Zarówno Konstytucja 3 maja, jak i Konstytucja marcowa przewidywały tzw. rewizję po 25 latach jej obowiązywania. Ani jednej, ani drugiej nie było jednak dane przetrwać tyle czasu. Zwykle wszystko uchwalane jako wieczyste ma słabą szansę na dłuższy żywot. Może jednak konstytucja z 2 kwietnia 1997 r., która nie ma ambicji być niezmieniana po dłuższym czasie, doczeka się 25-lecia bez poważniejszych nowelizacji. Dotychczasowe bowiem w gruncie rzeczy okazały się zaledwie kosmetyką.
Wygląda na to, że aktualna konstytucja ma cechy jakiegoś stałego lądu w porównaniu z przewalającymi się falami bieżącego ustawodawstwa. Wydawało się przez czas jakiś, że kodeks wyborczy uchwalony głosami 430 posłów przy braku głosów przeciwnych i wstrzymujących się, co samo w sobie było już ewenementem, będzie miał szanse na dłuższe trwanie. I niewykluczone, że tak się stanie, choć temperatura dyskusji nad szczegółami tej ustawy wskazywałaby raczej na jej krótki żywot.
Nie powinno się zmieniać reguł w trakcie gry. To oczywiste, ale o ile zasada ta jest zrozumiała podczas meczu piłkarskiego, który trwa 90 minut, o tyle trudno ją przenieść na materię życia publicznego, a już na wybory parlamentarne czy samorządowe w szczególności. Nie da się bowiem właściwie określić czasu kampanii wyborczych, choć ordynacje wyborcze starają się precyzyjnie wskazywać ich początek i koniec. Nie da się, ponieważ kampania wyborcza zaczyna się już na drugi dzień po wyborach, a wraz ze zbliżaniem się kolejnej elekcji emocje wzrastają, osiągając kulminację w trakcie wieczorów wyborczych.
Nic więc dziwnego, że stan podwyższonej temperatury utrzymuje się jeszcze jakiś czas po wyborach. To właśnie teraz przeżywamy. Tym chyba trzeba tłumaczyć początkowe, gorączkowe właśnie żądania powtórzenia wyborów, w sytuacji kiedy się okazało, że wyniki sondaży mijają się z wynikami realnymi. Czego miałoby to dowodzić? Przede wszystkim chyba warsztatowych mankamentów badań opinii publicznej, chyba że założymy świadome fałszowanie wyborów. Czy możliwy jest fałsz w skali całego kraju? Tak mogło być bezpośrednio po wojnie, kiedy cały aparat wyborczy był bez reszty podporządkowany władzy, ale dziś?
Nie da się natomiast wykluczyć jednostkowych fałszerstw w poszczególnych punktach oddawania i liczenia głosów – czyli w komisjach wyborczych. Ale już nie dalej, tam gdzie mamy do czynienia już tylko z protokołami wyborczymi poszczególnych komisji. Te są zawsze do sprawdzenia, i to nie tylko przez sąd badający sprawę w wyniku wniesienia protestu.