Jacek Nizinkiewicz: Czy Jarosław Kaczyński naprawdę odejdzie i kto chce zostać nowym prezesem PiS?

Lider Prawa i Sprawiedliwości lubi sprawdzać lojalność podwładnych. Przez lata wyeliminował wszystkich zagrażających mu konkurentów. Czy teraz prezes ponownie sprawdza, kto jest Brutusem?

Publikacja: 23.01.2024 13:55

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński

Foto: AFP

- W Polsce nie ma tradycji gerontokracji. Interesowałem się polityką już jako dziecko i wtedy rządzili ludzie starzy. Dla mnie było to oczywiste. Później to się zaczęło zmieniać. Uważam, że w tej sprawie dobry jest umiar. Warto wierzyć starym, wielkim instytucjom. Wiek kanoniczny w Kościele to 75 lat. To wystarczy. Ale to nie oznacza, że będę w polityce do tego wieku. Może odejdę wcześniej – to byłaby decyzja partii, w której jest teraz dużo młodych, energicznych ludzi, którzy mogliby mnie doskonale zastąpić- mówił w 2020 roku Jarosław Kaczyński w rozmowie z Michałem Kolanko dla „Rzeczpospolitej”. Pisałem wtedy, zapowiadając rozmowę, że w partii dojdzie do pandemonium po ogłoszeniu decyzji prezesa. W partii było przerażenie i wrzawa, a informacja rozgrzała media, ale do pandemonium, jako realnego chaosu było daleko. Dlaczego?

Nikt nie wierzy w zapewnienia Kaczyńskiego o odejściu

W tym samym wywiadzie Kaczyński zmiękczył swoją zapowiedź o odejściu słowami: „Nie jest to oczywiście zapowiedź mojego odejścia. Jeżeli tylko COVID minie, to będzie kongres i wybory w PiS. Tym razem jeszcze będę kandydował. Ale na pewno ostatni raz.” I nie w tym problem, że prezes „na miękko” ogłaszał swoje odejście. Rzecz w tym, że robił to już wielokrotnie, a każdego kto pretendował do przejęcia po nim schedy wycinał z partii. Źle skończyli w PiS m.in. współzałożyciele PiS Ludwik Dorn i Kazimierz Michał Ujazdowski. Lider Prawa i Sprawiedliwości lubi testować swoich podwładnych i sprawdzać ich lojalność. Gdy przed laty zapowiadał, że przestanie rządzić partią, swoją kandydaturę na zastępcę zgłosił Zbigniew Ziobro, który został ukarany, a Kaczyński wciąż trwał na stanowisku. Gdy Kaczyński kandyduje na prezesa — nie ma konkurencji, a właściwie miał ją raz w postaci Zbigniewa Girzyńskiego, który wystartował na tzw. zająca. 

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Kaczyński podjął decyzję ws. swojej politycznej przyszłości

Teraz Kaczyński podobno znów zapowiada, że odejdzie. W partii nikt w to nie wierzy, podobnie jak poza nią. Nikt też z otoczenia prezesa nie przyklaśnie jego zapowiedziom. Zrobił to jedynie Marcin Matalerek, szef Kancelarii Prezydenta. Były polityk PiS ma na pieńku z prezesem i już po wyborach powiedział, że Kaczyński powinien odejść na emeryturę. Nie ma nic do stracenia. Nie lubi prezesa, po tym jak ten pozbył się go z partii, gdy był prawą ręką Beaty Szydło i uniemożliwił mu dalsze kandydowanie. Mastalerek to jednak nie PiS i niechęć do prezesa jest w nim większa niż wśród obecnie rządzących. Poza Mastalerkiem nikt z otoczenia PiS nie pochwali takiej decyzji prezesa. A przynajmniej nie głośno.

Chętnych na miejsce Kaczyńskiego jest kilku w PiS

Zbigniew Ziobro od dawna marzy o schedzie po Kaczyńskim nie tylko w PiS, ale i na prawicy. Nie ma na to szans, nie tylko ze względów „zdrowotnych”, ale głównie z powodu braku posłuchu w partii. Musiałby mieć twarde kwity na Kaczyńskiego i po swojej stronie zarząd partii, żeby ich do siebie przekonać.

Joachim Brudziński był przez lata najbliżej ucha prezesa. Teraz zarabia w Brukseli, choć atakował wcześniej tych, którzy „poszli na pensję w euro i jedzą mule”, jak np. Marka Migalskiego. Struktury partii ma w małym palcu, ma też dobre relacje z mediami, ale wypadł z obiegu i kwestie bytowe są teraz dla niego ważniejsze.

Mariusz Błaszczak po Brudzińskim był bliżej ucha prezesa, nie tylko w serialu, i często wymieniany jest nawet przez samego Kaczyńskiego jako jego naturalny następca. Były szef MON ma jednak wiele wad, które zamykałyby PiS, a nie rozwijały. Jest politykiem pozbawionym charyzmy, boi się mediów i źle w nich wypada, nie jest też popularny w partii. Na malowanego prezesa sterowanego przez Kaczyńskiego się nadaje, ale to byłaby farsa.

Mateusz Morawiecki przyznał w Radiu ZET, że w przyszłości stanie „do wyścigu o fotel prezesa PiS”. Problem w tym, że były premier nie był i nie jest zbyt popularnym politykiem, nie tylko w PiS. Jest twarzą porażki PiS w wyborach 15 października 2023 roku, po których partia musiała oddać władze. Jego jedyną siłą było wsparcie Kaczyńskiego i tylko ono mogłoby mu dopomóc zostać prezesem. Ale bunt w partii byłby natychmiastowy, chyba że również byłby na sznurkach Kaczyńskiego „malowanym prezesem”.

Czytaj więcej

Sasin: Namawiam Kaczyńskiego, żeby nadal był prezesem PiS

Przemysła Czarnek ma charyzmę, ma wolę walki, ma sympatię w PiS, a nawet wśród środowisk prawicowo-narodowych, ale może okazać się niesterowalny. Jarosław Kaczyński ryzykowałaby oddaniem władzy w ręce byłego ministra edukacji, który jest politykiem nieokiełznanym. Mógłby wzmocnić PiS, ale mógłby też przeszarżować przez swój charakter i porywczość oraz silnie konserwatywne poglądy. Dla betonowych wyborców partii, kandydat idealny. Ale betonowym elektoratem nie wygrywa się wyborów.

Tylko jedna osoba mogłaby być silnym nowym prezesem PiS

Tak naprawdę jest tylko jedna osoba, która mogłaby być niezależnym prezesem, który poderwie partię do lotu. A właściwie prezeską. Tą osobą jest Beata Szydło. Była premier nie dałaby sobą ponownie sterować i ma żal do Kaczyńskiego po tym, jak odwołał ją z funkcji prezesa Rady Ministrów. W partii ma posłuch i sympatię. Głosowało na nią ponad pół miliona wyborców. Była popularną premier. Trzyma rękę na pulsie, ale do walki z prezesem nie stanie. Musiałaby dostać gwarancje niezależności od prezesa. A z tym mogłoby by ciężko.

Odejście Kaczyńskiego jest bowiem blefem prezesa.

Jarosław Kaczyński w latach 90- tych mówił w rozmowie z Teresą Torańską, że chciałby zostać "emerytowanym zbawcą narodu". Później jednak zmienił zdanie i w 2014 roku deklarował: „Jestem gotowy służyć Polsce, póki sił starczy. Mam nadzieję, że starczy ich na wybory w 2019, 2023, a może nawet w 2027. Do 2023 roku jestem gotów walczyć. Nad 2027 jeszcze się zastanawiam. Wszystko w rękach Boga.”

Dzisiaj Kaczyński ma 74 lata, czyli za rok wchodzi w „wiek kanoniczny”. Jeśli tym razem miałby dotrzymać słowa, to powinien w 2024 roku nie kandydować na prezesa PiS. Dla partii to byłby szok, a jeszcze większy dla jej wyborców. Partia mogłaby się z biegiem czasu rozpaść.

Kaczyński mógłby wycofać się, a nie odejść tylko pod jednym warunkiem.

Honorowy prezes i władca marionetek

Jeśli okazałoby się, że PiS z prezesem Jarosławem Kaczyńskim lawinowo traci poparcie, przegrywa kolejne wybory i nie ma szans na powrót do władzy, a z innym liderem partia ma większe szanse, wtedy Kaczyński mógłby się wycofać. Zostałaby honorowym prezesem, a w rzeczywistości władcą marionetek, bo władzy absolutnej w partii nie odda nigdy. Partia to wszystko co Kaczyński ma, poza kotem. Jakkolwiek brzmi to tragicznie czy groteskowo, taka jest prawda. Polityka i decyzyjność to całe życie Kaczyńskiego. Bez nich go nie ma. Więc po co to wszystko?

Czytaj więcej

Morawiecki deklaruje: Chciałbym przejąć funkcję szefa Prawa i Sprawiedliwości

Kolejny balon próbny prezesa

Czy ostatnia deklaracja Kaczyńskiego jest pewna i jednoznaczna, nie wiadomo. Może to być kolejny balon próbny prezesa. Lider partii może sprawdzać nastroje w partii i reakcję kolegów. Czy teraz prezes ponownie sprawdza, kto jest Brutusem? Może tak być. Ale może też PiS próbuje przejąć inicjatywę i skupić uwagę opinii publicznej wokół siebie. Partia od dłuższego czasu nie ma dobrej passy, a to byłoby wydarzenie, którym jest w stanie sterować medialnie i nadawać mu bieg, a może nawet zyskać dzięki niemu sondażowo.

Ale tak naprawdę Jarosław Kaczyński nigdzie się nie wybiera. Partią będzie sterował dokąd mu zdrowie pozwoli, nawet z tylnego siedzenie. Bo PiS to Kaczyński, a Kaczyński to PiS.

- W Polsce nie ma tradycji gerontokracji. Interesowałem się polityką już jako dziecko i wtedy rządzili ludzie starzy. Dla mnie było to oczywiste. Później to się zaczęło zmieniać. Uważam, że w tej sprawie dobry jest umiar. Warto wierzyć starym, wielkim instytucjom. Wiek kanoniczny w Kościele to 75 lat. To wystarczy. Ale to nie oznacza, że będę w polityce do tego wieku. Może odejdę wcześniej – to byłaby decyzja partii, w której jest teraz dużo młodych, energicznych ludzi, którzy mogliby mnie doskonale zastąpić- mówił w 2020 roku Jarosław Kaczyński w rozmowie z Michałem Kolanko dla „Rzeczpospolitej”. Pisałem wtedy, zapowiadając rozmowę, że w partii dojdzie do pandemonium po ogłoszeniu decyzji prezesa. W partii było przerażenie i wrzawa, a informacja rozgrzała media, ale do pandemonium, jako realnego chaosu było daleko. Dlaczego?

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Marek Migalski: Waga nieważnych wyborów
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Opinie polityczno - społeczne
Daria Chibner: Dlaczego kobiety nie chcą rozmawiać o prawach mężczyzn?
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Gorzka pigułka wyborcza
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Czy szczyt klimatyczny w Warszawie coś zmieni? Popatrz w PESEL i się wesel!
felietony
Marek A. Cichocki: Unijna gra. Czy potrafimy być bezwzględni?