Na jednym z internetowych wlogów poświęconym Chinom można znaleźć opinie, które działają na wyobraźnię. Jak mogłaby bowiem wyglądać światowa gospodarka, gdyby Chińczycy do niej się nie dokładali? Czy można byłoby mówić o postępie technologicznym, internecie dostępnym dla wszystkich, tanich żarówkach czy odkurzaczach, gdyby nie słynne "małe rączki", które egzemplarz po egzemplarzu tworzą produkty dla reszty świata. Kraj kojarzony jest z wyrobami dość niskiej jakości, jednak sami Chińczycy z nich nie korzystają. Stać ich na więcej, dużo więcej niż nas.
Koszty utrzymania się w Azji są zasadniczo o wiele niższe niż na Zachodzie. Tanie jedzenie, ubrania, dostępność każdego produktu, który jeżeli nie dostarczy go sama natura, wyjedzie z taśmy produkcyjnej konkretnego zakładu. Chińczycy płacą wysoką cenę za to, że pracują na rzecz świata. Nie chodzi tylko o to, że metka "made in China" oznacza tandetę. Za ogromnym wysiłkiem stoi wiele cierpienia i wyrzeczeń.
W 2014 chińskie media informowały o ponad 600 tys. robotników z kontynentalnej części kraju, którzy co roku umierają z przepracowania. Nie chodzi o pracoholizm w wydaniu japońskim. Ludzkiego zdrowia nie wyniszczają nadgodziny, ale brak odpowiednich standardów pracy. Państwo nie podaje dokładnych statystyk, ale często w doniesieniach jako przyczyna nagłych zgonów podawany jest alkohol. W ubiegłym roku samych policjantów na służbie zmarło ponad tysiąc. Właśnie po nadużyciu tej substancji.