sycylii oraz Rosji, które obstawiały olbrzymie sumy u bukmacherów na niespodziewane rozstrzygnięcia. A w swojej bezczelności i poczuciu bezkarności posunęły się tak daleko, że skalały nawet świętą trawę Wimbledonu.

To, wbrew pozorom, wcale nie jest sprawa nowa – chociaż pojawiają się nowe wątki i podejrzenia. Władze tenisa były ostrzegane już siedem lat temu; w 2008 roku powołano do życia Tenis Integrity Unit (TIU) mającą na celu zbadanie powtarzających się informacji o ustawianiu meczów, a także walkę z tym procederem. TIU została powołana przez Międzynarodową Federację Tenisową (ITF), a także ATP (tenis męski), WTA (tenis kobiecy) oraz Grand Slam Board (odpowiada za turnieje wielkoszlemowe). Szefem został były detektyw londyńskiej policji Nigel Willerton.

TIU przekazała władzom listę nazwisk tenisistów podejrzanych o udział w ustawionych meczach – bez orzekania o winie. Częściowo (28 nazwisk) wyciekła ona do szwedzkich mediów w 2011 roku. Na liście byli między innymi Agnieszka Radwańska i Łukasz Kubot. – Działacze mogli już wtedy pozbyć się siatki ustawiających mecze zawodników. Mogli niemal w całości oczyścić ten sport – mówił BuzzFeed jeden ze śledczych z TIU Mark Phillips. – Podaliśmy im wszystko na tacy przewiązane śliczną różową wstążeczką. A oni nie zrobili nic.

Żaden z zawodników nie doczekał się sankcji. Większość dalej w najlepsze uczestniczy w turniejach ATP i WTA oraz Wielkiego Szlema. BBC i BuzzFeed nie dotarły jednak tylko do tych danych. Dziennikarze opracowali algorytm, na podstawie którego sprawdzili, którzy tenisiści zdecydowanie zbyt często przegrywają mecze (lub sety) wówczas, gdy są zdecydowanymi faworytami bukmacherów – czyli obstawiając zwycięstwo ich rywali, można zarobić duże pieniądze.

Dziennikarz BuzzFeed John Templon przeanalizował 26 tysięcy meczów tenisowych, które odbyły się między 2009 a 2015 rokiem – zajęło mu to 15 miesięcy. Następnie wybrał te, w czasie których kursy bukmacherów gwałtownie się zmieniały – minimum o 10 procent (w dół lub w górę) od stawek wyjściowych. Dziś można obstawiać wszystko na żywo przez internet, nie ruszając się z domu, albo korzystając z telefonu komórkowego. Bukmacherzy też reagują na wydarzenia boiskowe, korygując kursy, ale w dużej części tych meczów obstawiający wiedzieli po prostu więcej od nich.

Reklama
Reklama

Templon znalazł 15 tenisistów zdecydowanie zbyt często przegrywających mocno obstawiane w internecie mecze, w trakcie których kursy gwałtownie się zmieniały na ich niekorzyść, chociaż zaczynali jako murowani faworyci. Dalsza analiza pozwoliła mu wyodrębnić czterech szczególnie podejrzanych, którzy przegrywali niemal wszystkie takie spotkania. Jak twierdzi, szanse, że prezentowaliby się aż tak źle, wynosiły mniej niż 1000 do 1.

Jeden z nich brał udział w 16 takich meczach – przegrał 15. Szanse na takie zrządzenie losu wynoszą mniej niż 7500 do 1. W 2010 roku rzeczony tenisista brał udział w turnieju, w którym w pierwszej rundzie bukmacherzy oceniali jego szansę na zwycięstwo na 69 procent. Kilka godzin przed początkiem spotkania obniżyli kursy do 47 procent. Zawodnik przegrał w dwóch setach.

