W związku z brakiem zrozumienia idei, jaka towarzyszyła mojemu pismu adresowanemu do sędziów rejonowych okręgu warszawskiego, dotyczącym udziału w konkursach na wolne stanowiska sędziowskie w pionie karnym w Sądzie Okręgowym w Warszawie, chciałbym przybliżyć moje intencje.
W pierwszej kolejności wskazać należy, że Ministerstwo Sprawiedliwości przyjęło koncepcję, że pomimo wielu wolnych takich stanowisk w Sądzie Okręgowym w Warszawie w pionie karnym, informację o nich będzie ogłaszało nie w ramach jednego obwieszenia w Monitorze Polskim, ale w kolejnych monitorach sukcesywnie publikowanych.
Czytaj więcej
Jeśli ktoś podejmuje się koordynowania startu sędziów w konkursach, tak, by w każdym był tylko jeden kandydat, to jest to całkowicie naganne i prow...
W Sądzie Okręgowym w Warszawie, jak się dowiedziałem, takich wolnych stanowisk w pionie karnym ma być 15. Do tej pory ukazały się cztery monitory z informacją w każdym z nich o jednym wolnym miejscu. Zainteresowanie tymi konkursami ze strony sędziów rejonowych jest nikłe, bo wolę udziału w nich zgłosiło po kilka osób, a w dwóch przypadkach po jednej. Jak wynikało z rozmów między sędziami, jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy był brak wiedzy o tym, jacy sędziowie chcą startować. Zgłoszenie się do określonego konkursu powoduje przecież, że nie można wziąć udziału w kolejnym. Z perspektywy czasu mogłoby się okazać, że zgłoszenie się do określonego konkursu było dla danego sędziego mniej korzystne niż zgłoszenie się do kolejnego, w którym np. jest mniej kandydatów.
Przy ocenie kandydatur sędziów liczy się staż orzeczniczy
Przy takim nikłym zainteresowaniu mogłoby też dojść do sytuacji, że na jedno wolne stanowisko zgłosiłoby się kilku chętnych, a na kolejne – nikt. Oczywiste też jest, że z uwagi na powstrzymywanie się przez sędziów rejonowych przed udziałem w konkursach organizowanych przez poprzednio funkcjonującą Krajową Radę Sądownictwa, wśród chętnych do zgłoszeń na wolne stanowiska sędziowskie jest wielu sędziów o długim stażu zawodowym i wysokich kompetencjach. Jedne z tych osób orzekają na delegacjach w Sądzie Okręgowym w Warszawie, a inne orzekają w sądach rejonowych. Naturalne jest, że staż orzeczniczy jest jednym z kryteriów, jakie bierze się pod uwagę przy ocenie kandydatur sędziów o podobnych kompetencjach zawodowych. Jest to rzecz oczywista.
Mając na uwadze powyższe uwarunkowania, jako delegat do Kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie, mający brać udział w ocenie kandydatur sędziów, podjąłem się pośrednictwa przy wymianie informacji na temat tego, jacy sędziowie chcą wziąć udział w przyszłości w konkursach na wolne stanowiska sędziowskie, których będą dotyczyły przyszłe obwieszczenia ministra sprawiedliwości. Wyszedłem z założenia, że taka wiedza będzie znacząca przy podejmowaniu decyzji o zgłoszeniu swojej kandydatury.
Sędzia będzie wiedział, z kim może konkurować, a przez to będzie mógł lepiej ocenić swoje szanse. Taka koordynacja wymiany informacji – jawnych przecież dla wszystkich – miałaby racjonalizować udział w tych konkursach. Nie ma w mojej ocenie w tym nic zdrożnego.
W pierwszej kolejności te uzgodnienia poczyniłem z sędziami, którzy orzekają na delegacjach czasowych w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Było mi to łatwiej zrobić, bo pracuję z nimi w tym samym budynku. Lista sędziów deklarujących udział w kolejnych konkursach, z mojego pisma do sędziów rejonowych, została stworzona zasadniczo w oparciu o informacje na temat długości dotychczasowych delegacji tych osób i też nie wszystkich, bo okres urlopowy powodował, że nie do wszystkich tych osób miałem dostęp. Sędziowie, którzy orzekają na delegacjach w ten sposób wyrażają zresztą wolę pracy jako sędziowie okręgowi w przyszłości.
Czytaj więcej
Sędziowie przed siedemdziesiątką nie uratują sądownictwa. To nie jest recepta na problemy wymiaru sprawiedliwości.
Warunkiem mojego udziału w tej wymianie informacji było jednak to, by przekazać je pozostałym sędziom rejonowym, tak by przy tych ustaleniach nie byli pomijani. Wynika to jasno z mojego pisma przesłanego innym sędziom, w którym zaznaczyłem: „Ja ze swojej strony mogę również zadeklarować wobec sędziów rejonowych, którzy będą chcieli brać udział w koordynacji wymiany tych informacji, że również dla nich mogę być pośrednikiem w przekazywaniu informacji na temat konkursów. Moja rola może bowiem polegać na tym, że będę potwierdzał czy osoba, która wyraziła wolę udziału w kolejnym konkursie na wolne miejsce w pionie karnym, będzie brała w nim udział i taką informację przekazywał będę pozostałym osobom, które w takiej wymianie informacji będą chciały uczestniczyć”. Jeżeli sędziowie rejonowi takim udziałem w wymianie informacji byliby zainteresowani, to udostępniłem im swój adres mailowy do kontaktu.
Paweł Dobosz: Stworzona lista nie jest listą preferowanych sędziów
Ani z treści mojego pisma, ani z moich intencji nie wynikało zatem, że zajmuję się koordynacją startów sędziów w konkursach. Miałem przekazywać informacje, kto w nich chce uczestniczyć. Stworzona lista sędziów nie jest żadną listą preferowanych sędziów do udziału w konkursach, a miała być jedynie informacją dla innych sędziów, z kim ewentualnie braliby udział w konkursie. Osoby spoza listy nie są w gorszej sytuacji, niż osoby na liście, bo znając wielu sędziów rejonowych wiem, że dysponują stażem pracy większym niż osoby na liście, a ich kompetencje wcale nie są mniejsze. Mogą zatem, nie bez szans, brać udział w konkursie z osobami wskazanymi na liście.
Nie zgadzam się zatem z ocenami, że stworzona została jakaś „spółdzielnia”, bo takie porozumienia są niejawne, ukrywane przed osobami zainteresowanymi. Ja moje pismo upowszechniłem, przesyłając je prezesom sądów rejonowych do wiedzy sędziów karnych, po to by wszyscy na równych zasadach mieli dostęp do wymiany informacji, w których przekazywaniu będę pośrednikiem. Zwracając się 23 września do prezesów napisałem również „Deklaracje sędziów zgłoszeń na poszczególne monitory nie stanowią blokady czy rezerwacji tych miejsc, a jedynie racjonalizację udziału w konkursach o wolne stanowiska sędziowskie. Ja sam zdaję sobie sprawę, że wśród sędziów rejonowych jest wielu kompetentnych sędziów, którzy nie orzekali na delegacjach do Sądu Okręgowego w Warszawie, a ich doświadczenie zawodowe uzasadnia aspiracje awansu. Moje pismo natomiast, jako delegata do Kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie, który będzie brał udział w opiniowaniu sędziów w konkursach, jest zaproszeniem do wzięcia w nich udziału, by dzięki zwiększonej konkurencyjności na stanowiska sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie powołane zostały osoby najbardziej kompetentne”.
Czytaj więcej
Ustawa zasadnicza nie dzieli sędziów według rodzaju sądów, w których orzekają. Nic w niej nie ma o sędziowskich awansach. Zostały wymyślone przez p...
Nie wiem, przyznam się, jak bardziej wyrazić respekt wobec sędziów rejonowych i jaśniej wskazać intencje, które były źródłem pisma mojego autorstwa. W jego treści, ani w przedstawionym w nim sposobie wymiany informacji, nie ma nic na temat koordynacji startów sędziów w konkursach, bo każdy z nich będzie taką decyzję podejmował indywidualnie. Moje pismo nie przewiduje żadnej nieformalnej procedury. Dostęp do informacji ma ułatwić bowiem decyzję o zgłoszeniu swojej kandydatury na wolne stanowisko sędziowskie i ma zwiększyć konkurencyjność konkursów, a nie je ograniczyć. Celem pisma było również wzmocnienie transparentności konkursów. Miało ono w sposób jawny, a więc przeciwny do ustaleń jakichś „spółdzielni”, pozwolić sędziom na udział w wymianie informacji, które mogą mieć istotne znaczenia dla podejmowania przez nich decyzji o udziale w konkursie na wolne stanowisko sędziowskie w pionie karnym Sądu Okręgowego w Warszawie.
Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie