Bogdan Góralczyk: Wielkie protesty na Węgrzech. Czy Viktor Orbán przetrwa bunt grzesznego miasta?

Zdjęcia z dronów nie kłamią: 6 kwietnia doszło w Budapeszcie do jednej z największych, o ile nie największej demonstracji od upadku komunizmu. To spore zaskoczenie, bowiem system wszechmocnego na Węgrzech premiera Viktora Orbána zdawał się być skonsolidowany, nie do ruszenia.

Publikacja: 08.04.2024 10:34

Demonstracja w Budapeszcie

Demonstracja w Budapeszcie

Foto: ATTILA KISBENEDEK / AFP

A jednak jest społeczny ferment, a jego źródło jest jedno: Péter Magyar. Dwa miesiące temu był jeszcze publicznie nieznany. To były dyplomata w Brukseli, beneficjent systemu, dobrze ulokowany w spółkach i funduszach, a przez lata mąż Judit Vargi, która miała być jedynką rządzącego Fideszu w nadchodzących wyborach europejskich i samorządowych, na Węgrzech połączonych.

Dlaczego Péter Magyar odwrócił się od Viktora Orbána

Varga jednak podała się do dymisji, w tym samym dniu, 10 lutego, w którym z tego samego powodu, afery pedofilskiej, zrezygnowała też prezydent Katalin Novák. I dosłownie w tym samym dniu wystrzelił w mediach społecznościowych Péter Magyar. Niespodziewanie uderzył w rządzący Fidesz od środka, zarzucając mu brak moralności, centralizację władzy, oligarchizację i wielką korupcję. Jak to ujął w jednym z pierwszych wpisów: nie chce, by jego dzieci (mają trójkę z Judit Varga, ale są po rozwodzie) żyły w kraju przypominającym rodzinną spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Czytaj więcej

Polska i Węgry. Moralna katastrofa systemu

Z czasem te ataki na korupcję rządzących nasilił, a zarazem zaczął wprost atakować obóz rządzący i podważać jego fundamenty. Zarówno w jego wypowiedziach, jak na transparentach pojawiły się hasła „Orbán musi odejść”, „Chcemy wolności” oraz „Chcemy powrotu do Europy”. To ostatnie jest szczególnie ważne, bowiem podważa strategiczny azymut Orbána, stawiającego – jak wiadomo – na Wschód i osobiste relacje z Władimirem Putinem, Recepem Tayyipem Erodganem czy Xi Jinpingiem (ten wkrótce ma być w Budapeszcie), a z drugiej strony bliskim mu ideowo i programowo Donaldem Trumpem.

Kim jest Péter Magyar

Péter Magyar jest centrystą i wyraźnie unika ideologii, ale i tak mówi zupełnie inaczej: chcemy być w Unii Europejskiej i w NATO, jesteśmy częścią Zachodu i wyznajemy panujące w nim wartości. Chcemy przejrzystości życia publicznego, a przede wszystkim jego finansów. „Nie boimy się!” – wołały zebrane 6 kwietnia tłumy, które wyraźnie przekraczały elektoraty wszystkich partii opozycyjnych razem wziętych (Magyar, choć partii nie utworzył, notuje już  w sondażach ponad 10-procentowe poparcie). Dlatego guru nowego ruchu wzywa Orbána do telewizyjnej debaty, a następną wielką demonstrację zapowiedział na 5 maja, Dzień Matki.

Jak Viktor Orbán reaguje na największe protesty na Węgrzech

Obóz rządzący najpierw, swoim zwyczajem, Magyara ignorował, a gdy zobaczył, że może on być jednak groźny, włączył sponsorowaną przez siebie kampanię propagandową, dodając go do innych polityków opozycji, rzekomo finansowanych przez dolary George’a Sorosa, pchającego Węgry do wojny (podczas gdy Fidesz to „partia pokoju”), a samego Magyara próbując wepchnąć w operę mydlaną, wyciągając karty z jego prywatnego życiorysu (np. że był w rodzinie przemocowy).

Stolica jest jedynym większym organizmem w państwie mu nie podporządkowanym. Nie ma więc subsydiów i środków ani rządowych, ani europejskich, co powszechnie widać i czuć na ulicach miasta

To jak na razie nie zadziałało, bowiem nie była to pierwsza demonstracja zorganizowana przez Magyara, a tłumy rosną. Nie znaczy to jeszcze, że system Orbána jest już rozchwiany i na granicy upadku. Na razie ruszył Budapeszt, a nie prowincja. Magyar to wie, więc zapowiedział, że do następnej demonstracji będzie jeździł po kraju.

Budapeszt i prowincja

To słuszne założenie, bowiem na Węgrzech od ponad stu lat mamy powiedzenie „Budapeszt i prowincja”. Ten pierwszy jest bardziej otwarty, czasami nawet kosmopolityczny, europejski i światowy, ta druga zdecydowanie bardziej tradycyjna i konserwatywna. Ten podział jest dawny i ostry. Kiedy w listopadzie 1919 roku wkraczał do stolicy na karym koniu admirał Miklós Horthy, to na samym wjeździe zarzucił Budapesztowi, wcześniej w ryzach krótkotrwałej Węgierskiej Republiki Rad Béli Kuna, iż jest „miastem pogrążonym w  grzechu”, czy też krócej: grzesznym miastem.

Dziś w oczach Viktora Orbána jest podobnie, bo stolica jest jedynym większym organizmem w państwie mu nie podporządkowanym. Nie ma więc subsydiów i środków ani rządowych, ani europejskich (bo to rząd nimi dysponuje), co powszechnie widać i czuć na ulicach miasta, oczywiście poza terenami, gdzie znajdują się siedziby władz. Brak inwestycji i nowoczesnego blasku aż kłuje po oczach.

Czy Orbán może stracić władzę?

Niespodziewany „fenomen Magyara”, jak można go nazwać, sprawia, iż nadchodzące wybory na Węgrzech stały się bardzo ciekawe, a pewny dotychczas swego i wszechpotężny, wydawałoby się, premier Viktor Orbán ma sporo do myślenia. Tego ruchu zignorować już nie można, jest zbyt potężny i ma szerokie poparcie. Czy ograniczy się tylko do Budapesztu, czy też sięgnie także prowincji? –  to jest teraz kluczowe pytanie.

Autor

Bogdan Góralczyk

Politolog, znawca Węgier i polityki międzynarodowej. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Taśmy Mraza, afery w Funduszu Sprawiedliwości i sędziego Szmydta. Co je łączy?
Opinie polityczno - społeczne
Przemysław Prekiel: Lewica na pasku Tuska
Opinie polityczno - społeczne
Co prezes PiS wie w sprawie Funduszu Sprawiedliwości i wyborów kopertowych
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Haszczyński: Beniamin Netanjahu ważniejszy dla Ameryki niż Winston Churchill
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Fundusz Sprawiedliwości pogrzebie Suwerenną Polskę i może pogrążyć PiS
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy