Chodzi o procedurę dokonywania zmian traktatu: przejmowania kompetencji państw członkowskich przez Unię (część suwerenności) bez traktatowej zmiany tej umowy międzynarodowej. Specjaliści nazywają to „procedurą kładki” (art. 48 ust. 6 i 7 traktatu).[b]Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie ma być ogłoszony 24 listopada (sygnatura akt K 32/09)[/b].
[srodtytul]Niebezpieczne przejście[/srodtytul]
Pierwsza, łagodniejsza kładka polega na tym, że Rada Europejska, a więc szefowie państw i rządów, może (jednomyślnie) dokonywać zmian traktatu, ale do wejścia ich w życie niezbędne jest zatwierdzenie następcze przez państwa członkowskie zgodnie z ich wymogami konstytucyjnymi.
Druga kładka nie wymaga ratyfikacji – i to jest główny zarzut skarżących. Wprawdzie projekt zmiany trzeba zasygnalizować parlamentowi krajowemu (a jego sprzeciw ją wstrzymuje), ścieżka ta pozwala jednak Radzie zadecydować o przejściu z jednomyślnego podejmowania decyzji w Unii w danej dziedzinie na większość kwalifikowaną.
61 posłów PiS i dwóch niezrzeszonych reprezentowanych przez Antoniego Macierewicza oraz ponad 30 senatorów PiS reprezentowanych przez Piotra Andrzejewskiego złożyło do Trybunału Konstytucyjnego dwa podobne wnioski: o zbadanie konstytucyjności traktatu w zakresie, w jakim dopuszcza przekazywanie Unii kompetencji większością głosów rządów wbrew stanowisku rządu polskiego. I o zbadanie ustawy ratyfikacyjnej traktatu w zakresie, w jakim zgodzie na ratyfikację nie towarzyszy ustawowa gwarancja udziału Sejmu i Senatu w kształtowaniu stanowiska Polski w każdym przypadku przejmowania przez UE kompetencji państwa polskiego. Ich zdaniem za każdym razem polski parlament powinien udzielić uprzedniej zgody na uszczuplenie suwerenności (na zasadach art. 90 Konstytucji RP).
[srodtytul]Dyskusja i manifestacja[/srodtytul]
Obaj wnioskodawcy powoływali się na Niemcy. Ich Trybunał Konstytucyjny w zeszłym roku orzekł, że przyjęcie traktatu wymaga wzmocnienia uprawnień niemieckiego parlamentu, którego stanowisko powinno być podstawą stanowiska rządu w tych kwestiach.
[b]Przedstawiciele Sejmu, prezydenta RP i MSZ wskazywali z kolei, że uchwalona 8 października 2010 r. tzw. ustawa kompetencyjna (w środę nie była jeszcze opublikowana) dostatecznie gwarantuje udział polskiego parlamentu w procedurze przekazywania Unii kolejnych kompetencji RP.[/b]
Poseł Macierewicz wniósł o odroczenie rozprawy o trzy miesiące, do czasu, aż ustawa wejdzie w życie (wtedy będzie zapewne zaskarżona), ale Trybunał odmówił. Poseł opuścił salę, w efekcie Trybunał umorzył sprawę w zakresie poselskiego wniosku. Przewodniczący rozprawie sędzia Marek Mazurkiewicz powiedział, że Trybunał nie miał innego wyboru, ale trzech sędziów zgłosiło votum separatum: Wojciech Hermeliński, Marek Kotlinowski i prezes Bohdan Zdziennicki. O emocjach niech świadczy zdanie prezesa: „nie będę uzasadniał [swego stanowiska], żeby nie podgrzewać atmosfery”.
Nie zmienia to faktu, że całą rozprawę zajęła merytoryczna wymiana argumentów i wiele grzeczności.
W tle była jeszcze jedna kwestia: otóż 2 grudnia wygasa kadencja czterech z 15 sędziów Trybunału, gdyby więc sprawa została odroczona, rozpatrywałby ją dalej skład znacznie zmieniony.
Na szczęście dla sprawy wniosek senacki w zasadzie nie różni się od poselskiego.