Okazuje się, że wynik bułgarskich wyborów potwierdza słowa byłego prezydenta Rumena Radewa, który w przeddzień głosowania mówił, iż czuje się bardziej jak Péter Magyar, niż Viktor Orbán. Poniedziałkowe wyniki dowodzą spektakularnego sukcesu byłego prezydenta. O ile bowiem sondaże wróżyły mu 32-34 proc. głosów, ostatecznie jego Postępowa Bułgaria zgarnie ok. 44 proc. głosów, co może przełożyć się na 131 mandatów. To w 240-osobowym parlamencie zdecydowana większość.
Wstępny podział miejsc w bułgarskim parlamencie
Wybory w Bułgarii mogą być przykładem dla innych demokracji parlamentarno-gabinetowych
Radew może samodzielnie stworzyć rząd, zacząć trudne reformy, a nawet zmienić ustawę zasadniczą, bo wspólnie z sojuszniczymi liberałami ma większość konstytucyjną. Na dodatek jego sytuacja jest o tyle lepsza od sytuacji Magyara na Węgrzech, że nie ma lokalnie ani zaspawanego przez poprzednika systemu, ani czekającego na błąd przeciwnika, jakim nad Dunajem wciąż jest Viktor Orbán.
Czytaj więcej
Po wyborczej klęsce Viktora Orbána Europa zadaje sobie pytanie, czy aby jego miejsce – czołowego proputinowca i eurosceptyka – zajmie były prezyden...
Po co w ogóle zajmować sobie głowę prowincjonalną Bułgarią? – pyta część europejskiej opinii publicznej. Ano dlatego, że Radewowi udało się zrealizować jako pierwszemu bardzo ciekawy i wzorcowy dla wielu demokracji parlamentarno-gabinetowych scenariusz wyjścia z kryzysu rozbicia partyjnego, które prowadziło do stopniowej degradacji systemu.
Gdyby doszło do rozłamu w PiS jedyną ścieżką dla stworzenia integralnej formacji wyborczej z ambicjami do rządzenia, byłoby pojawienie się honorowanego przez wszystkich autorytetu z zewnątrz
Rozwiązanie było dość proste, choć niezwykle ryzykowne. Oto popularny prezydent ratuje dławiący się rozdrobnieniem partyjnym i ciągłą powtarzalnością wyborów (w Bułgarii dochodziło do nich osiem razy w ciągu pięciu lat), rezygnując ze stanowiska, tworząc szeroki front poparcia i idąc z całą siłą swojego elektoratu do wyborów parlamentarnych. Na dodatek wybory te wygrywa i staje na czele rządu.
Uwaga! Radew nie jest nuworyszem. To doświadczony polityk, znający problemy swojego państwa i wiedzący, jak je rozwiązać. Jego decyzja to nie tylko wywrócenie stolika, ale przede wszystkim decyzja o wyjściu z roli notariusza i obserwatora, na co konstytucja skazuje prezydenta i wejście w szranki realnej przebudowy systemu.
Czy scenariusz z Bułgarii jest do powtórzenia w Polsce? Tego bym nie wykluczał
Zastanawia mnie, kto i jak bacznie obserwował ten proces w naszej części Europy. I czy – choć to pewnie na razie science fiction – nie przychodzi do głowy komuś z otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego, by podążyć taką właśnie ścieżką. Choć polska polityka nie jest tak chybotliwa, jak na Bałkanach, realnym problemem polskiej prawicy staje się jej rozdrobnienie i relatywnie mała koalicyjność liderów. Gdyby – to już nie science fiction – doszło do rozłamu w PiS, frakcja Mateusza Morawieckiego rozstała się z PiS-owskim mainstreamem, rozproszenie i niekoalicyjność byłyby jeszcze większe. W efekcie, jedyną ścieżką dla stworzenia integralnej formacji z ambicjami do rządzenia, byłoby pojawienie się honorowanego przez wszystkich autorytetu z zewnątrz. Na dziś jedynym takim politykiem, który może wjechać na białym koniu jest – w przekonaniu większości ludzi prawicy – Karol Nawrocki. O ile – rzecz jasna – utrzyma polityczne relacje, nie popełni błędów i będą za nim, jak dotąd, przemawiać słupki poparcia i zaufania.
Czytaj więcej
Były prezydent Bułgarii, uważany za prorosyjskiego polityka Rumen Radew, ma szansę na większość w parlamencie i zbudowanie stabilnego rządu - wynik...
Niemożliwe? Trudno powiedzieć. Nie ma dwóch takich samych ekosystemów politycznych. Poza systemem konstytucyjnym Bułgarię od Polski różni niemal wszystko. Także fakt, że niestabilność jej demokracji była dużo większa, niż nad Wisłą. Z drugiej jednak strony można zadać pytanie, jak bardzo trzeba zdestabilizować system, by taki manewr był możliwy, a nawet konieczny? Odpowiedzi na to pytanie boję się najbardziej.