Kolejorz przed przerwą cierpiał, to goście prowadzili grę. Podopieczni Gurbana Gurbanowa  spokojnie rozgrywali piłkę, szukali drogi pod bramkę, a techniką popisywał się skrzydłowy Abdellah Zoubir, ale to była przewaga jałowa - debiutujący w Lechu bramkarz Artur Rudko przed przerwą tak naprawdę nie miał okazji, żeby się wykazać.

Niespodzianek w składzie gospodarzy nie było, taki sam skład w pierwszym meczu sezonu mógł wystawić Maciej Skorża. Jakuba Kamińskiego, który latem trafił do VFL Wolfsburg za 10 mln euro, zastąpił Kristoffer Velde, ale był bezbarwny. Miejsce Dawida Kownackiego - jego wypożyczenie dobiegło końca - zajął zaś Michał Skóraś.

Lech o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów walczy już po raz piąty

Lechici w pierwszej połowie zbudowali jeden dobry atak. To była seria błyskotliwych zagrań: podania Jespera Karlstroma, przyjęcia Joao Amarala, ostrego dośrodkowania Joela Pereiery z prawego skrzydła i wreszcie pewnego strzału z bliskiej odległości, czyli najbardziej charakterystycznej akcji Mikaela Ishaka. Tak padł jedyny gol.

Azerowie drugą połowę zaczęli żwawo, ale po kilkunastu minutach mecz się wyrównał. Grę Lecha ożywiły zmiany: Filipa Szymczaka i Adriela Ba Louy. Ten pierwszy w 66. minucie był nawet sam przed bramkarzem, ale uderzył prosto w niego. Więcej dobrych okazji do zdobycia bramki zespoły nie stworzyły.

Lech, który o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów walczy już po raz piąty, zrobił dopiero pierwszy z ośmiu kroków. Droga do szczęścia jest daleka, przedarcie się do elity wymaga wygrania czterech dwumeczów. Jeśli poznaniacy wyeliminują Karabach, w kolejnej rundzie zmierzą się z FC Zurych. Rewanż z Azerami za tydzień o 18:00 w Baku.