Templon jednak – zgodnie z prawdą i zdrowym rozsądkiem – pisze, że jego wyliczenia nie mogą być traktowane jako dowód oszustwa. Dlatego też BuzzFeed oraz BBC nie zdecydowały się podać nazwisk zawodników. Wiadomo tylko, że wśród „parszywej szesnastki" są zwycięzcy turniejów wielkoszlemowych zarówno w singlu, jak i w deblu. Jeden z tenisistów rozstawionych w trwającym właśnie Australian Open regularnie przegrywa pierwszego seta. Dziennikarze piszą, że podchody pod zawodników odbywają się zazwyczaj w hotelach, a tenisiści dostają 50 tysięcy dolarów lub więcej za przegrane spotkanie.

Cios widmo

Mafie wpływające na wyniki sportowe to zjawisko równie stare jak zawodowy sport. Dziś jednak, gdy tak łatwe zaczęło być obstawianie rezultatów w internecie, bukmacherka i związane z nią wypaczenia stały się jednym z największych zagrożeń – na równi z dopingiem i korupcją. Po latach pojawiają się nowe fakty i szargane są coraz większe świętości. Okazuje się np., że uznana przez amerykański magazyn „Sports Illustrated" za czwarte najważniejsze wydarzenie sportowe w XX wieku walka Muhammada Alego (wówczas jeszcze Cassiusa Claya) z Sonnym Listonem także była prawdopodobnie ustawiona. Sprawą zajmowało się FBI, a wgląd w śledztwo miał nawet szef Biura J. Edgar Hoover. Nie udało się znaleźć niezbitych dowodów, ale poszlaki były poważne.

W lutym 2014 roku „Washington Times" opublikował kilka notatek FBI ze śledztwa, które toczyło się bezpośrednio po walce. Można przeczytać, że hazardzista z Houston Barnett Magids miał zarobić do spółki z Listonem ponad milion dolarów, obstawiając u bukmacherów porażkę broniącego tytułu mistrza świata, który z powodu kontuzji ramienia poddał się na początku siódmej rundy. Rewanż też był podobno sfingowany, Liston, prawdopodobnie kontrolowany przez mafię, poleciał na deski, gdy cios Alego przeciął powietrze. Do historii to uderzenie przeszło jako cios widmo – phantom punch.

Boks, podobnie jak tenis, jest dyscypliną, w której nie trzeba wciągać w przekręt całej siatki ludzi – wystarczy dotrzeć do jednej osoby. I od lat dużo się mówi o tym, że głównym beneficjentem wielu walk są przestępcze syndykaty obstawiające u bukmacherów ustawione walki. Andre Smiley, były bokser wagi ciężkiej, przyznał, że zarobił „tysiące dolarów" na udawaniu 14. nokautów między 1990 a 1997 rokiem.

Reklama
Reklama

Ustawione walki są trudne do wykrycia. Jedynym głośnym przypadkiem, gdy bokserowi udowodniono oszustwo, jest sprawa Thomasa „Top Dawg" Williamsa. Był utalentowanym bokserem, reprezentantem USA amatorów, a wkrótce po przejściu na zawodowstwo stał się sparingpartnerem Lennoxa Lewisa i Riddicka Bowe'a. Wróżono mu dużą karierę, ale, niestety, dość szybko dał się skusić łatwym pieniądzem, gdy się okazało, że za porażki może dostać więcej niż za zwycięstwo. Williams oszukiwał jednak na tyle często i nieuważnie, że w 2000 roku zaczął być śledzony przez FBI, a pięć lat później został skazany na 15 miesięcy więzienia.

W marcu 2000 roku pojechał do Danii walczyć z Brianem Nielsenem, który później bił się z Mikiem Tysonem i Evanderem Holyfieldem. Dzień przed walką do jego pokoju wszedł nieznany mu człowiek z walizką. Po jej otwarciu młody bokser zobaczył 25 tysięcy dolarów, ponad dwa razy tyle, ile miał zarobić w ringu. Człowiek ten powiedział mu tylko: – Spraw, by to wyglądało wiarygodnie.

Williams dziś twierdzi, że czuł się ohydnie. Bał się przyznać swojej ówczesnej żonie, wstydził się przed synami, a także przed trenerem i promotorem. – Nie mogłem spać, słyszałem w nocy różne głosy – mówił w 2014 roku w wywiadzie dla „The Washington Post". Głosy musiały się jednak okazać mało przekonujące, a wstyd nie powstrzymał go przed oddaniem w podobny sposób już następnej walki. Za porażkę z Richiem Melito dostał 10 tysięcy dolarów. Tym razem jednak przyznał się trenerowi, który rozmowę nagrał i dostarczył jako dowód organom śledczym. FBI nagrywało jego rozmowy telefoniczne, a jeden z agentów miał mu powiedzieć: – Top Dawg, mamy cię.

Ale Williams był przekonany, że w najgorszym razie zostanie zawieszona jego licencja bokserska, liczył się z tym, że być może nawet na zawsze. Nie sądził jednak, że trafi za kratki. Dostał propozycję od FBI, by stać się  źródłem informacji na temat nielegalnego ustawiania walk. Miał chodzić na spotkania z magnetofonem przyczepionym do klatki piersiowej. Odmówił. Jego uliczne poczucie godności pozwalało mu udawać nokauty i sprzedawać walki, ale na donoszenie w kodeksie ulicy nie ma miejsca. FBI w końcu go dopadło – z 12 walk zawodowych, które stoczył, sześć było ustawionych. Z więzienia wyszedł w 2006 roku, dziś jest ochroniarzem na parkingu.

W sporcie, w którym jednym z największych promotorów jest Don King, czyli człowiek, który siedział w więzieniu za współudział w morderstwie, był podejrzany o łapówkarstwo, ustawianie walk, kradzieże oraz niedotrzymywanie kontraktów, oszustwo nie dziwi aż tak bardzo. Larry Holmes powiedział kiedyś o Kingu, że nosi taką fryzurę, by ukryć diabelskie rogi.

Oszustwa z ustawianiem wyników dla czerpania zysków dzięki zakładom bukmacherskim dotyczą niemal każdego sportu. Indiami i Republiką Południowej Afryki w ostatnich latach wstrząsnęły afery z fingowaniem rezultatów w krykiecie. Ustawiane są wyścigi koni i psów. Nowością – która pojawiła się wraz z rozszerzeniem ofert bukmacherskich – jest ustawianie wydarzeń, które nie mają wpływu na końcowy rezultat meczu. Takich jak to, kto pierwszy dostanie żółtą kartkę w meczu piłkarskim czy która drużyna jako pierwsza wykona wyrzut z autu, kto pierwszy zdobędzie bramkę, która drużyna będzie prowadzić do przerwy itd.

Reklama
Reklama

Piłkarz, były reprezentant Anglii, Matt Le Tissier przyznał, że w 1995 roku przed meczem jego Southamptonu z Wimbledonem obstawił, że rywal jako pierwszy wykona wyrzut z autu. Jednak jego złe podanie na skrzydło przyjął młody, ambitny kolega z drużyny. Chwilę później Le Tissier wybił ostatecznie piłkę poza linię, ale powiedział, iż czuł się tak głupio, że już nigdy nie próbował czegoś podobnego powtórzyć.

Ustawiane były nawet mecze w snookera. Jeden z najlepszych zawodników świata, numer pięć rankingów, Stephen Lee został ukarany 12-letnim zakazem startów za ustawianie rozgrywek, w których brał udział. Anglikowi udowodniono, że przynajmniej siedem razy specjalnie przegrywał z niżej notowanymi rywalami, a jednocześnie – przez podstawionych ludzi – swoje porażki obstawiał u bukmacherów.

Za każdym razem schemat jest bowiem ten sam. To lepszego zawodnika trzeba złamać, tylko w ten sposób ustawianie wyników ma sens. Jedynie kursy na faworytów są odpowiednio wysokie. Porażki, z którymi każdy się liczy, nie przynoszą dochodu.

Futbol jest najpopularniejszym sportem, przez to oczywiście jest także najbardziej narażony na ustawianie spotkań. Sprawy, które ostatecznie ujrzały światło dzienne, to niestety zapewne tylko wierzchołek góry lodowej. Najsłynniejszym skruszonym przestępcą jest Wilson Raj Perumal, który pracował dla singapurskiej mafii.

