Wydarzenie o wielkiej światowej doniosłości, a więc uprowadzenie (bądź aresztowanie) przywódcy Wenezueli Nicolása Maduro (choć nie prezydenta, jako że Polska i UE nie uznają go za przywódcę de iure) ogniskuje szereg problemów i wyzwań związanych ze współczesną geoekonomią i prawem gospodarczym w wydaniu transnarodowym. Obie kluczowe dziedziny społeczne nie potrafią oprzeć się trendom protekcjonistycznym i interwencjonistycznym, które niekiedy sprowadzają się wspólnie do prowadzenia polityk „faktów dokonanych”, ale nie zawsze – debata na temat Grenlandii toczy się otwarcie. Prawo jest przy tym instrumentem wykorzystywanym punktowo, akcesoryjnie, w przypadkach, gdy strona powołująca się na normy prawne i zwyczaje międzynarodowe uznaje to za korzystne.
Czytaj więcej
Jeśli Donald Trump zdecyduje się na siłową realizację planów aneksji Grenlandii, Europa nie zamie...
Kazus Wenezueli. Czy interwencja USA to przejaw gorączki surowcowej?
W przekazie medialnym i publicystyce zazwyczaj pojawia się sformułowanie, że rzeczywistym celem interwencji amerykańskiej w Wenezueli są tamtejsze bogate złoża ropy naftowej (około 17 proc. światowych rezerw). W istocie prezydent D. Trump (wypowiedź podczas konferencji) nie kryje, że USA zamierzają odbudować swoją (i wenezuelską) infrastrukturę wydobywczą i stać się eksporterem ropy z tego regionu. Dążenia te wpisują się w ogólny trend, który pozwalam sobie określać mianem „gorączki surowcowej”. Mocarstwa rywalizują między sobą zwłaszcza na strategicznym kierunku metali ziem rzadkich i nośników energetycznych. Na tym tle budowane są mury między USA a NATO w dyplomatycznym sporze na temat Grenlandii, posadowionej na minerałach krytycznych (z punktu widzenia integralności granic na Starym Kontynencie państwa europejskie stoją w obliczu bezalternatywności – powinny opowiedzieć się za Danią i ogólnie przyjmują takie stanowisko w ramach UE, z wyjątkiem Węgier); a także zarysowują się linie podziału – zagadnieniem, które wkrótce może ujawnić się z całą stanowczością będzie górnictwo głębinowe, otwierające nowe polityki oraz spory prawne w tym zakresie. Oceany skrywają wielkie pokłady niklu, miedzi i kobaltu, a administracja USA jest gotowa rozpocząć ich przemysłowe wydobycie, przy czym można spodziewać się oporu części państw, które zorganizują swój sprzeciw wokół prawdziwego skądinąd argumentu zagrożeń środowiskowych.
Koszty inwestycyjne. Czy amerykańskie koncerny zechcą ponieść koszt renowacji infrastruktury wydobywczej?
Oczywiście zyskanie dostępu do wielkich złóż ropy ma swoje znaczenie (zwłaszcza w świetle zacieśnienia sojuszu Chin z Bliskim Wschodem, w szczególności z Arabią Saudyjską), ale nawet to znaczenie staje pod znakiem zapytania z powodu olbrzymich (i wciąż nie dających się oszacować) kosztów inwestycyjnych.
Po pierwsze, mimo złóż przewyższających 300 mld baryłek i złoża arabskie, udział wenezuelskiej ropy w rynku opiewa na mniej niż 1 proc. światowej produkcji.