Wiele wskazuje na to, że pójdzie w ślady innych sędziów krytycznych wobec władzy, których odsunięto od wymierzania sprawiedliwości. Sędzia Paweł Juszczyszyn jest tego najlepszym przykładem. Jego opór przeciwko decyzjom nowej Krajowej Rady Sądownictwa skończył się dla niego odsunięciem od orzekania, czyli wypchnięciem poza system. Stąd też dzisiejsze oświadczenia Tulei o nieuznawaniu decyzji Izby Dyscyplinarnej SN czy KRS i stawianie się na rozprawy, które miał prowadzić, mają raczej charakter symboliczny. Nie przyniosą chyba jakiegoś praktycznego efektu.

Trudno się spodziewać, że sprawa Tulei stanie się obecnie katalizatorem dla większych protestów. Społeczny ruch obrony sądów ma tendencję spadkową. Przed kilku laty Komitet Obrony Demokracji mobilizował w tej sprawie dziesiątki tysięcy ludzi, ale te czasy już minęły i raczej nie powrócą. Dla wielu bowiem spór spowszedniał, inni przekonali się, że groźby końca demokracji w Polsce, zapowiadane od lat, nie sprawdziły się.

Dwie organizacje sędziowskie otwarcie krytykujące działanie władz mają charakter środowiskowy. Tuleya należy dziś do niewielkiej grupy sędziów, którzy zdecydowali się kontynuować protest wobec przeforsowanych przez PiS zmian, raczej przypominając o swojej niezgodzie niż realnie wpływając na działanie sądownictwa.

Sędzia był jednym z najostrzejszych krytyków obecnego systemu. Wkrótce może jednak znaleźć się poza nim. Jego zapowiedzi nieuznawania nie tylko decyzji Izby Dyscyplinarnej SN, ale też ignorowania wezwań do prokuratury we własnej sprawie, mogą mieć dalsze konsekwencje. Kończące się nawet usunięciem z zawodu, bo taki może być osobisty koszt jego protestu.

Zapraszam do lektury najnowszego numeru dodatku "Sądy i prokuratura".

Czytaj też: Tuleya: Prawa nie złamałem. Pokazałem tylko, że król jest nagi