Między jednym a drugim jest jednak zasadnicza różnica. Wygaśnięcie stosunku pracy to instytucja nadzwyczajna, stosowana w wyjątkowych okolicznościach, jak śmierć pracownika czy pracodawcy albo długa nieobecność podwładnego z powodu jego aresztowania.

Ustawodawca zdaje się jednak tego nie zauważać. Zrobił czystki w zarządach publicznych mediów i w służbie cywilnej, a teraz zamierza zaprowadzić porządek na niższych szczeblach tych mediów. A wszystko po najmniejszej linii oporu, korzystając z instytucji wygaszania stosunków pracy. Nie zważa na fakt, że rzecznik praw obywatelskich skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności zmian w ustawie o służbie cywilnej w tym zakresie.

Wygaszanie stosunków pracy może naruszać konstytucyjne prawo do sądu. W odróżnieniu bowiem od rozwiązania umowy w trybie wypowiedzenia odbiera się pracownikowi możliwość walki o sprawiedliwość. Sąd nie bada wtedy zasadności przyczyny wypowiedzenia, poprzestaje na sprawdzeniu, czy wystąpiły przesłanki wygaśnięcia umowy. Ale może właśnie o to ustawodawcy chodzi.

O tym, że za takie działania możemy zapłacić wszyscy, bo niewykluczone są roszczenia zwolnionych wobec Skarbu Państwa, pisze radca prawny Adrian Prusik w artykule: "Etaty można wygaszać tylko w nadzwyczajnych sytuacjach".

Zapraszam do lektury tygodnika.