Reklama

Adam Szymczyk: PiS musi zmienić podejście do Konfederacji, jeśli chce jeszcze kiedyś rządzić

Dotychczas PiS traktował Konfederację z nie mniejszą wrogością niż inne ugrupowania opozycji. Jednak wiele wskazuje na to, że bez znalezienia porozumienia z tą formacją partia Jarosława Kaczyńskiego o powrocie do władzy będzie mogła tylko pomarzyć.
Do tej pory Jarosław Kaczyński traktował Konfederację jako rywala rozbijającego głosy prawicowego el

Do tej pory Jarosław Kaczyński traktował Konfederację jako rywala rozbijającego głosy prawicowego elektoratu

Foto: PAP/Tomasz Gzell

O przyczynach zwycięstwa opozycji napisano już wiele, z tego względu w tym miejscu warto wspomnieć o jednym, zajmującym w mediach znacznie mniej miejsca od pozostałych: grze PiS-u na odebranie wyborców Konfederacji. Temu celowi służyły zarówno używanie retoryki ukrainosceptycznej przez polityków partii rządzącej, jak i ujawnienie przez TVP Info w ostatnim dniu kampanii tzw. taśm Banasia. Już po wyborach wiemy, że słaby wynik Konfederacji (także na skutek jej własnych błędów) nie tylko nie pomógł PiS-owi, ale dał wyraźną większość partiom centrolewicowej opozycji. Skutek jest taki, że po ośmiu latach Prawo i Sprawiedliwość szykuje się do przejścia do opozycji – w dużej mierze na własne życzenie.

PiS będzie miał pod górkę

Wydaje się, że PiS w obecnej postaci jest niezdolny do powtarzania swoich największych zwycięstw, jak te w 2015 i 2019 r. Utrata mediów publicznych, dostępu do spółek Skarbu Państwa i wpływu na administrację państwową radykalnie zawęża pole manewru tego ugrupowania. Bieżąca sytuacja pokazuje również, że PiS jest obecnie partią pozbawioną zdolności koalicyjnej. Na niekorzyść przemawiają także naturalne zmiany demograficzne i kulturowe zachodzące na przestrzeni ostatnich lat. W skrócie dla PiS nie ma powrotu do 2015 roku.

Jeśli ugrupowanie to na poważnie myśli o odzyskaniu władzy, powinno zmienić swoje nastawienie do środowiska reprezentowanego w Sejmie przez Konfederację.

Do tej pory Jarosław Kaczyński traktował to ugrupowanie jako rywala rozbijającego głosy prawicowego elektoratu, zgodnie z formułą „na prawo od nas tylko ściana”. Tymczasem Konfederacja, mimo wielu zapowiedzi o rychłym rozpadzie, po czterech latach ponownie wchodzi do Sejmu i de facto pozostaje jedynym potencjalnym sojusznikiem dla PiS-u.

Również dla samej Konfederacji podjęcie w jakiejś formie współpracy z Prawem i Sprawiedliwością mogłoby okazać się korzystne. Bycie formacją antysystemową jest zwykle opłacalne na wczesnym etapie działalności, jednak przykłady takich ugrupowań jak Szwedzcy Demokraci pokazuje, że w pewnym momencie do uzyskania rzeczywistego wpływu na podejmowanie decyzji na szczeblu centralnym konieczna jest kooperacja z ugrupowaniami głównego nurtu. Punktowanie działań podejmowanych przez nową koalicję będzie zresztą sprzyjało poszukiwaniu dalszych pól współpracy.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wrzenie w Konfederacji. Partię mogą opuścić Korwin-Mikke i Braun

Pisowsko-konfederacki protokół rozbieżności

Oczywiście na przeszkodzie zacieśnieniu relacji między obu partiami stoi szereg różnych czynników. Uświadomienie konieczności ułożenia na nowo relacji z konfederatami będzie zapewne wymagało zmiany przywództwa w PiS-ie, bowiem prezes Kaczyński do tej pory raczej nie dawał się poznać jako polityk skłonny do współdziałania na dłuższą metę z mniejszymi partiami prawicy. Do tej pory takie relacje kończyły się tragicznie dla junior-partnerów Kaczyńskiego. Być może z tego względu do nawiązania współpracy dojdzie dopiero po zakończeniu kadencji obecnego prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Z drugiej strony utrudnieniem może okazać się niechęć znacznej części wyborców Konfederacji do PiS-u. Aczkolwiek warto pamiętać, że wraz z upływem czasu pamięć o rządach ekipy Kaczyńskiego będzie się zacierać.

Sporym problemem na drodze do porozumienia mogą być różnice programowe między obu partiami połączenie etatyzmu PiS-u z wolnorynkowymi przekonaniami konfederatów na pierwszy rzut oka wygląda jak próba godzenia wody z ogniem. Tak jednak być nie musi. W przeszłości pojawiały się takie sojusze, warto wspomnieć choćby o w sumie nieoczywistej koalicji balcerowiczowskiej UW z bardziej prosocjalną AWS. O wielu dalece bardziej egzotycznych przymierzach politycznych, które ostatecznie dochodziły do skutku, wcześniej mówiono jako o nierealnych, dlatego wykluczenie prawdopodobnej współpracy Konfederacji z PiS-em wydaje się pozbawione realizmu politycznego.

Reasumując, można zaryzykować tezę, że jeśli ugrupowania prawicy na poważnie myślą o powrocie do steru władzy, powinny zacząć szukać pól współpracy. Czas jednoznacznych hegemonów w polityce zdaje się bezpowrotnie mijać, dlatego PiS powinien traktować potencjalnych sojuszników po partnersku, tak jak na to zasługują. Parafrazując scenę z filmu „Interstellar”, współdziałanie PiS-u z Konfederacją nie jest niemożliwe jest konieczne.

O autorze

Adam Szymczyk

jest publicystą, członkiem zespołu międzynarodowego Klubu Jagiellońskiego

Opinie polityczno - społeczne
Rusłan Szoszyn: Od potęgi wywiadu do tuby propagandy? Putin zmienił SWR w narzędzie dezinformacji
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
felietony
Jan Zielonka: Sprawczość za wszelką cenę
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Przeklęty los centrysty
Opinie polityczno - społeczne
Rita Süssmuth – orędowniczka polsko-niemieckiego pojednania
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama