Taki będzie skutek zawetowania przez Karola Nawrockiego reformy procedury karnej. Reformy, która gwarantuje każdemu prawo do obrońcy od pierwszego zatrzymania, prawo do pomocy tłumacza czy ograniczenie możliwości stosowania tymczasowego aresztowania, gdy nie istnieje obawa matactwa lub ucieczki oskarżonego. Reformy, która zakazuje wykorzystywania w postępowaniu karnym dowodów zdobytych w drodze przestępstwa, zwiększa gwarancje procesowe dzieci, czy okraja nadmiernie rozbudowane – względem sądu – uprawnienia prokuratorów (tzw. wiążące sprzeciwy w sprawie zastosowania listu żelaznego czy zamiany tymczasowego aresztowania na kaucję). Reformy, dodajmy, wypracowanej przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego. Mało tego – lwia część jest po prostu implementacją unijnych dyrektyw.
Prezydent zawetował reformę procedury karnej. Z jakiego powodu?
„Decyzja została podjęta z troski o bezpieczeństwo obywateli i skuteczność państwa w walce z najgroźniejszą przestępczością. Przyjęcie pojedynczych rozwiązań korzystnych nie jest wystarczającą przesłanką do podpisania ustawy. Nowe przepisy mogłyby bowiem utrudniać prowadzenie postępowań karnych, co byłoby sprzeczne z interesem obywateli i obowiązkiem państwa do zapewnienia im bezpieczeństwa” – czytamy w komunikacie Rafała Leśkiewicza, rzecznika prezydenta. Jak dodawał, nie bez znaczenia było to, że poważne uwagi wobec ustawy zgłaszały także środowiska prokuratorskie, wskazując, że wprowadzane zmiany rodzą wysokie ryzyko chaosu proceduralnego.
Czytaj więcej
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek odniósł się do decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który zawetował nowelizację procedury karnej.
„Państwo musi gwarantować rzetelny proces, ale także chronić obywateli przed przestępczością. By to było możliwe i skuteczne, prawo karne musi być jasne oraz precyzyjne, a tego w nowelizacji zabrakło” – stwierdził.
Po pierwsze, warto mieć na względzie, że przeciwna reformie była tylko część środowisk prokuratorskich. Mam wiele szacunku do prokuratorów i ich ciężkiej, niewdzięcznej pracy. Doceniam ich wysiłki w zwalczaniu przestępczości, wiem, że procedury nie zawsze sprzyjają efektywności. Ale na litość boską przecież nie staną się nagle bezsilni tylko dlatego, że będą musieli pouczyć podejrzanego o prawie do pomocy obrońcy. Jeśli prokuratorzy, którzy w naszym systemie prawnym są nie tylko oskarżycielami publicznymi, ale również stoją na straży praworządności, boleją nad odebraniem im możliwości wykorzystywania dowodów uzyskanych w drodze przestępstwa, to warto się zastanowić w jakim kraju żyjemy? A w jakim chcielibyśmy żyć?