W cieniu sporu o powiązanie praworządności z pieniędzmi UE zniknęła decyzja być może ważniejsza: o zgodzie na kolejne już podwyższenie celu redukcji emisji CO2 w ramach polityki klimatycznej. I to znaczącego: do przynajmniej 55 proc. do 2030 r. „Powinno to być co najmniej 60 proc. W walce o klimat trzeba być twardym" – oznajmił Marek Józefiak z Greenpeace Polska.

Taka opinia nie powinna dziwić. Greenpeace i podobne struktury od dawna opowiadają się za jak najdalej idącymi działaniami, całkowicie przy tym lekceważąc koszt, który poniosą ludzie. Będzie on na tle innych krajów wyjątkowo duży. Znacznie zamożniejsi Niemcy już teraz buntują się przeciwko rosnącym rachunkom za prąd, w których zaszyto cenę niemieckiej przemiany energetycznej. W Polsce, jak się wydaje, świadomość tego, co nadchodzi, jest niemal zerowa.

Raport firmy McKinsey szacuje koszt osiągnięcia przez nas neutralności klimatycznej na ponad 850 mld euro – czyli dwa lata polskiego PKB w normalnym, nieepidemicznym czasie. KE ma znacząco niższe szacunki: 240 mld euro. A z mającego wspomagać przemianę energetyczną Funduszu Sprawiedliwej Transformacji Polska ma otrzymać... 3,5 mld.

Opowiadanie – jak robi to m.in. Greenpeace – że zielona rewolucja to wielka szansa, nowe miejsca pracy itd., to zaklinanie rzeczywistości. Polecam aktywistom lekturę książeczki „Co widać, a czego nie widać" Frédérica Bastiata, XIX-wiecznego francuskiego ekonomisty. Jest tam opowieść o wybitej szybie. Pozornie zarobi na niej ileś osób. Ale tak naprawdę nikt nie zyska, lecz wszyscy zbiednieją, skoro właściciel szyby będzie zmuszony wydać pieniądze na coś, czego by nie potrzebował.

Nie miejmy złudzeń: dla Polski i Polaków to będzie gigantyczny cios. Unijny pęd do ograniczania emisji CO2 bez rozważania skutków i przede wszystkim skuteczności takiej polityki oznacza dramatyczną pauperyzację społeczeństw. Radykalnie wzrośnie udział rachunków za energię w budżetach domowych, inflacja będzie galopować.

Wszystko to w dodatku bez sensu. Jak w swojej nowej książce „False Alarm" („Fałszywy alarm") dowodzi Bjorn Lomborg, duński ekonomista (uznający, że globalne ocieplenie zachodzi), bazując na prognozach dotyczących klimatu i wskaźnikach ekonomicznych, kierunek przyjęty w porozumieniu paryskim i strategii unijnej jest najkosztowniejszy (spowoduje największy spadek PKB na osobę), a jednocześnie najmniej efektywny.

To nie rzekoma „katastrofa klimatyczna", ale unijna polityka energetyczna, zgotuje nam armagedon – finansowy i społeczny.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy"