Papież Franciszek walczy z kryzysami, przemocą, migracją i reformą Kurii

Pontyfikat Franciszka przypadł na ciekawe czasy. Ojciec Święty próbuje im sprostać, ruszając z posad bryłę Kościoła. Proces wprowadzania zmian nie odbywa się jednak bezboleśnie.

Aktualizacja: 26.03.2017 16:26 Publikacja: 23.03.2017 12:42

Foto: Vatican Pool/Getty Images

Nad Kaplicą Sykstyńską pojawił się 13 marca 2013 roku biały dym. Niedługo potem, kiedy kardynał kamerling Jean-Louis Tauran po formule „Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus papam!" wypowiedział nazwisko nowego papieża, stało się wiadome, że Kościół czekają głębokie zmiany. Zaskoczenie było potrójne. Po raz pierwszy w dziejach wybrano papieża z Nowego Świata, po raz pierwszy został nim jezuita i wreszcie zaskoczeniem było przyjęcia imienia Franciszek, co symbolicznie zwiastowało zapowiedź głębokich zmian. Cztery lata papieża Franciszka były niezwykle intensywne. Jednym tchem można wymienić tylko najważniejsze wydarzenia, jak dwukrotne przewodniczenie Dniom Młodzieży, pielgrzymki do Meksyku, USA i Afryki, kanonizację Jana Pawła II i Jana XXIII, wreszcie otwarcie synodu o rodzinie.

O ile pontyfikat Benedykta XVI upłynął w zmierzchu starego ładu światowego zbudowanego po przemianach w 1989 roku, o tyle świat Franciszka stał się zupełnie inny, musi on stawiać czoła zupełnie nowym problemom, przede wszystkim pogłębiającym się, rozproszonym konfliktom zbrojnym na świecie, przemocy wobec chrześcijan w krajach muzułmańskich, problemowi migracji czy kryzysowi humanitarnemu na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie nowy papież rozpoczął reformę Kurii Rzymskiej oraz przebudowę polityki wschodniej Watykanu.

Selfie, Twitter i fiat 500

Po czterech latach pontyfikatu można nazwać Franciszka papieżem czasów chaosu, starającym się znaleźć busolę dla innego, nieznanego wcześniej świata. Niezależnie od skrajnie różnych ocen czterech lat pontyfikatu jedno pozostaje rzeczą pewną: papież rozpoczął w Kościele proces wprowadzania zmian.

Franciszek ma osobowość niedającą się wpisać w schemat dwóch wielkich poprzedników. W ciągu czterech lat wielokrotnie i nierzadko na siłę próbowano porównać Franciszka z Janem Pawłem II i Benedyktem XVI, niczym na wydawanych w Rzymie pocztówkach ze zdjęciami tre papi. Tymczasem Jorge Mario Bergoglio wstąpił na tron papieski z odmienną od poprzedników formacją, temperamentem i doświadczeniem. W przeciwieństwie do Wojtyły nie jest papieżem-prorokiem czy papieżem nadziei wielkiej przemiany. Odległy jest również od profilu Ratzingera: papieża-teologa. Nie musiał również, jak jego poprzednicy, doświadczać i zmagać się z totalitaryzmami, co wyraża się na przykład odmiennym podejściem do spraw teologii wyzwolenia. Z poprzednikiem łączy go jednak silne dążenie powrotu do źródeł chrześcijaństwa: Benedykt upatrywał go w odnowie dbałości o liturgię i teologię. Franciszek natomiast odczytuje źródła chrześcijaństwa w powrocie do aktów miłosierdzia w stosunku do ubogich, ofiar wojen czy nadużyć seksualnych. Podobieństw obecnego Pontifexa do innych papieży należałoby zatem szukać w dalszej przeszłości, w postaciach Piusa XII i Jana XXIII.

Okoliczności pontyfikatu Franciszka w pewnym sensie bliskie są tym, w jakich znalazł się Pius XII. Jego intensywne wysiłki wzywające do pokoju na świecie niewiele pomogły, papież pozostał bezsilnym świadkiem wojennej hekatomby. Franciszka można by też porównać do Jana XXIII, który rozpoczynając sobór, zdawał sobie sprawę, że zmiana zakończy się dopiero po jego odejściu, a on sam musi jedynie wykonać pierwszy krok w odnowie Kościoła.

Pontyfikat Franciszka przebiega pod znakiem zmiany w komunikacji z wiernymi. Głównym źródłem informacji stał się papieski profil na Twitterze i Facebooku, nie zaś audiencyjne przemówienia, jak miało to miejsce za jego poprzedników. Zawrotną karierę tego pontyfikatu zrobiło selfie z papieżem, obowiązkowy punkt programu, na jaki mogą sobie pozwolić uczestnicy spotkań osobistych z papieżem. Przez pierwsze kilkanaście miesięcy mogło się wydawać, że Bergoglio stanie się kolejną popkulturową ikoną. Tak zresztą kreowany był jego wizerunek w mediach społecznościowych, gdzie hitem stał się rysunek Franciszka-supermana.

Papież z Argentyny przeciwstawiany był fasadowemu dostojeństwu i otoczeniu hierarchów Kościoła. Niewątpliwie w zbudowaniu tego obrazu pomogły gesty samego Franciszka, np. przyjęcie leciwego renault jako symbolu zmiany stylu, noszenie zwykłych, czarnych butów i mocno zużytej teczki, z którą zawsze wychodzi z samolotu podczas zagranicznych pielgrzymek, czy wybraniu podczas wizyty w USA małego fiata 500 jako swojej limuzyny.

Bezsprzecznie nie były to tylko gesty. Franciszek nie czuje się po prostu dobrze w otoczeniu luksusu. Widać to było po jego minie, kiedy oglądał przynależne mu apartamenty papieskie. W komunikacji z dziennikarzami Bergoglio również postawił na spontaniczność. Szczególnie trudne dla biura prasowego pozostają konferencje prasowe w samolotach, kiedy to papieżowi zdarza się użyć nieco kłopotliwych sformułowań. Tak było w przypadku wypowiedzi o odpowiedzialnym rodzicielstwie, kiedy padły słowa o „rozmnażaniu się jak króliki", co dla katolickich rodzin wielodzietnych było bolesnym sformułowaniem.

Twarda jest ta mowa

Franciszek nie daje się jednak łatwo wpisać do świata popkultury. Nie boi się mówić rzeczy trudnych, często wbrew oczekiwaniom słuchających. Okazuje się papieżem napomnienia, nie stroni od użycia bardzo mocnych słów. Tak było w przypadku nazwania Europy „babcią" podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim czy też wstrząśnięciem młodymi podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, kiedy papież nakazał im „wstać z kanapy". Mocne słowa padają pod adresem księży, których wezwał do tego, by nie traktowali swojej posługi jak sprzedawania usług z cennikiem określonym z góry.

Równie wymownym znakiem było odebranie urzędu biskupowi Limburga Franzowi-Peterowi Tebartz-van Els oskarżanemu o luksusowy tryb życia. W trudnych sprawach Franciszek nie zwleka z ripostą, co więcej, czasem reaguje emocjonalnie. Bezsprzecznie Franciszek zdaje sobie sprawę, że Kościół, szczególnie na Zachodzie, znajduje się w kryzysie. Bezpośredniość charakterystyczna dla świata Ameryki Południowej nie zawsze jest dobrze rozumiana, czym jednak Franciszek zupełnie się nie przejmuje. Wydaje się, że właśnie ta cecha szczególnie podoba się wiernym, których papież potrafi swoją bezpośredniością do siebie przekonać.

Tym, co najczęściej przewija się przez ten pontyfikat, jest jedność z ubogimi i opuszczonymi. Franciszek staje się „papieżem peryferii" – w dosłownym tego słowa znaczeniu: podróżuje do Meksyku czy też do Afryki. Symboliczne, że do pojednania między religiami wezwał w małej wiosce w Afryce Środkowej, z dala od wielkiej polityki, gdzie mieszkają ubodzy i zapomniani przez resztę świata ludzie. Stanięcie po stronie opuszczonych jest testem wiarygodności Kościoła, właśnie dlatego papież staje się biskupem „ludzi ostatnich" i zapomnianych przez świat.

Bergoglio nie tylko zachęca do pomocy, ale sam ją zanosi przez swojego jałmużnika abp. Krajewskiego, który na osobiste zlecenia Franciszka dociera do miejsc i ludzi najbardziej potrzebujących pomocy. Sprawa otwarcia się na uchodźców i ofiary wojny jest dla Franciszka bardzo prosta: potrzebującemu trzeba pomóc bez żadnych warunków wstępnych. Powstaje czytelny przekaz – chrześcijaństwo nie będzie wiarygodne, jeśli przestanie oznaczać solidarność z potrzebującymi.

Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że w tym miejscu Franciszek odniósł swój największy sukces. Wierni, jak i lokalne episkopaty w zamożnych społecznościach katolickich coraz większą uwagę zwracają na pomoc znajdującym się w potrzebie. Papieżowi udało się uruchomić „wyobraźnię miłosierdzia", uświadamia przez to bogatemu Zachodowi, że zamknięcie w egoizmie staje się formą ukrytej dechrystianizacji, znacznie gorszą od jej politycznych form.

Ważnym wyzwaniem stojącym przed papieżem jest reforma Kurii Rzymskiej. W okresie pontyfikatu Benedykta targały nią liczne skandale finansowe. Sceptycyzm do instytucji watykańskich wyrażał się od pierwszej jego decyzji, jaką było zamieszkanie w Domu Świętej Marty. Franciszek zmienił też styl pracy papieża. Większość kluczowych dokumentów powstaje w wąskim gronie zaufanych współpracowników, z ojcem Antonio Spadarem na czele, dopiero potem trafiają one pod konsultacje oficjalnych instytucji. Do reformy Watykanu papież wybrał grupę zaufanych kardynałów, do której weszło tylko dwóch kurialistów: kard. Bertello oraz kard. Parolin.

Reforma Kurii postępuje jednak bardzo powoli. Głównym przeciwnikiem w procesie jej przeprowadzania stały się czas i odległość: kardynałowie muszą podzielić obowiązki na sprawy w swoich krajach oraz reformę Kurii, co skutkuje ograniczoną efektywnością. Sukcesem było niewątpliwie uszczelnienie przepływu finansów i ucięcie nietransparentnych przelewów. Przy okazji wyszło jednak na jaw, że utrzymanie instytucji watykańskich jest bardzo kosztowne, a kasa najmniejszego państwa świata, wbrew medialnym rewelacjom, jest pusta. Radio i telewizja watykańska, najważniejsze narzędzia komunikacyjne, działają przy minimalnym finansowaniu, co we współczesnym świecie technologii medialnych jest niezwykle trudne.

Deficyty finansowe można zobaczyć chociażby w jakości stron internetowych Watykanu. Jednocześnie Stolica Apostolska zareagowała na nowe potrzeby duszpasterskie, m.in. poprzez decyzję o powołaniu nowej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Pomimo wysiłków nie wszystkie reformy kościelnych instytucji okazały się skuteczne. Przykładem była zmiana strukturalna jednej z najbardziej aktywnych i sprawnych w Watykanie kongregacji, Iustitia et Pax, i niezrozumiała decyzja o zmianie jej nazwy na Kongregację ds. Integralnego Rozwoju Człowieka.

Najpoważniejszym wyzwaniem dla pontyfikatu była decyzja o otwarciu synodu o rodzinie, zakończonego adhortacją „Amoris laetitia". Mówiąc w skrócie, głównym punktem synodu stała się kwestia udzielania komunii osobom w ponownych związkach, która wywołała debatę w całym katolickim świecie, ale także olbrzymie emocje wśród wiernych. Sprawa ta stała się problematyczna i wywołała wiele kontrowersji.

Stanowisko papieża w tej kwestii nie zostało wyrażone jasno, co spowodowało wylew lokalnych i niekiedy sprzecznych interpretacji. Nikt w Watykanie nie spodziewał się jednak, że w dłuższej perspektywie sprawa ta stworzy problem nadłamania jedności z papieżem. Nastawienie do danej interpretacji „Amoris laetitia" stało się odniesieniem do podziału na zwolenników bądź przeciwników papieża, przede wszystkim pomiędzy biskupami. Doprowadziło to do poważnych konfliktów, przykładem był skandal z udziałem metropolity Madrytu kard. Carlosa Oscoro Siery, który nie dopuścił do wykładu prefekta doktryny wiary kard. Gerharda Müllera, zarzucając mu antypapieskość. Tymczasem właśnie kardynał Müller, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa rozłamu, na każdym kroku podkreśla swoją jedność z papieżem, chociaż nie opowiada się za liberalną interpretacją adhortacji.

Niestety, wraz z upływem czasu spór nie tylko nie maleje, ale rozprzestrzenia się na kolejne lokalne episkopaty. Tak jest na przykład w USA, gdzie ten sam dokument różnie interpretuje np. metropolita Detroit Allen H. Vingeron i arcybiskup Filadelfii Charles J. Chaput. Podobne spory pojawiają się w innych państwach, w tym we Włoszech czy w Austrii. Kilka tygodni temu kardynał Christoph Schönborn z Wiednia zorganizował konferencję prasową, gdzie wierność papieżowi nazwał katolicką normalnością.

Przekonywanie do tak podstawowej kwestii w Kościele, jaką jest wierność papieżowi, świadczy o kryzysie jedności. Ta sytuacja do pewnego stopnia przypomina okoliczności, w jakich znalazł się Paweł VI po wydaniu encykliki „Humanae vitae". Spotkał się wówczas z silnym sprzeciwem licznych środowisk teologicznych na Zachodzie. Różnica między sytuacją z „Humanae vitae" a „Amoris laetitia" leży jednak w punkcie odniesienia: w przypadku Pawła VI przyczyną sporu był opór wobec wykładni nauczania papieskiego, natomiast w przypadku Franciszka – jej braku.

Walka o jedność

Niezwykle ważną sprawą, która pojawiła się w czasie pontyfikatu Franciszka, jest jego aktywność ekumeniczna w zdynamizowaniu relacji z Kościołami wschodnimi. Wiąże się to z przebudową polityki wschodniej Watykanu, co niestety rodzi szereg problemów w wymiarze politycznym. Niełatwe kontakty z Kościołami prawosławnymi skomplikowały się jeszcze bardziej od czasu wybuchu wojny na Ukrainie w 2014 roku, rozgrywającej się wewnątrz świata prawosławnego. Papież zdaje sobie sprawę, że Kościołom prawosławnemu i katolickiemu jest do siebie najbliżej. Pewne znaczenie w tej sprawie odgrywa wątek biograficzny: Bergoglio już od młodości miał wielką życzliwość dla prawosławia. Będąc chłopcem, miał okazję służyć jako ministrant u grekokatolików, nie jest mu zatem obca liturgia obrządków wschodnich. Jako metropolita Buenos pełnił funkcję egzarchy dla argentyńskich grekokatolików – jest zatem dobrze zorientowany w sprawach Kościołów wschodnich.

Kluczowym momentem było spotkanie z patriarchą Cyrylem w Hawanie w lutym 2016 roku i podpisanie porozumienia między katolikami a prawosławnymi Patriarchatu Moskiewskiego. Z jednej strony było to spotkanie historyczne, które odbyło się pierwszy raz od niemalże tysiąca lat, od momentu wielkiej schizmy. Prowadzone przez kilkadziesiąt lat wysiłki mające doprowadzić do takiego spotkania za poprzednich pontyfikatów kończyły się niepowodzeniem. Z drugiej strony podpisanie porozumienia nie stało się zwrotem we wzajemnych relacjach, przeciwnie, wywołało oburzenie u przedstawicieli pozostałych Kościołów prawosławnych, szczególnie na Ukrainie. Odczytano je jako próbę porozumienia się ponad głowami innych Kościołów. Bardzo mocne słowa wypowiedział wówczas greckokatolicki arcybiskup kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk, dosadnie nazywając to spotkanie „głębokim rozczarowaniem". Równie mocną i krytyczną opinię wyraził niekanoniczny patriarcha Kijowa Filaret.

Głównym doradcą papieża i orędownikiem prorosyjskiego kursu w polityce wschodniej jest 84-letni kardynał Walter Kasper. Jest to taktyka bardzo ryzykowna, która na dłuższą metę stawia Stolicę Apostolską w trudnej sytuacji. W jej efekcie Rzym jest wpychany przez Moskwę do polityki neocasarolizmu, czyli odnowienia dawnej Ostpolitik, prowadzącej do porozumienia się z najsilniejszymi, której autorem i prowadzącym był w czasach zimnej wojny kardynał Agostino Casaroli. Polityka Casarolego wywoływała sprzeciw Kościołów w państwach satelickich, przede wszystkim w Polsce. Przed porozumieniem ponad głowami lokalnych Kościołów bezskutecznie przestrzegał Pawła VI kardynał Stefan Wyszyński, ale dopiero Jan Paweł II odwrócił kierunek polityki wschodniej Watykanu, dając podmiotowość mniejszym Kościołom wschodnim i zrywając z zasadą priorytetu dla najsilniejszego.

Architekci nowej strategii ekumenicznej szukają przede wszystkim aspektów teologicznych porozumienia z prawosławiem, jednakże Patriarchat Moskiewski poza kwestiami teologicznymi nie ukrywa celów politycznych, zbieżnych z polityką Kremla.

Przykładem instrumentalnego traktowania wiary i polityki w prawosławiu jest blokowanie nadania kanoniczności Ukraińskiemu Autokefalicznemu Kościołowi Prawosławnemu, a także – prawdopodobnie z powodu ominięcia dyskusji w tej sprawie – odwołanie przybycia Cyryla i popierających go patriarchów na sobór prawosławny na Krecie w 2016 roku. Przyjęcie doktryny neocasarolizmu byłoby bardzo niekorzystne także dla samego Rzymu, który stanie się narzędziem w putinowskiej geopolityce. Przyjęcie takiego kursu będzie oznaczało pogrzebanie w Watykanie sprawy ukraińskiej, ale także nie przyniesie efektów ekumenicznych, na które liczy Rzym. Choć oficjalnie Watykan nie może prowadzić dialogu z niekanoniczną autokefalią kijowską, to jednak może wyrażać stanowisko poparcia dla jego uznania. Jak bardzo sytuacja na Ukrainie jest skomplikowana, świadczy fakt, że prezydent Poroszenko sam jest diakonem w cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego.

Zaskakujący jest fakt, że pomimo porozumienia z Cyrylem Franciszek cieszy się bardzo dużym zaufaniem na Ukrainie. Samo docenienie Kijowa miałoby także wymiar historyczny, doceniający najstarszą stolicę prawosławia na Rusi. Do tej gry powinny włączyć się milczące na razie episkopaty z państw postkomunistycznych, dla których neocasarolizm może w przyszłości przynieść przykre konsekwencje. Zachowanie zasady rozmowy ze wszystkimi daje gwarancję stabilności w lokalnym procesie ekumenicznym, który i tak jest niezwykle trudny. Również Polska, Litwa, Łotwa, a przede wszystkim Ukraina powinny lobbować w Watykanie w sprawie przyjęcia stanowiska dialogu równoległego i uznania Filareta za formalnego patriarchę Kijowa. Z pewnością na bierności i braku sygnałów w tej sprawie ze strony innych państw korzysta jedynie Rosja.

