Demokracja konstytucyjna wymaga dojrzałości i świadomości prawnej społeczeństwa. Jej istotą jest dyskurs, stanowiący podstawę decydowania przez większość o kwestiach zasadniczych. Umiejętność krytycznej analizy prezentowanych koncepcji jest warunkiem niezbywalnym jej sensownego funkcjonowania. Niedojrzała struktura społeczna łatwo poddaje się instrumentalnemu sterowaniu i manipulacyjnym technikom. Wykorzystywaniu religijnych lub rasowych uprzedzeń, irracjonalnych niechęci czy resentymentów.

Wielka rola kształcenia

Stąd tak wielką rolę w demokracji konstytucyjnej odgrywa edukacja na wszystkich poziomach. Prawidłowo ukształtowany system kształcenia pozwala stopniowo budować podwaliny opartego na wiedzy, racjonalnego społeczeństwa otwartego. Jednym z poważniejszych zaniechań okresu postkomunistycznej transformacji było nie dość głębokie zreformowanie szeroko pojętego systemu edukacji. Nie podejmując nawet próby opracowania systemowych założeń niezbędnych w demokracji konstytucyjnej, ograniczono się do, niejednokrotnie jedynie fasadowego, egalitarnego, szerokiego dostępu i otwartości studiów wyższych. Zaniedbano edukację zawodową i średnią specjalizacyjną, przede wszystkim zaś dopuszczono się poważnych zaniechań w zakresie edukacji podstawowej. Jednym z wielu błędów było niedostosowanie podstawy programowej do zmian zachodzących w otaczającej nas rzeczywistości oraz pozostawienie bez głębszej refleksji problemu edukacji społeczeństwa obywatelskiego, zastępując rzeczywiste potrzeby niekontrolowaną edukacją religijną. Wprawdzie niezłym pomysłem było szkolenie gimnazjalne, ale i ono nie ustrzegło się przed pamięciowym i odtwórczym programem, przede wszystkim zaś nie przetrwało próby czasu, ulegając bezmyślnej politycznej presji.

Umiejętności zamiast pamięciówki

W zasadzie wszyscy wiedzieli, że w dobie nieograniczonego dostępu do informacji niecelowe jest pamięciowe opanowywanie materiału, lecz wykształcenie umiejętności weryfikowania dostępnych z łatwością informacji oraz dostrzegania rzeczywistych łańcuchów przyczynowo-skutkowych. Że punkt ciężkości kłaść trzeba na umiejętności, logiczne myślenie, wykorzystywanie wiedzy w nowych sferach i dziedzinach, że niezwykle ważne jest rozumienie procesów zachodzących we współczesnym świecie, prawideł działania systemów demokratycznych, roli mediów oraz znaczenia historii dla zmian dokonujących się w aktualnej rzeczywistości. Czy to jednak z lenistwa, czy z braku zdolności przewidywania, nikt nie zdecydował się na głębokie zmiany w systemie edukacji. Jak się wydaje, skutki tego stanu rzeczy obserwujemy dziś, przy czym w dobie prymatu uprzedzeń nad rozumem uderzają one w nas ze zdwojoną siłą.

Czytaj więcej

1 września to początek nowego. Szkoły czekają duże zmiany.

W społeczności wykształconej w takim systemie skuteczne okazują się nawet niewyrafinowane techniki oddziaływania przez zależne, podległe media czy pomysły łopatologicznej indoktrynacji w procesie edukacyjnym.

Przejawy takiego podejścia dostrzec można w zmianach programowych oraz podręczniku do nowego przedmiotu „Historia i teraźniejszość”.

Podręcznik ten, co z bólem przyznajemy, sygnowany przez akademika, obok mniej lub bardziej słusznie krytykowanych treści historycznych zawiera uprzedzenia, fobie, poglądy i obawy jego autora, podane – jak należy sądzić – z zamierzeniem indoktrynacyjnym.

W skromnym mniemaniu niżej podpisanych, koncept taki – jako banalny, widoczny na pierwszy rzut oka i śmieszny – nie powinien i nie może przynieść oczekiwanego efektu.

Jednakowoż niestety, na przestrzeni ostatnich kilku lat nasze przekonanie, co powinno i może, a co nie może się udać, rzeczywistość niejednokrotnie boleśnie weryfikowała. Afery przemykały niezauważone, bezsensowne reformy zyskiwały akceptację, nieuczciwość popłacała, przywiązanie do wartości okazywało się umiarkowane na tle konformistycznych możliwości, a głupota okazywała się nikogo specjalnie nie razić. Może się zatem okazać, że zbyt mało wyszukane jak na czasy komunistyczne formy indoktrynacji okażą się wystarczająco skutecznym narzędziem inżynierii społecznej w dzisiejszej rzeczywistości.

Dawniej i dziś

O ile w czasach komunistycznych trudno było skutecznie indoktrynować w kierunku zwierzchniej roli partii komunistycznej i przyjaźni ze Związkiem Radzieckim, o tyle nie jesteśmy pewni, czy dzisiaj tandetny podręcznik do HiT zostanie szybko wyśmiany i odrzucony, przechodząc do historii w postaci prześmiewczych memów.

W wyedukowanym, otwartym, obywatelskim społeczeństwie, całkowicie dyskredytujące dla podręcznika byłyby obawy, że jego treść może godzić w zasadę ochrony godności człowieka, stygmatyzować dzieci urodzone dzięki in-vitro, krzywdzić mniejszości, pogłębiać problem nietolerancji i wykluczenia. Ale przecież ten podręcznik nie powstał przez przypadek. Polityczne wybory ostatnich lat jak na dłoni ukazują sympatyków ksenofobii, homofobii, nietolerancji, rasizmu i nacjonalizującego socjalizmu.

Ktoś, dostrzegając to, uznał, że na nieprzyzwoitości można zbić kapitał polityczny. Że podatną na radykalizm młodzież można w ten sposób skutecznie indoktrynować. Bo wykluczenie, nienawiść, nietolerancja i ksenofobia to użyteczne narzędzia w społeczeństwie zamkniętym. Gotowym swą niechęć skierować przeciwko każdemu, kto jest inny, zaś owa inność może być przez polityków wykorzystana do realizacji ich celów w dobie sporu z Unią Europejską i jej wartościami. Że ktoś z polityków wpadł na pomysł długoterminowego wychowania społeczeństwa, któremu bliżej będzie do wartości wschodnich niż europejskich. Że dla krótkoterminowych politycznych korzyści będzie można przeprowadzić scenariusz znacznie gorszy od brytyjskiego, bo w kraju ekonomicznie nieporównywalnie słabszym, fatalnie położonym geopolitycznie i całkowicie wyizolowanym bezrozumną polityką zagraniczną.

Pozostaje wierzyć, że młodzież to sprawnie odczyta i z całego podręcznika pozostaną jedynie memy i kupa śmiechu. Że politycy mylą się, przypisując licealnej młodzieży bezgraniczną głupotę. Jednakowoż fakt, że ktoś gotów jest zniszczyć swój akademicki wizerunek, uczestnicząc w politycznym koncepcie realizacji zinstytucjonalizowanego, lecz tak prymitywnego celu, sam w sobie wydaje się mocno niepokojący.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami