Maciej Strzembosz: Sztuczna inteligencja i polski rząd. Kto wygra?

Krzysztof Gawkowski, minister cyfryzacji w rządzie Donalda Tuska, powołał na doradców w sprawie sztucznej inteligencji wyłącznie współtwórców i lobbystów tej technologii. Brakuje w tym zespole kogoś, kto by myślał nad tym, czy nadchodząca zmiana będzie korzystna dla państwa i obywateli.

Publikacja: 07.02.2024 08:06

Nie można wykluczyć, że za jakiś czas będziemy wierzyć wyłącznie w szyfr wytworzony przez maszynę

Nie można wykluczyć, że za jakiś czas będziemy wierzyć wyłącznie w szyfr wytworzony przez maszynę

Foto: Adobe Stock

Media pełne są rozważań o użyciu sztucznej inteligencji (AI) w propagandzie i niebezpieczeństwach z tym związanych dla przyszłości demokracji i polityki w ogóle. Wszelkie wybory i publiczne dyskusje wygrywać będzie nie ten, kto ma lepsze pomysły i rozwiązania, lecz ten, kto ma lepsze narzędzie sztucznej inteligencji służące do manipulacji mediami, zwłaszcza mediami społecznościowymi.

Teraz okazuje się, że nie tylko przyszłość jest w niebezpieczeństwie, ale także przeszłość. Digitalizacja świadectw historycznych sprawia, że – jak słusznie zauważają Jacob N. Shapiro i Chris Mattmann w artykule z „New York Timesa” z 29 stycznia – „Sztuczna inteligencja zagraża także przeszłości”. Dla AI żadnym problemem nie będzie wymiana artykułów w gazetach na całym świecie sprzed 100 lat, zmiana drzewa genealogicznego, aktów własności czy wyprodukowanie fałszywych świadectw filmowych, że World Trade Center zbombardowali sami Amerykanie, a Hiroszimę – powiedzmy – Filipińczycy. Autorzy postulują stworzenie systemu swego rodzaju cyfrowych znaków wodnych, które zaświadczałyby o prawdziwości przeszłych i przyszłych dokumentów opisujących rzeczywistość.

Czy jesteśmy na progu kultury masowej wytwarzanej przez AI?

Wiara w cyfrowe znaki wodne wydaje mi się naiwna, tak jak wiara w test Turinga. Niestety nie pamiętam, kto to powiedział, ale już dawno temu zauważono, że „ktoś dość inteligentny by przejść test Turinga, jest także wystarczająco inteligentny, by go sfałszować”. Słabością cyfrowych znaków wodnych będzie oczywiście fakt, że zwalczające się bloki polityczne nie zgodzą się nigdy na jeden uniwersalny znak wodny, a co więcej, nie jest pewne, czy umysł ludzki jest w stanie zaprojektować znak wodny nie do złamania przez AI. Zwłaszcza że łamanie cyfrowych znaków wodnych będzie ulubionym sportem nie tylko zwalczających się mocarstw, ale także zwalczających się partii, koncernów oraz policji i grup przestępczych. Prędzej czy później jeden z graczy poprosi swoje narzędzie AI o pomoc i znów się okaże, że potwierdzaniem autentyczności ludzkiego oglądu rzeczywistości nie zajmuje się człowiek, lecz maszyna.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Autostrada do piekła AI

Dziś wydaje się to paradoksalne, ale nie można wykluczyć, że za jakiś czas będziemy wierzyć wyłącznie w te obrazy i wiadomości, których autentyczność potwierdzi szyfr zbyt skomplikowany, by złamał go człowiek, a więc szyfr wytworzony przez maszynę. I być może za czas jakiś każdej istotnej ludzkiej rozmowie towarzyszyć będzie urządzenie weryfikujące na bieżąco tezy rozmówcy, a brak takiego urządzenia w trakcie rozmowy świadczyć będzie o nieczystych zamiarach rozmówców.

W kontekście sztucznej inteligencji fascynująco czyta się na nowo esej Martina Heideggera „Czas światoobrazu”. To, w jaki sposób myślimy o swoim bycie, wpływa na sposób naszego bytowania. Podobnie uważa Yuval Noah Harari, który za kluczowy element ludzkiej tożsamości uważa snucie opowieści, i w związku z tym powstanie AI ocenia jako zdarzenie zdolne odmienić jądro samozrozumienia i tym samym odmienić istotę ludzkości, a w rezultacie sztucznie zaprojektować jej przyszłość.

Filmy, obrazy czy piosenki tworzone przez sztuczną inteligencję będą niedługo znacząco tańsze, a schematy wykorzystywane do tego, by nas przestraszyć, zadziwić czy wzruszyć, oparte będą nie na wyobraźni i doświadczeniach autora, lecz na ekstrapolacji tego, co już odniosło sukces

Dziś już nie ulega wątpliwości, że jesteśmy na progu kultury masowej wytwarzanej przez AI. Filmy, obrazy czy piosenki tworzone przez sztuczną inteligencję będą niedługo znacząco tańsze, a schematy wykorzystywane do tego, by nas przestraszyć, zadziwić czy wzruszyć, oparte będą nie na wyobraźni i doświadczeniach autora, lecz na ekstrapolacji tego, co już odniosło sukces. Pomyślcie zatem o kulturze jako nieustającym sequelu mieszającym wątki wszystkiego, co niegdyś było interesujące, w nieskończone wariacje tego samego, ekscytującą papkę wypraną z wszelkich realnych treści i emocji związanych z prawdziwością ludzkiego doświadczenia. Ot, takie uniwersum Marvela do n-tej potęgi.

Film o aferze Pegasusa ze Zbyszkiem Cybulskim jest możliwy

Nie przypadkiem jednym z tematów strajków w Hollywood była kwestia właśnie AI. Już dziś możliwy jest film zrobiony bez udziału żywych aktorów i scenarzystów, np. romans między Heathem Ledgerem a Marylin Monroe, historia afery Pegasusa ze Zbyszkiem Cybulskim i Bogumiłem Kobielą. Za chwilę najpopularniejszym show telewizyjnym mogą być wiadomości pokazujące fikcyjną wojnę między dwoma krajami, przy czym zwycięzca w tej wojnie będzie różny w każdym z tych krajów.

Ale oprócz fałszywych obrazów i historii wytwarzanych przez AI mamy także do czynienia z propagandą dotyczącą samej sztucznej inteligencji. W najbliższej uroczystości wręczenia Oscarów uczestniczyć będą nominowani do nagrody twórcy filmu „The Creator” („Twórca”), który jest bezwstydną opowieścią propagandową o tym, dlaczego będzie lepiej, jeśli decyzje dotyczące przyszłości ludzkości podejmować będzie AI. Film antropomorfizuje sztuczną inteligencję, roboty przez nią zarządzane mają swoje unikatowe osobowości, ale właściwie wszystkie są wyznawcami buddyzmu i kochają ludzkie dzieci, dla których gotowe są zginąć. Najpotężniejsza forma AI jest dzieckiem kreowanym dokładnie tak samo jak wszelkie inne charaktery dziecięce w wirze wojny: niewinne, wrażliwe i kochające mamusię. Rolą człowieka – bohatera filmu – jest zrozumienie, że jego zadaniem jest uratować przyszłego władcę świata za cenę swojego życia, bo tylko ktoś tak doskonały może zaprojektować przyszłość naszego świata.

Czytaj więcej

„Twórca”: Wypatroszone głowy

To oczywiście nic nowego. Teza, że ludzkość jest swoim największym wrogiem, nie jest nowa i istnieją dziesiątki filmów – od sagi „Gwiezdnych wojen” po „Avatara” – w których obca istota jest jedynym ratunkiem dla człowieczeństwa. „Twórca” to jednak coś innego. Promuje nie mędrca Yodę czy fikcyjny lud Na’vi, lecz realną technologię, która istnieje wśród nas i jest prawdopodobnie drogą do niewyobrażalnego bogactwa i władzy dla jej twórców oraz właścicieli. Przynajmniej do chwili, gdy AI się nie usamodzielni.

Minister Krzysztof Gawkowski, czyli biurokrata i jego doradcy strzegący korporacyjnych interesów

A napisałem o tym miernym filmie dlatego, że dokładnie ten sam mechanizm odnajduję w ostatnich nominacjach wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego do komitetu doradczego w sprawie sztucznej inteligencji. Gawkowski powołał do tego komitetu wyłącznie współtwórców technologii i jej lobbystów. Brakuje czynnika społecznego, nie ma etyków, nikogo, kto by myślał nad tym, czy nadchodząca zmiana będzie korzystna dla państwa i jego obywateli. Jedynie agenci tej zmiany, przedstawiciele obcych korporacji inwestujących w technologię dla mamony i władzy.

Jest w tych nominacjach i kapitulacja wobec obcego kapitału, i zgoda na to, że jesteśmy wyłącznie rynkiem zbytu, nawet jeśli to, co mamy kupić, jest jak bilet do Matrixa. Biurokrata bez wyobraźni, który rozpoczął karierę polityczną w wieku 20 lat, zarządzający naszą cyfrową przyszłością, z doradcami pilnującymi interesów globalnych korporacji, to z pewnością to, czego trzeba nam dziś najbardziej.

O autorze

Maciej Strzembosz

Producent filmowy, scenarzysta i publicysta.

Media pełne są rozważań o użyciu sztucznej inteligencji (AI) w propagandzie i niebezpieczeństwach z tym związanych dla przyszłości demokracji i polityki w ogóle. Wszelkie wybory i publiczne dyskusje wygrywać będzie nie ten, kto ma lepsze pomysły i rozwiązania, lecz ten, kto ma lepsze narzędzie sztucznej inteligencji służące do manipulacji mediami, zwłaszcza mediami społecznościowymi.

Teraz okazuje się, że nie tylko przyszłość jest w niebezpieczeństwie, ale także przeszłość. Digitalizacja świadectw historycznych sprawia, że – jak słusznie zauważają Jacob N. Shapiro i Chris Mattmann w artykule z „New York Timesa” z 29 stycznia – „Sztuczna inteligencja zagraża także przeszłości”. Dla AI żadnym problemem nie będzie wymiana artykułów w gazetach na całym świecie sprzed 100 lat, zmiana drzewa genealogicznego, aktów własności czy wyprodukowanie fałszywych świadectw filmowych, że World Trade Center zbombardowali sami Amerykanie, a Hiroszimę – powiedzmy – Filipińczycy. Autorzy postulują stworzenie systemu swego rodzaju cyfrowych znaków wodnych, które zaświadczałyby o prawdziwości przeszłych i przyszłych dokumentów opisujących rzeczywistość.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Andrzej Rogiński: Wybory samorządowe wielkim triumfem partiokracji
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Haszczyński: Ameryka przywraca nadzieję Ukraińcom i flance wschodniej
Opinie polityczno - społeczne
Jędrzej Bielecki: Jeśli Donald Trump wygra wybory, los Europy będzie w jego rękach
Opinie polityczno - społeczne
Agnieszka Markiewicz: Zachód nie może odpuścić Iranowi. Sojusz między Teheranem a Moskwą to nie przypadek
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Rada Ministrów Plus, czyli „Bezpieczeństwo, głupcze”