Reklama

Filip Wyszyński: Kazus Wenezueli a międzynarodowe prawo gospodarcze

Prawo bywa instrumentem wykorzystywanym punktowo, akcesoryjnie, w przypadkach, gdy strona powołująca się na normy prawne i zwyczaje międzynarodowe uznaje to za korzystne.

Publikacja: 15.01.2026 04:41

Filip Wyszyński: Kazus Wenezueli a międzynarodowe prawo gospodarcze

Donald Trump

Foto: EPA/SHAWN THEW/POOL/PAP

Wydarzenie o wielkiej światowej doniosłości, a więc uprowadzenie (bądź aresztowanie) przywódcy Wenezueli Nicolása Maduro (choć nie prezydenta, jako że Polska i UE nie uznają go za przywódcę de iure) ogniskuje szereg problemów i wyzwań związanych ze współczesną geoekonomią i prawem gospodarczym w wydaniu transnarodowym. Obie kluczowe dziedziny społeczne nie potrafią oprzeć się trendom protekcjonistycznym i interwencjonistycznym, które niekiedy sprowadzają się wspólnie do prowadzenia polityk „faktów dokonanych”, ale nie zawsze – debata na temat Grenlandii toczy się otwarcie. Prawo jest przy tym instrumentem wykorzystywanym punktowo, akcesoryjnie, w przypadkach, gdy strona powołująca się na normy prawne i zwyczaje międzynarodowe uznaje to za korzystne.

Czytaj więcej

Spór o Grenlandię może skończyć się sankcjami. Na celowniku Google, Meta i Microsoft

Kazus Wenezueli. Czy interwencja USA to przejaw gorączki surowcowej?

W przekazie medialnym i publicystyce zazwyczaj pojawia się sformułowanie, że rzeczywistym celem interwencji amerykańskiej w Wenezueli są tamtejsze bogate złoża ropy naftowej (około 17 proc. światowych rezerw). W istocie prezydent D. Trump (wypowiedź podczas konferencji) nie kryje, że USA zamierzają odbudować swoją (i wenezuelską) infrastrukturę wydobywczą i stać się eksporterem ropy z tego regionu. Dążenia te wpisują się w ogólny trend, który pozwalam sobie określać mianem „gorączki surowcowej”. Mocarstwa rywalizują między sobą zwłaszcza na strategicznym kierunku metali ziem rzadkich i nośników energetycznych. Na tym tle budowane są mury między USA a NATO w dyplomatycznym sporze na temat Grenlandii, posadowionej na minerałach krytycznych (z punktu widzenia integralności granic na Starym Kontynencie państwa europejskie stoją w obliczu bezalternatywności – powinny opowiedzieć się za Danią i ogólnie przyjmują takie stanowisko w ramach UE, z wyjątkiem Węgier); a także zarysowują się linie podziału – zagadnieniem, które wkrótce może ujawnić się z całą stanowczością będzie górnictwo głębinowe, otwierające nowe polityki oraz spory prawne w tym zakresie. Oceany skrywają wielkie pokłady niklu, miedzi i kobaltu, a administracja USA jest gotowa rozpocząć ich przemysłowe wydobycie, przy czym można spodziewać się oporu części państw, które zorganizują swój sprzeciw wokół prawdziwego skądinąd argumentu zagrożeń środowiskowych.

Koszty inwestycyjne. Czy amerykańskie koncerny zechcą ponieść koszt renowacji infrastruktury wydobywczej?

Oczywiście zyskanie dostępu do wielkich złóż ropy ma swoje znaczenie (zwłaszcza w świetle zacieśnienia sojuszu Chin z Bliskim Wschodem, w szczególności z Arabią Saudyjską), ale nawet to znaczenie staje pod znakiem zapytania z powodu olbrzymich (i wciąż nie dających się oszacować) kosztów inwestycyjnych.

Po pierwsze, mimo złóż przewyższających 300 mld baryłek i złoża arabskie, udział wenezuelskiej ropy w rynku opiewa na mniej niż 1 proc. światowej produkcji.

Reklama
Reklama

Po drugie (i w konsekwencji), zwiększenie wydobycia wymaga znaczących nakładów. Nie wiadomo, czy amerykańskie koncerny zechcą ponieść koszt renowacji infrastruktury wydobywczej szacowany na powyżej 100 mld dol. (o czym pisała na łamach „Rz” D. Walewska, „Czy będzie wyścig po wenezuelską ropę? Koncerny bez hurraoptymizmu”).

Po trzecie, nawet jeśli koncerny zostaną do tego nakłonione w wyniku nacisków pozarynkowych (politycznych), a więc systemem przywilejów gospodarczych, czy groźbą utrudnień administracyjnych, nieułożenie stosunków międzynarodowych na linii Waszyngton–Caracas będzie uniemożliwiało odbudowę infrastruktury i zwiększanie podaży.

Na razie administracja prezydenta USA oświadcza, iż zamierza tymczasowo kierować Wenezuelą i oprócz amerykańskich korzyści finansowych dążyć do nieskonkretyzowanego w żaden sposób „dobrobytu narodu wenezuelskiego”. Zaostrzenie konfliktu, działania wojskowe czy partyzanckie mogą uniemożliwić wydobycie i wciągnąć USA w kosztowny i długotrwały konflikt. Nie wiadomo też, czy od razu znajdą się nabywcy, gdyż znaczenie może mieć także pochodzenie surowca (deklaracja zakupów z tego kierunku stanie się jednocześnie rodzajem deklaracji politycznej), jednak przewidywać można, że ropa skierowana zostanie głównie do USA. Dużo ważniejsze wydaje się jednak ilustratywne dowiedzenie, że USA wciąż potrafią skutecznie korzystać z pozaprawnych metod wywierania presji na arenie międzynarodowej.

Czytaj więcej

Donald Trump grozi kolejnemu państwu. „Zanim będzie za późno”. Jest odpowiedź

Doktryna „Donroe” vs. doktryna Drago

Rozważając ponowny dostęp do złóż prezydent Trump powoływał się na nacjonalizację amerykańskiej infrastruktury, w domyśle za czasów Carlosa Andrésa Péreza i Hugo Cháveza. Roszczenia te ocenia się jako wysoce wątpliwe. Istnieje właściwa ścieżka prawna dla zrewidowania procesu nacjonalizacji i adekwatności odszkodowania. Podkreślić trzeba, że państwa nie przenoszą praw do zasobów naturalnych na podmioty prawa prywatnego; zasoby te stanowią składniki terytorium państwa, które składa się z lądu, wód śródlądowych, morza w części wyłącznej strefy przybrzeżnej, przestrzeni powietrznej nad terytorium, a także wnętrza ziemi, gdzie koniec zwierzchności terytorialnej jest granicznie niedookreślony, ale przyjmuje się, że kończy się tam, gdzie sięga praktyka wydobywcza. Wszelkie złoża, surowce i ropa należą do państwa, które może przekazywać koncesje poszukiwawcze, bądź wydobywcze. Podstawowymi środkami ochrony stają się umowy bilateralne o ochronie inwestycji (tzw. BIT-y, od Bilateral Investment Treaty), traktaty międzynarodowe i arbitraż inwestycyjny. Nieekwiwalentność odszkodowania jest nadużyciem i formą „rajderstwa”, podobnie jak stosowanie nacisków pozaprawnych w celu zrewidowania inkryminowanej nacjonalizacji.

Poszukiwanie środków faktycznego (pozaprawnego) rozwiązania sprawy mieści się jednak w paradygmacie osłabiania kompetencji instytucji ponadnarodowych, takich jak Międzynarodowy Trybunał Karny, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Światowa Organizacja Handlu (WTO) czy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Międzynarodowe instytucje, charakteryzujące się niekiedy względnie wolnym i wieloczynnikowym „ważeniem” spraw, stanowią balast i nie obsługują przejścia na nową doktrynę Monroe, zwaną już nawet doktryną „Donroe”. Chętnie przywoływana doktryna Monroe z 1823 r. nie wydaje się klarownym punktem orientacyjnym, a przy tym jest traktowana bardzo wybiórczo.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kolejny abordaż tankowca floty cieni. Amerykanie się rozpędzają

Warto przypomnieć, że zgodnie z założeniami przedstawionymi przez prezydenta Jamesa Monroe’a USA miały nie ingerować w sprawy kolonii (w tym Kanady) i stronić od wszelkich ingerencji w wewnętrzne sprawy państw Europy. Pretensje dotyczące terytorium Kanady (która zdaniem prezydenta Trumpa powinna stać się 51. stanem USA) oraz wobec Grenlandii (nie mówiąc o pozaterytorialnym sporze o rolę UE i grę na jej instytucjonalne osłabienie oraz fragmentaryzację UE na wzór państw narodowych, które musiałyby bilateralnie układać swoje stosunki z USA) kłócą się z powoływaną doktryną. W tym sensie chodzi raczej o „poprawkę” prezydenta Roosevelta z 1904 r. (Roosevelt Corollary), która zmieniła charakter doktryny Monroe, przechodząc od charakteru pasywnego do ofensywnego i dopuszczając interwencje w Ameryce Łacińskiej.

