Reklama

Zawiodło prawo czy ludzie

Publikacja: 10.12.2014 01:00

Zarówno Konstytucja 3 maja, jak i Konstytucja marcowa przewidywały tzw. rewizję po 25 latach jej obowiązywania. Ani jednej, ani drugiej nie było jednak dane przetrwać tyle czasu. Zwykle wszystko uchwalane jako wieczyste ma słabą szansę na dłuższy żywot. Może jednak konstytucja z 2 kwietnia 1997 r., która nie ma ambicji być niezmieniana po dłuższym czasie, doczeka się 25-lecia bez poważniejszych nowelizacji. Dotychczasowe bowiem w gruncie rzeczy okazały się zaledwie kosmetyką.

Wygląda na to, że aktualna konstytucja ma cechy jakiegoś stałego lądu w porównaniu z przewalającymi się falami bieżącego ustawodawstwa. Wydawało się przez czas jakiś, że kodeks wyborczy uchwalony głosami 430 posłów przy braku głosów przeciwnych i wstrzymujących się, co samo w sobie było już ewenementem, będzie miał szanse na dłuższe trwanie. I niewykluczone, że tak się stanie, choć temperatura dyskusji nad szczegółami tej ustawy wskazywałaby raczej na jej krótki żywot.

Nie powinno się zmieniać reguł w trakcie gry. To oczywiste, ale o ile zasada ta jest zrozumiała podczas meczu piłkarskiego, który trwa 90 minut, o tyle trudno ją przenieść na materię życia publicznego, a już na wybory parlamentarne czy samorządowe w szczególności. Nie da się bowiem właściwie określić czasu kampanii wyborczych, choć ordynacje wyborcze starają się precyzyjnie wskazywać ich początek i koniec. Nie da się, ponieważ kampania wyborcza zaczyna się już na drugi dzień po wyborach, a wraz ze zbliżaniem się kolejnej elekcji emocje wzrastają, osiągając kulminację w trakcie wieczorów wyborczych.

Nic więc dziwnego, że stan podwyższonej temperatury utrzymuje się jeszcze jakiś czas po wyborach. To właśnie teraz przeżywamy. Tym chyba trzeba tłumaczyć początkowe, gorączkowe właśnie żądania powtórzenia wyborów, w sytuacji kiedy się okazało, że wyniki sondaży mijają się z wynikami realnymi. Czego miałoby to dowodzić? Przede wszystkim chyba warsztatowych mankamentów badań opinii publicznej, chyba że założymy świadome fałszowanie wyborów. Czy możliwy jest fałsz w skali całego kraju? Tak mogło być bezpośrednio po wojnie, kiedy cały aparat wyborczy był bez reszty podporządkowany władzy, ale dziś?

Nie da się natomiast wykluczyć jednostkowych fałszerstw w poszczególnych punktach oddawania i liczenia głosów – czyli w komisjach wyborczych. Ale już nie dalej, tam gdzie mamy do czynienia już tylko z protokołami wyborczymi poszczególnych komisji. Te są zawsze do sprawdzenia, i to nie tylko przez sąd badający sprawę w wyniku wniesienia protestu.

Reklama
Reklama

Protestów złożono po ostatnich wyborach około 1500. Dużo to czy mało? Niewątpliwie więcej niż w poprzednich. Część nie będzie miała żadnego merytorycznego znaczenia i z powodów formalnych zostanie odrzucona. Wiele dotyczyć będzie tego samego okręgu wyborczego. Zdecydowana większość wskaże na naruszenia procedury wyborczej bez znaczenia dla wyników wyborów w danym okręgu czy dla danej jednostki samorządu terytorialnego.

W niektórych jednak sąd dopatrzy się istotnych uchybień i nakaże powtórzenie czynności od wskazanej fazy, w której doszło do naruszenia prawa. Może trzeba będzie powtórzyć tu i ówdzie sam akt głosowania. To naturalna kolej rzeczy. Nie powinno do tego dojść, ale jest wiele takich wydarzeń, które mimo to się zdarzają. Mądre prawo musi przewidywać coś, co jest a priori niewyobrażalne. Fizyka współczesna poucza, że jeśli coś może się zdarzyć raz, to może się zdarzyć nieskończenie wiele razy. Stąd konieczność postawienia na końcu tego ciągu zdarzeń sądu – jak w każdej sytuacji, która może nieść w zarodku konflikt. Na szczęście tak już u nas jest. To sądy, a nie partie, które z natury rzeczy widzą wszystko przez pryzmat swego interesu, stwierdzają wady zachowań poszczególnych aktorów procedury wyborczej i określają, które z tych naruszeń miały wpływ na wynik wyborów i w jakiej skali.

Wyroki w tych wszystkich sprawach będą bezcennym źródłem dla analizy systemu wyborczego i dopiero wówczas będzie można odpowiedzialnie stwierdzić, gdzie zawiodło prawo, a gdzie ludzie w procesie jego stosowania.

Autor jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, a w latach 2006–2008 był prezesem TK

Opinie Prawne
Paweł Rochowicz: Droselklapa znów ryksztosuje, czyli jak nie mówić o KSeF
Opinie Prawne
Andrzej Olaś: Sądy uwikłano w walkę o władzę i jej profity
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Bezkarny jak prokurator
Opinie Prawne
Sędzia Piotr Mgłosiek odpowiada profesorom: „Anarchia w systemie już jest”
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: PiS nie usunął art. 212, a teraz grzmi o reżimie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama