Czasem, w takich sytuacjach, jak środowy wyrok na Andrzeju Poczobucie, może się wydawać, że brakuje słów. Bo cóż można jeszcze powiedzieć, kiedy wszystko jest oczywiste. Bandycki sąd na zamówienie bezwzględnego dyktatora wydał oczywiście niesprawiedliwy wyrok. Postępowanie dotyczyło haniebnych zarzutów i posłużono się w nim sfabrykowanymi dowodami. Co więcej, wszyscy mieli świadomość, że wyrok podyktowano wcześniej, przy biurku Łukaszenki, a gwarancją perfekcyjnego wpisania się w wolę dyktatora była osoba sędziego Dzmitrija Bubienczyka, zasłużonego w wielu już procesach przeciw opozycjonistom. A jednak to porażenie przemożną siłą zła, które potrafi odebrać mowę, prowadzi donikąd. Bowiem o krzywdzie takich ludzi, jak Andrzej Poczobut, patriota i bohater dwóch narodów, trzeba krzyczeć, opowiadać, gdzie się da, mobilizować opinię publiczną świata przeciw sprawcom sądowej zbrodni, do której doszło w Grodnie.