Najbliższy czas pokaże, czy kraje regionu (być może pod przewodnictwem Hiszpanii) sformułują nową doktrynę Drago (założenia sformułowane w 1902 r. przez argentyńskiego ministra spraw zagranicznych L.M. Drago skupiały się wokół ochrony suwerenności państw tamtego obszaru przed interwencjonizmem ze strony mocarstw). Wydarzenia sprzed ponad 100 lat mają niemało podobieństw do sytuacji obecnej – wówczas Wenezuela niezdolna do obsługi długów zagranicznych została poddana blokadzie morskiej w celu wyegzekwowania roszczeń europejskich, głównie brytyjskich i niemieckich.

W nowym układzie prawo staje się instrumentem jednym z wielu, ale nie nieważnym. Administracja amerykańska głosi dominację czystej siły i władzy w nowym porządku światowym, jednak prawo wciąż będzie odgrywać ważne role, choć traktowane będzie selektywnie. Spodziewać się można przykładowo pozwów przygotowanych przez prawników strony chińskiej czy rosyjskiej, gdyby ich inwestycje naftowe w Wenezueli na skutek interwencji amerykańskiej stały się zagrożone.

Rywalizacja mocarstw staje się wielodomenowa, a prawo jest instrumentem uzupełniającym.

Czytaj więcej

Ekspert: Pojmanie Maduro można traktować jako polityczny kidnaping
Reklama
Reklama

Surowiec przyszłości? Należy spodziewać się rekordowego obrotu na rynku ropy naftowej

Na przekór prognozowanym tendencjom popyt na ropę naftową wcale nie spada; przeciwnie – jak wskazuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA), należy spodziewać się rekordowego obrotu na rynku ropy naftowej w najbliższych latach. Wydobycie wzrasta nie tylko w ramach OPEC+, ale także po stronie Brazylii, Kanady, Gujany i w końcu samych USA. IEA raportuje, że „popyt na ropę może rosnąć dłużej, niż wcześniej sądzono”.

Z kolei jej podaż wciąż nie znajduje swojego sufitu, który zdają się obecnie napotykać źródła odnawialne – koszt przemodelowania gospodarek na zieloną energię okazuje się wyższy, niż zakładany, a gospodarcze „czarne łabędzie” każą ograniczać ambitne cele klimatyczne. Z kolei konwencjonalne złoża ropy naftowej są dalekie od wyczerpania, a zaadaptowana już technologia wydobywcza poprzez szczelinowanie (tzw. fracking) skokowo zwiększa zasoby naftowe, co – znowu – z punktu widzenia środowiskowego ma swoją negatywną wymowę, gdyż z odwiertów w sposób niekontrolowany wydobywa się metan (zob. poprzednio wskazany problem szczelinowania głębokich złóż morskich). Nadmienić trzeba, że szczyt klimatyczny COP30 nie osiągnął porozumienia w sprawie planu wyjścia z węgla, ropy i gazu. Interesujący jest przykład sektora węglowego, którego eliminowanie w Europie wydaje się wręcz napędzać jego popularność w pozostałych częściach świata, połączonych łańcuchami dostaw i zależności.

Dodać trzeba, że to właśnie na tej kanwie (tj. sektora wydobywczego) USA żądają zniesienia, bądź opóźnienia unijnych wymogów dla amerykańskiego gazu i ropy, wynikających z tzw. rozporządzenia metanowego – tj. rozporządzenia 2024/1787 o redukcji emisji metanu w sektorze energetycznym, co stanowi tylko jeden z zarysowujących się coraz głębiej podziałów między USA a UE.

Co być może paradoksalne – wobec wyszczególnionych powyżej problemów to ropa naftowa ma szansę stać się stabilizatorem dla dynamicznie zmieniającego się świata obrotu gospodarczego, który traci punkty odniesienia, nie tylko w sferze społecznej czy prawnej, ale także ekonomicznej, na poziomie indeksów i wskaźników.

Autor jest doktorem prawa specjalizującym się w międzynarodowym prawie gospodarczym, radcą prawnym

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Premier Grenlandii: Wybieramy Danię. Donald Trump: Nie wiem kim on jest
Opinie Prawne
Tomasz Zalewski: Niemiecka lekcja cyberbezpieczeństwa
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Może przełożyć KSeF?
Opinie Prawne
Szymaniak: A ile dywizji ma prokuratura, czyli o powodach obrony Ewy Wrzosek
Opinie Prawne
Sławomir Wikariak: Walka dwóch wilków RODO
Opinie Prawne
Sławomir Wikariak: Prezydent ufa big techom, nie państwu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama