Paweł Łepkowski: Dlaczego Donald Trump straszy pokojem za wszelką cenę

Krytyka amerykańskiej pomocy dla Ukrainy stawia Donalda Trumpa w bardzo złym świetle. Przypomina haniebne słowa francuskiego socjalisty Marcela Déata, który 4 maja 1939 roku pytał: „Dlaczego musimy umierać za Gdańsk?”.

Publikacja: 17.06.2024 18:41

Paweł Łepkowski: Dlaczego Donald Trump straszy pokojem za wszelką cenę

Foto: AFP

Donalda Trumpa nie uważam za dobrego kandydata na prezydenta USA. Podobnie jak Joe Bidena. Jednak w przypadku Trumpa odnoszę wrażenie, że różne argumenty przeciwko jego prezydenturze są co najmniej przesadzone lub zmanipulowane.

Trump nie jest czarnym charakterem, lecz człowiekiem z całą gamą odcieni. To nowojorczyk żyjący w złotej klatce na Piątej Alei, którego wyobrażenie Ameryki mieści się na zatłoczonych ulicach górnego Manhattanu między hotelem Plaza a Times Square. Co go zatem łączy ze zwykłymi ludźmi z uboższych klas? W jaki sposób ten nowojorski markiz dogaduje się z amerykańskim plebejuszem i farmerem? Ogniwem spajającym te dwa światy jest pieniądz.

Czytaj więcej

Paweł Łepkowski: Nie boję się Donalda Trumpa

Amerykanie traktują sprawy finansowe z niemal religijną powagą. W tym obszarze nie ma fałszywej skromności czy powściągliwości. Są jednocześnie najbardziej altruistycznym i hojnym społeczeństwem w historii świata, ale brzydzą się bezmyślną rozrzutnością i rozdawnictwem. Być może dlatego w tym najbogatszym państwie na naszej planecie nigdy nie przyjęły się rozbudowane programy socjalne. Reglamentacja dóbr według jakiegokolwiek klucza jest w całkowitej sprzeczności z amerykańską mentalnością.

Dotyczy to także wsparcia udzielanego innym państwom. Stąd pomoc dla Ukrainy, która była tak bardzo postulowana przez wszystkie środowiska polityczne w USA w 2022 roku, jest teraz postrzegana przez większość Amerykanów jako coraz mniej sensowne rozdawnictwo, które nie tylko nie przynosi żadnych skutków strategicznych, ale w dodatku umacnia korupcję oraz utrzymuje niezwykle groźne dla całego świata napięcie między dwoma największymi potęgami nuklearnymi.

Retoryka antywojenna? Nie tylko Trumpa!

Sobotnia wypowiedź Donalda Trumpa, który porównał ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego do „superakwizytora” wywożącego z amerykańskich banków dziesiątki miliardów dolarów – bo tak w tym konkretnym przypadku należy tłumaczyć słowo „supersalesman” – pokrywa się z opinią dużej części elektoratu.

Czytaj więcej

Trump grozi wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy po wygraniu wyborów

Były prezydent USA niewiele pod tym względem różni się od swoich poprzedników. Nawet jego krytycy zwracają uwagę, że użył przecież narracji o zbliżonym zabarwieniu do tej, którą posłużył się Joe Biden, kiedy pod koniec sierpnia 2021 roku wydał rozkaz amerykańskiemu personelowi wojskowemu i cywilnemu natychmiastowego opuszczenia Afganistanu. Biden mówił wówczas: „Tych, którzy proszą mnie o trzecią dekadę wojny w Afganistanie, pytam teraz: jaki jest żywotny interes narodowy w takim działaniu? Moim zdaniem mamy tylko jeden: zadbać o to, aby Afganistan nigdy więcej nie został wykorzystany do ataku na naszą ojczyznę (…) Nie mamy w Afganistanie żadnego żywotnego interesu narodowego poza zapobieżeniem atakowi na naszą ojczyznę i jej przyjaciół. I to jest dzisiaj jedyną prawdą (…) Moim podstawowym obowiązkiem jako prezydenta jest tylko obrona i ochrona Ameryki (…) Po prostu nie wierzę, że bezpieczeństwo i ochrona Ameryki poprawią się poprzez dalsze rozmieszczanie tysięcy amerykańskich żołnierzy i wydawanie miliardów dolarów rocznie w Afganistanie”.

Amerykanie traktują sprawy finansowe z niemal religijną powagą. W tym obszarze nie ma fałszywej powściągliwości. Są najbardziej altruistycznym i hojnym społeczeństwem w historii świata, ale brzydzą się bezmyślną rozrzutnością i rozdawnictwem

To znamienna wypowiedź, o której warto pamiętać, kiedy krytykuje się Donalda Trumpa, za to, że w końcu mówi to samo, choć Afganistan zastąpił Ukrainą, a Ashrafa Ghaniego Ahmadzaja – Wołodymyrem Zełenskim.

