Rz: Prof. Ryszard Legutko będzie musiał przeprosić autorów petycji o usunięcie symboli religijnych ze szkoły za nazwanie ich „rozwydrzonymi smarkaczami". Nie można w taki sposób oceniać czyjegoś zachowania?
Dr Jacek Kloczkowski:
Jeżeli ktoś – jak licealiści z Wrocławia – podejmuje działania mające na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej w sferze, która budzi duże emocje, musi zakładać, że wywołają one reakcje nie tylko pozytywne, ale także krytyczne, niekiedy ostre. Stanowcza dezaprobata i wyrazista ocena takich poczynań stanowi bowiem elementarny wyraz wolności wyrażania własnych opinii.
To w czym właściwie jest problem?
Bardzo subiektywnie interpretuje się to, co wolno mówić na poszczególne tematy. Są ogólne przepisy prawne, ale one nie stanowią przecież, jakiego słowa można używać, a jakiego nie, co obraża, a co obrazą nie jest. Interpretacją tego zajmują się prawnicy, a bardzo naiwne byłoby zakładanie, że robią to, abstrahując od swoich poglądów.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka zwraca uwagę, że mieliśmy ?do czynienia z obywatelskim zaangażowaniem młodych ludzi, które należy wspierać, więc ?Legutko, jako uznany autorytet, nie powinien podcinać tej młodzieży skrzydeł.
Jest w tym paradoks, bo z jednej strony pokazuje się tę petycję jako poważną inicjatywę dojrzałych obywateli, a z drugiej, chce się ich trzymać pod kloszem, chronić przed krytyką, używając argumentu o młodym wieku. Zresztą trudno mówić o podcinaniu skrzydeł, skoro autorzy petycji stali się pozytywnymi bohaterami lewicowych mediów.
Jakie mogą być skutki tego wyroku?
Dla debaty publicznej w demokratycznym kraju nie jest dobre, gdy pewnych zjawisk, ludzi, procesów nie wolno ostro krytykować. Jeszcze gorzej, gdy racje jednej strony są szczególnie chronione, a drugiej już nie. To bardzo niebezpieczny kierunek. Wymiar sprawiedliwości nie powinien faworyzować żadnych konkretnych środowisk czy sposobów myślenia.
Czy kiedyś może być w Polsce tak jak na Zachodzie, gdzie już nic niepoprawnego politycznie nie można powiedzieć?
Rzadko bywa tak, że ktoś jedynie ze szlachetnych pobudek uważa, że pewne opinie są w debacie publicznej niedopuszczalne. Zwykle obiekcje dotyczą oponentów ideologicznych i politycznych. To tradycyjna broń lewicy w walce z konserwatywną prawicą. Ale gdyby wahadło się odwróciło, na lewicy rozległby się wielki lament, że zagrożona jest wolność słowa, a demokracja chwieje się w posadach.
—rozmawiał Michał Płociński