To dopiero początek

Kolejnym wyzwaniem jest papieskie nauczanie. O ile „Lumen fidei" było jeszcze przygotowywane przez Benedykta XVI, o tyle „Laudato Si'" jest encykliką ściśle wiążącą się z nauczaniem Franciszka. Dokument ten często jest odczytywany jako podpisanie się Watykanu pod polityką zrównoważonego rozwoju, przede wszystkim wsparcia przejścia do gospodarki niskoemisyjnej. Podkreśla się w nim potrzebę integralnego rozwoju człowieka, przede wszystkim harmonii między rozwojem ekonomicznym i kulturowym. Elementem tego ostatniego jest protekcja zasobów, w tym zasobów naturalnych.

Encyklika wywołała jednak konfuzję, przede wszystkim w krajach rozwijających się, gdzie siła rozwoju gospodarczego opiera się właśnie na „brudnych technologiach", w tym gospodarce węglowej. Koszty przejścia do czystej technologii spadłyby na najuboższych, co wiązałoby się z utratą dochodów czy miejsc pracy. W encyklice nie pojawia się rozwiązanie tego dylematu. Poza kwestiami polityki klimatycznej „Laudato Si'" przyniosło także niespodziewany potencjał ekumeniczny: polityka ochrony środowiska naturalnego okazała się bliska chrześcijanom kilku Kościołów, przede wszystkim anglikańskiego, ale także wywołała pozytywny odzew ze strony patriarchy Konstantynopola Bartłomieja. Encykliką ekologiczną papież nadrobił zapóźnienia Kościoła, pozwalając mu się włączyć do bardzo ważnej debaty na temat etyki środowiskowej, w której ma wiele do powiedzenia.

Warto również zwrócić uwagę na kwestie niezwykłej siły fizycznej Franciszka. 81-letni papież ma naprawdę krzepkie zdrowie, zakresowi jego obowiązków i planów na przyszłość mógłby nie sprostać niejeden człowiek w sile wieku. Widać to było przy okazji Światowych Dni Młodzieży, ale także w napiętej do granic możliwości codziennej jego agendzie. Papież już w kwietniu wybiera się również na bardzo trudną pielgrzymkę do Egiptu. Fizyczna sprawność i entuzjazm Franciszka nie zapowiadają szybkiego końca tego pontyfikatu, wbrew deklaracji samego papieża, wcale nie będzie on taki krótki i, jak się wydaje, jeszcze niejednym zaskoczy świat.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Nad Kaplicą Sykstyńską pojawił się 13 marca 2013 roku biały dym. Niedługo potem, kiedy kardynał kamerling Jean-Louis Tauran po formule „Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus papam!" wypowiedział nazwisko nowego papieża, stało się wiadome, że Kościół czekają głębokie zmiany. Zaskoczenie było potrójne. Po raz pierwszy w dziejach wybrano papieża z Nowego Świata, po raz pierwszy został nim jezuita i wreszcie zaskoczeniem było przyjęcia imienia Franciszek, co symbolicznie zwiastowało zapowiedź głębokich zmian. Cztery lata papieża Franciszka były niezwykle intensywne. Jednym tchem można wymienić tylko najważniejsze wydarzenia, jak dwukrotne przewodniczenie Dniom Młodzieży, pielgrzymki do Meksyku, USA i Afryki, kanonizację Jana Pawła II i Jana XXIII, wreszcie otwarcie synodu o rodzinie.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Plus Minus
Prawdziwa natura bestii
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Plus Minus
Śmieszny smutek trzydziestolatków
Plus Minus
O.J. Simpson, stworzony dla Ameryki
Plus Minus
Upadek kraju cedrów
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Plus Minus
Jan Maciejewski: Granica milczenia