Przez ostatnie dni mogliśmy oglądać w telewizji lub Internecie dramatyczne sceny starć w Kijowie.  W niedzielę kilkutysięczny tłum odłączył się od zgromadzonych na Majdanie Nezałeżnosti i ruszył przez Plac Europejski pod górę ulicą Hruszewskiego. Kawałek dalej, po prawej, jest siedziba rządu, a nieco dalej, po lewej – Rady Najwyższej. Ale demonstrantom zagrodziła drogę milicja i żołnierze wojsk wewnętrznych. Doszło do starć, w których po stronie demonstrantów brali udział zamaskowani, młodzi ludzie.

Te starcia trwały i w poniedziałek, i we wtorek. Wiadomo  pięciu ofiarach. Niewykluczone, że należeli do Prawego Sektora lub przynajmniej z nim sympatyzowali. A Prawy Sektor to ludzie, którzy uważają, że z Janukowyczem nie ma co rozmawiać – bo „żeby wierzyć w perspektywy takich rozmów, trzeba być całkowitym durniem". Należy więc przemawiać poprzez ultimatum – Janukowycz ma 24 godziny na opuszczenie kraju; milicjanci winni aresztować swych dowódców, inaczej sami trafią pod sąd, podobnie też żołnierze wojsk wewnętrznych i funkcjonariusze służb specjalnych. Opozycja natomiast powinna zrezygnować ze „zdradzieckich, separatystycznych rozmów z uzurpatorem" i „przejść na stronę narodu".

Radykalni nacjonaliści

Główną rolę w Prawym Sektorze odgrywają przede wszystkim radykalni nacjonaliści, którzy twierdzą, że główne ugrupowanie nacjonalistyczne – Swoboda kierowana przez Ołeha Tiahnyboka – w rzeczywistości odeszła od swych ideałów i zamiast rewolucji stawia na współpracę z władzami. Ci radykałowie krytykują też proeuropejską postawę Swobody, która zdecydowanie i jednoznacznie poparła umowę stowarzyszeniową z UE. Ich zdaniem Europa jest zbyt liberalna i przy współpracy z nią trzeba być bardzo ostrożnym. Ale nie wszyscy wspierający Prawy Sektor kierują się jasno określoną ideologią; można wśród nich spotkać i szukających zadymy kiboli.

Skąd takie ultranacjonalistyczne ruchy? Na Ukrainie są obecne od dawna. Ich najbardziej znaczącym przejawem było w przeszłości UNA-UNSO, Ukraińskie Zgromadzenie Narodowe – Ukraińska Narodowa Samoobrona, powstałe w początkach lat 90. ubiegłego stulecia. Nacjonaliści spod jego znaku działali w kraju (m.in. przeciwstawiając się rosyjskiej Cerkwi oraz protestując przeciwko rezygnacji z broni jądrowej), byli obecni w Naddniestrzu pod hasłami ochrony miejscowych Ukraińców, a także w Abchazji, wspomagając Gruzinów; usiłowali też wspierać Czeczenów w walce z Rosją. Jednak w ostatnich latach organizacja rozpadła się na kilka mniejszych i nie odgrywa już takiej roli jak kiedyś. Zastąpiły ją inne, choć członkowie UNA-UNSO są obecni i na Majdanie.

Wśród skrajnie prawicowych organizacji najważniejszy jest dziś chyba Tryzub im Stepana Bandery; w Internecie „Banderiwec'" („Banderowiec") stał się głównym medium Prawego Sektora. „Deklaracja zasad nacjonalistycznych" w nim umieszczona pokazuje, jaki ma być ukraiński nacjonalista. Po pierwsze: „celem ludzkiego istnienia jest zbliżenie do Boga". Po drugie: „Wszechmogący Pan stworzył nas jako Ukraińców, ukraiński naród – i niech święci się Jego wola na wieki wieków". A słudzy szatana usiłują się temu przeciwstawić (np. próbując przekształcić Ukraińców w... Polaków, choć jako groźniejsze oceniono próby uczynienia z nich „ludzi sowieckich"). Skoro tak, Ukraińcy muszą walczyć o wolność „człowieka, narodu, Ukrainy". Wydarzenia z minionego weekendu „Banderiwec" określił krótko: „Rozpoczęła się narodowa rewolucja".

Wyszkoleni przez „Patriota"

W Prawym Sektorze funkcjonuje też wielu aktywistów Zgromadzenia Socjal-Narodowego (SNA), powstałego dlatego – jak stwierdzają jego liderzy – że Swoboda, wcześniej nosząca nazwę Socjal-Narodowej Partii Ukrainy (SNPU) „odeszła od idei socjal-narodowych". A jakie to idee? Budowa silnego,  jednolitego narodowo i rasowo państwa, a także walka z biedą, bo socjal-narodowcy co prawda „dopuszczają istnienie bogatych", ale „wykluczają biedotę".

Jedną z organizacji członkowskich SNA jest „Patriot Ukrainy" („Patriota Ukrainy"), określająca się dziś jako „rewolucyjna awangarda ruchu socjal-narodowego". Powstała w 1999 r. jako młodzieżówka socjal-narodowców, po tym, jak władze nie zarejestrowały „Zagonów SNPU". Jednak w 2004 r. została ona rozwiązana przez macierzystą partię. Część działaczy nie pogodziła się z tym i odrodziło ją w 2005 r. w mieście raczej niedoświadczającym nastrojów nacjonalistycznych – w Charkowie. Złożona głównie z ludzi młodych, usiłowała organizować akcje radykalniejsze, niż robili to „starzy" nacjonaliści. W 2011 r. kilku działaczy „Patriota" zostało oskarżonych o rzekome przygotowania do aktu terrorystycznego – wysadzenia pomnika Lenina w jednej z podkijowskich miejscowości; po dwóch latach w areszcie, w styczniu, sąd skazał ich na kary do sześciu lat więzienia. Wśród mniej znanych, ale charakterystycznych działań „Patriota" są akcje przeciw wietnamskim imigrantom w Charkowie i okolicach.

„Patriot Ukrainy" ma ochraniać działalność  SNA, dlatego też organizuje paramilitarne obozy szkoleniowe. Nic więc dziwnego, że to wyszkoleni na obozach treningowych młodzi ludzie chętnie idą walczyć z milicją. I najwyraźniej potrafią walczyć; umieją przygotować koktajle Mołotowa, a także skutecznie się nimi posłużyć.

Prawy Sektor może rosnąć w siłę, bo proponuje pozornie proste rozwiązania: rewolucję, która zmiecie  „bandycką władzę". Gdy opozycja się naradza i jeździ na rozmowy do Janukowycza, oni walczą. Zapewne nigdy nie odegra bardziej znaczącej roli na ukraińskiej scenie politycznej, ale w obecnej sytuacji może podgrzewać nastroje i organizować radykalne, antyrządowe akcje. Im ostrzej przeciw Majdanowi występować będzie władza, tym silniejsza będzie radykalna prawica.

Autor kieruje programem wschodnim ?w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Wcześniej był dziennikarzem „Rzeczpospolitej".