Widział pan zapewne pismo sędziego Pawła Dobosza, delegata do Kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie, które ujawniono w mediach społecznościowych. Podjął się on misji koordynowania informacji na temat tego, kto zamierza brać udział w danym konkursie na wolne stanowisko sędziowskie, by uniknąć „zbędnej kumulacji zgłoszeń”, „blokowania sobie możliwości udziału w konkursie”, bo może sędziowie „nie chcieliby wzajemnie ze sobą konkurować”. Słowem, spółdzielnia.

Nie znałem wcześniej tego pisma. Natomiast niedozwolone jest, aby jakaś osoba prowadziła, jak pan to ujął, „koordynację” zgłaszania się kandydatów. Nie przewidują tego żadne przepisy, a poza tym narusza to ideę postępowania konkursowego. Prowadzenie tego rodzaju czynności w sposób zorganizowany uważam za działanie niewłaściwe. Natomiast jeżeli potencjalni kandydaci między sobą uzgadnialiby, w którym konkursie zamierzają wystartować, to jest to już kwestia innego charakteru. Jeśli jeden sędzia powie drugiemu, że np. on nie zgłosi się do tego konkursu, do którego zgłosił się kolega, i poczeka na następny, to trudno doszukiwać się jakiejś naganności. Natomiast jeśli jakaś osoba w sposób zorganizowany podejmuje się koordynowania startu sędziów, to jest całkowicie naganne, ponieważ prowadziłoby do wypaczenia istoty postępowania konkursowego. Każdy musi podjąć indywidualną decyzję co do tego, w jakim momencie chce się zgłosić. Uruchomienie jakiejś nieformalnej procedury nie mieści mi się w głowie. Jestem zaskoczony, że taka inicjatywa się pojawiła.

Czy jest to sprawa, która powinna stać się przedmiotem zainteresowania rzecznika dyscyplinarnego?

Być może. Na pewno to budzi wątpliwości, dlatego trzeba się temu bliżej przyjrzeć, wyjaśnić okoliczności. Nie wiem, jaka idea przyświecała osobie, która takie działania podjęła, ale wydaje mi się, że jest to z gruntu niewłaściwe podejście do postępowań nominacyjnych.

Niezależnie od tego, z informacji KRS wynika, że w wielu ogłoszonych już konkursach zgłasza się tylko jeden kandydat. Sędziowie wiedzą, że wakatów jest dużo i konkursów będzie dużo, więc chcą uniknąć konkurencji. Może to wskazywać na to, że jakoś to między sobą ustalają. Wcześniej wiele zastrzeżeń co do tzw. neosędziów, czyli osób awansowanych przez poprzednią KRS, dotyczyło nie tylko tego, że byli oni nominowani przez wadliwie wybrany organ, ale też i tego, że startowali w konkursach, w których często byli jedynymi kandydatami, ponieważ wielu innych sędziów, z uwagi na wadliwość Rady, powstrzymywało się od udziału w konkursach.

Zarówno ja, jak i Rada stoimy na takim stanowisku, że postępowania nominacyjne dotyczące awansów do wyższych instancji powinny mieć charakter konkursowy i powinno się wybierać najlepszego kandydata spośród kilku. Z tym że obecna sytuacja jest o tyle specyficzna, że wiadomo, że przez dłuższy czas tych konkursów w ogóle nie było. Minister sprawiedliwości ogłasza obwieszczenia partiami. Jeśli do danego sądu ogłoszonych jest kilka konkursów na wolne miejsca, a jest kilku potencjalnych zainteresowanych, to z ich punktu widzenia nieracjonalne byłoby, gdyby wszyscy zgłaszali się do pierwszego konkursu. To, że przez długi czas konkursy nie były ogłaszane, a teraz się kumulują, musi w jakiś sposób rzutować na sposób, w jaki ci kandydaci się zgłaszają. Trzeba też pamiętać, że np. do konkursu na wolne stanowisko w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie mogą się zgłaszać sędziowie z obszaru całej apelacji, a nie tylko z okręgu warszawskiego, a także spoza środowiska sędziowskiego w ogóle. W konkursie na wolne stanowisko w tym sądzie zgłosiło się przykładowo trzech kandydatów. Nie jest też tak, że w każdym przypadku zgłasza się jedna osoba na jedno miejsce. Trzeba będzie zobaczyć, jak to się będzie przedstawiać w następnych miesiącach.

Czytaj więcej

Piotr Mgłosiek: Konkursy sędziowskie do powtórki

Powiedział pan, że KRS stoi na stanowisku, by wolne miejsca w sądach obsadzać w procedurach konkursowych, w których dokonuje się oceny kilku kandydatów. Czy istnieje prawna możliwość, by unieważnić postępowanie konkursowe, do którego zgłosiła się tylko jedna osoba?

Formalnie przepisy nie dają takiej możliwości. Jeżeli zgłosi się tylko jedna osoba, która spełnia wszystkie przesłanki merytoryczne do tego, żeby zostać powołana, to nie ma podstaw, by jej nie powołać. Proszę pamiętać, że przez wiele lat przy ocenie kandydata do awansu w ogóle nie była brana pod uwagę ocena zgromadzenia ogólnego sędziów danego sądu. Teraz jest to brane pod uwagę, tak samo jak ocena sędziego wizytatora. Jeśli zatem ktoś ma te pozytywne oceny, ma dobre wyniki, jeżeli chodzi o stabilność orzecznictwa, terminowość sporządzania uzasadnień czy ma w dorobku sprawy o istotnym znaczeniu, to dlaczego taka osoba miałaby nie zostać przedstawiona na wolne stanowisko sędziowskie tylko dlatego, że nie zgłosił się inny kandydat? Idea konkursu polega na tym, by wybrać osobę, która rzeczywiście posiada odpowiednie kwalifikacje. Możemy sobie wyobrazić taką sytuację, że zgłosi się pięciu kandydatów do jednego konkursu i żaden z nich nie będzie miał tak dobrej oceny merytorycznej, jak ktoś, kto się zgłosił do innego postępowania i był jedynym kandydatem. Z punktu widzenia interesu wymiaru sprawiedliwości, który wymaga, by dobry kandydat został przedstawiony na stanowisko sędziowskie, nie zawsze postępowanie, w którym zgłosiło się np. trzech kandydatów, przyniesie automatycznie lepszy rezultat niż to, w którym kandydat był tylko jeden. Fakt zgłoszenia się tylko jednej osoby nie może przekreślać szans kogoś, kto obiektywnie ma podstawy do tego, żeby być awansowanym.

Czyli, jeśli zgłosił się tylko jeden kandydat, to wcale nie oznacza, że rada od razu go powoła?

Oczywiście. To nie jest tak, że jak się zgłosi jeden chętny, to KRS musi go wybrać. Nieraz bywało, że rada nie rekomendowała żadnego kandydata. I to nie tylko wtedy, gdy w danym konkursie uczestniczyła tylko jedna osoba, ale nawet wtedy, gdy kandydatów było kilku.

Czytaj więcej:

Sądy i Prokuratura Kto zapełni etaty w sądach?

Pro