Amerykanie chcą pokoju, nawet kosztem Ukraińców

Dla amerykańskich wyborców Ukraina jest odległym światem. Wielu ma negatywne skojarzenia z tym narodem ze względu na eksponowane przez badaczy Holokaustu liczne i straszne zbrodnie ukraińskich kolaborantów podczas II wojny światowej. W amerykańskiej prasie dostrzegalne jest rozczarowanie, że gigantyczna pomoc, którą USA udzieliły Ukrainie, nie jest doceniana w Europie.

Badania Instytutu Gallupa dowodzą, że z roku na rok rośnie niechęć Amerykanów do pomocy Ukraińcom. W sierpniu 2022 roku jedynie 24 proc. respondentów amerykańskich uważało, że nie należy dalej pomagać Ukrainie. Piętnaście miesięcy później ta grupa urosła do 41 proc. badanych. Obecnie jedynie 25 proc. Amerykanów uważa, że ​​Stany Zjednoczone nie robią wystarczająco dużo, żeby pomóc Ukrainie.

W lutym 2024 roku czasopismo „Responsible Statecraft” opublikowało sondaż przeprowadzony przez Harris Poll i Quincy Institute, którego wyniki wskazywały, że około 70 proc. Amerykanów chce, aby administracja Bidena zmusiła Ukrainę do wynegocjowania pokoju z Rosją tak szybko, jak to możliwe.

Warto też zwrócić uwagę na amerykańską ocenę NATO. Choć większość Amerykanów (58 proc.) ma przychylną opinię o sojuszu północnoatlantyckim, to pozytywne poglądy na temat paktu spadły o 4 pkt proc. od czasu ostatniego badania w tej sprawie w 2023 roku.

Badania Instytutu Gallupa dowodzą, że z roku na rok rośnie niechęć Amerykanów do pomocy Ukraińcom. W sierpniu 2022 roku jedynie 24 proc. respondentów amerykańskich uważało, że nie należy dalej pomagać Ukrainie. Piętnaście miesięcy później ta grupa urosła do 41 proc. badanych

Te statystyki wyjaśniają, dlaczego Donald Trump wypowiada się coraz bardziej radykalnie w sprawie wojny w Ukrainie. On mówi to, co chcą usłyszeć jego wyborcy. Tym bardziej, że jedynie 13 proc. republikanów twierdzi, że Stany Zjednoczone nie udzielają Ukrainie wystarczającego wsparcia, a aż 49 proc. zwolenników tej partii uważa, że ​​dają zdecydowanie za dużo.

Żeby wygrać wybory prezydenckie w listopadzie tego roku, Trump musi utrzymać retorykę antywojenną. Nie ma po prostu innego wyjścia. Ale czy to oznacza, że jako potencjalny prezydent USA naprawdę pozwoli Rosji na kontynuowanie napaści na Ukrainę? Czy odizoluje Amerykę od europejskiej sceny politycznej? Czy jako amerykański przywódca przyjmie postawę Francuzów z 1939 roku?

Donalda Trumpa nie uważam za dobrego kandydata na prezydenta USA. Podobnie jak Joe Bidena. Jednak w przypadku Trumpa odnoszę wrażenie, że różne argumenty przeciwko jego prezydenturze są co najmniej przesadzone lub zmanipulowane.

Trump nie jest czarnym charakterem, lecz człowiekiem z całą gamą odcieni. To nowojorczyk żyjący w złotej klatce na Piątej Alei, którego wyobrażenie Ameryki mieści się na zatłoczonych ulicach górnego Manhattanu między hotelem Plaza a Times Square. Co go zatem łączy ze zwykłymi ludźmi z uboższych klas? W jaki sposób ten nowojorski markiz dogaduje się z amerykańskim plebejuszem i farmerem? Ogniwem spajającym te dwa światy jest pieniądz.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Roman Kuźniar: Joe Biden rezygnuje zbyt późno. Druga kadencja Trumpa może być jeszcze gorsza
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Swianiewicz: Coraz mniej samorządu w samorządzie. Czy ta tendencja będzie odwrócona?
Opinie polityczno - społeczne
Marek A. Cichocki: Przyszły kruchy i kosztowny pokój. Donald Trump nie jest całkiem bez racji
Opinie polityczno - społeczne
Andrzej Łomanowski: Jak długo jeszcze będzie trwać wojna na Ukrainie?
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Joe Biden wywraca stolik. I to nie tylko w USA