W sumie jestem optymistą. W tej sprawie. W innych mój optymizm jest wystawiony na ciężką próbę.
Oto ledwie trzy minuty wcześniej z tłumem pasażerów pędzę na peron, by zdążyć po ciężkim dniu na wieczorny pociąg. Wpadam do środka i natychmiast szukam Warsu. Coś trzeba zjeść i wypić. Zwłaszcza, że umieszczona przy drzwiach wagonu naklejka sympatycznie zachęca, by skorzystać z usługi gastronomicznej. Gnam wiec do przedziału konduktorskiego. Tam zakłopotanie. Wkurzony konduktor wyjaśnia, że Warsu w tym składzie nie ma.