Fińska trzecia liga

Singapurczycy stworzyli dwie firmy zajmujące się organizacją meczów – głównie towarzyskich. FootyMedia i Football4U jako organizator zapewniały sędziów; w tym wypadku odpowiedni arbiter był kluczem do powodzenia przedsięwzięcia. Umowę z FootyMedia podpisała w 2010 roku federacja Boliwii. Z kolei Football4U obsługiwał reprezentację RPA i organizował jej cztery mecze towarzyskie przed mistrzostwami świata 2010. Wszystkie prawdopodobnie były ustawione.

Reklama
Reklama

Perumal został aresztowany w Helsinkach i tam odsiedział rok – za ustawianie wyników fińskiej ligi. Następnie został przekazany węgierskim organom sądowym, gdyż na Węgrzech również toczyła się sprawa o wpływanie na wyniki meczów, w której był jednym z podejrzanych. W 2013 roku przedstawiciele Europolu twierdzili, że  Perumal i singapurska mafia, dla której pracował, ustawili przynajmniej 380 meczów piłkarskich w 13 europejskich krajach w ciągu pięciu lat. Kolejne 300 spotkań zostało ustawionych na innych kontynentach. Na wszystkich zarabiała mafia.

Perumal napisał w więzieniu książkę, w której twierdzi, że pomógł awansować na mistrzostwa świata w 2010 roku reprezentacjom Hondurasu oraz Nigerii. Skruszony przestępca twierdzi, że potrafił zarobić nawet 3 miliony funtów w ciągu jednego wieczoru. Przyznaje też, że na mundialu w RPA próbował przekupić sędziów i ustawić wyniki meczów, ale tym razem mu się nie powiodło.

Przypadki z samego szczytu sportu są najbardziej efektowne i przyciągają uwagę mediów, ale zwykłe ciułanie grosza do grosza odbywa się w niższych ligach. Przy garstce widzów na trybunach, bez obecności kamer telewizyjnych, przy pomocy zawodników, którzy nie dość, że zarabiają mało, to jeszcze często nie otrzymują regularnie swoich pensji. Singapurczycy wyspecjalizowali się na przykład w fińskiej trzeciej lidze. Mecz, który gromadzi na widowni 100 lub 150 osób, jest dostępny w ofercie niemal wszystkich bukmacherów. Przyjmowane są zakłady na końcowy rezultat, konkretne zdarzenia – na żywo, z dowolnego zakątka na ziemi. A w internecie znane postaci – jak chociażby byli piłkarze, tacy jak Zbigniew Boniek – namawiają ludzi, by postawili pieniądze i łatwo je pomnożyli.

Znane powiedzenie mówi, że na końcu i tak wygrywa kasyno, ale mafie znalazły sposób, by kasyno oszukać. Dla firm bukmacherskich ustawianie spotkań jest ogromnym problemem, gdyż to właśnie bukmacherzy muszą wypłacać pieniądze organizacjom przestępczym. Dlatego każdy przypadek, gdy na jakiś mecz stawiane są ponadprzeciętnie sumy, wywołuje w centralach bukmacherskich alarm i skierowanie sprawy do odpowiednich organów albo wewnętrzne śledztwo. Przykład tenisa pokazuje jednak, że ta walka jest praktycznie nie do wygrania. Nie brakuje takich, którzy proponują rozwiązanie radykalne – zakaz zakładów w sportach indywidualnych, bo tu ryzyko oszustwa jest zbyt duże.

Nie ma to jak wiara w człowieka, szczególnie na boisku.

Reklama
Reklama

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Plus Minus
Koniec „Stranger Things” – dlaczego stylistyka retro rządzi serialami i filmami
Plus Minus
„Dwaj prokuratorzy”: Przeszłość, która niepokoi
Plus Minus
„Highlands Fishing”: Moje pole!
Plus Minus
„Dandadan”: Poznaj moich kosmitów
Plus Minus
Teatralne perły (nie tylko dla konserwatysty)
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama