Co rusz jakieś nowe wydarzenie psuje nam spokojne oczekiwanie na Euro 2012. Wpierw czołowi niemieccy politycy bez żadnej konsultacji z polskim rządem zapowiedzieli bojkot ukraińskiej części mistrzostw. Rzecz nieco zaskakująca, jeśli uznać, że Berlin i Warszawę łączyć mają specjalne relacje. Potem ktoś w BBC uznał za stosowne postraszyć brytyjskich kibiców wizją Polski jako raju antysemitów i miejsca, skąd można wrócić w trumnie.
Wszystko to powoduje ogromne zdenerwowanie Polaków. Przeczulenie? Być może. Brak pewności siebie? Na pewno. Ale także troska o to, aby impreza, która będzie mieć wpływ na wizerunek Polski w oczach milionów ludzi na świecie, nie kojarzyła się z żadną awanturą i by jak najwięcej gości przybyło do nas na mistrzostwa.